Nowy numer 44/2020 Archiwum

Czego spodziewam się po synodzie?

To pytanie zadaliśmy uczestnikom rekolekcji synodalnych w Skrzatuszu. Okazuje się, że owoce synodu są nie tylko czymś spodziewanym czy oczekiwanym, ale także już doświadczanym.

Uczestnikami rekolekcji synodalnych są przeważnie wierni świeccy wchodzący w skład parafialnych zespołów synodalnych. Przy okazji zakończonej 26 stycznia pierwszej tury rekolekcji zapytaliśmy jej uczestników o ich oczekiwania wobec trwającego w diecezji synodu.

Elżbieta Urban z parafii pw. św. Maksymiliana w Słupsku

Czego spodziewam się po synodzie?   Wojciech i Elżbieta Urbanowie ze Słupska. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Dla mnie synod jest czasem poszukiwania odpowiedzi na pytanie, jakie jest moje zadanie w tej diecezji i w mojej parafii. Pytam się, co ja mam tutaj do zrobienia. Jeśli chodzi o moje oczekiwania, chciałabym, żebyśmy jako diecezjanie bardziej siebie nawzajem słuchali. Spotykamy się w parafii na Mszy św. w niedzielę i nieraz nie wiemy, kim jest osoba, która siedzi obok. Ja czuję ogromny brak aspektu ludzkiego w naszych relacjach.

Marcin Natkaniec z parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Siedlisku

Czego spodziewam się po synodzie?   Marcin Natkaniec z Siedliska. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Świeccy za mało ewangelizują. Dzieje się tak również dlatego, że po prostu za mało wiedzą na tematy związane z naszą wiarą. Dlatego bardzo pomocne jest działanie we wspólnotach. Wspólnoty są wielką szansą na rozwój duchowy. Trzeba poznawać Boga, wtedy przychodzi też odwaga do głoszenia. Chciałbym, żeby synod nam to uświadomił.

Andrzej Jaskulski z parafii pw. św. Antoniego w Człopie

Czego spodziewam się po synodzie?   Andrzej Jaskulski z Człopy. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

W małych parafiach brakuje grup. Raptem pojawia się zespół synodalny, w którym spotykamy się, poruszamy ciekawe tematy, uczymy się czegoś. Po czasie zaczynamy sobie ufać, modlimy się za siebie, rozmawiamy. Okazuje się, że powstaje wspólnota ludzi wyrwanych z różnych miejsc w parafii, którzy nagle chcą się spotykać. Do tego stopnia, że ludzie pytają, co będzie, kiedy synod się skończy. Mówię wtedy, że zmienimy nazwę i dalej będziemy funkcjonować. Jeśli więc ktoś mnie pyta, co zmieni się po synodzie, odpowiadam, że już się coś zmieniło. Już coś się dzieje. Ludzie z zespołu synodalnego są motorem pięknych inicjatyw. Działają i wspierają nasz lokalny Kościół.

Urszula Kuźbik z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Tucznie

Czego spodziewam się po synodzie?   Urszula Kuźbik z Tuczna. ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Jestem w zespole synodalnym, ponieważ uznałam, że przyszedł taki czas w moim życiu wiary, że albo pójdę do przodu, albo zacznę się cofać. Pomyślałam, że zespół synodalny może stać się sposobem mojego zaangażowania, który pozwoli mi coś wnieść i zaczerpnąć jednocześnie. Nie pomyliłam się. Ta aktywizacja ludzi jest już owocem synodu. To jest dobry punkt wyjścia na przyszłość. Zespoły synodalne już działają. Ważne, żebyśmy chcieli działać dalej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama