Nowy numer 31/2021 Archiwum

Chcemy dać dzieciom szansę

O tym, jak pracuje się w kraju, w którym toczy się wojna, opowiadała w Pile s. Anna Zainchkovska.

Salezjanka, która urodziła się w Odessie, nie potrzebuje tłumacza. Po polsku mówi doskonale. Nauczyła się w… kościele. – Dziadkowie pochodzili z polskich Kresów, ale kiedy rodzina przeniosła się do Odessy, ojczystą mowę zastąpił rosyjski. Mówiło się tylko po rosyjsku. Inaczej było niebezpiecznie – opowiada. W mieście działała katolicka parafia z jedynym katolickim kapłanem, salezjaninem ks. Tadeuszem Hoppe. – Wszystko było po polsku: kazania, modlitwy, rozmowy. Żeby dzieci i młodzież nie rozumiały i nie przychodziły do kościoła. Ale dzięki temu świątynia była miejscem, w którym Kresowiakom udało się ocalić polskość i katolickość – tłumaczy s. Anna.

Salezjanka pracuje w Hajsynie w obwodzie winnickim. W 20-tysięcznym miasteczku katolików jest 80. – Stawiamy na dzieci i młodzież. W dorosłych lata komunizmu zniszczyły wiarę, obecne czasy też nie są najłatwiejsze. O wojnie na Ukrainie mniej się mówi, ale ona wciąż się toczy. U nas odczuwamy jej skutki głównie w wymiarze ekonomicznym. I kiedy przychodzą wiadomości o poległych żołnierzach – mówi s. Anna. – Ludzie mają w głowach sprawy materialne, zabezpieczenie bytu, znalezienie pracy. Duchowość schodzi na daleki plan – dodaje.

Trzy salezjanki do Hajsyna zaprosił ks. Jurij Małecki. Marzy mu się stworzenie przedszkola i centrum młodzieżowego. Na razie działa oratorium. – Mamy około 20 dzieci pod opieką, u nas odrabiają lekcje, bawią się, dostają obiad. Wiele z nich jest z rozbitych rodzin, niektórzy mieszkają z dziadkami. Ekonomicznie jest bardzo ciężko, ludzi niszczy też wszechobecny alkohol. A dzieci, dorastając w takich środowiskach, powielają błędy – opowiada s. Anna.

Przez dzieci udaje się powoli docierać do dorosłych. – Zaczynają nam ufać, widząc, że nikogo nie zmuszamy, na siłę nie chrzcimy. Po ubiegłorocznych koloniach trójka nastolatków poprosiła o przygotowanie do sakramentu pokuty i pojednania oraz do I Komunii Świętej. Systematycznie chodzą na katechezy. Od niedawna na Msze św. zaczęła przychodzić mama jednego z nich – cieszy się salezjanka.

Siostry nie mają żadnego zabezpieczenia finansowego, brakuje na wyposażenie domu, ale i na codzienne sprawy. – Jestem bardzo wdzięczna wiernym z pilskich parafii, w których mogłam opowiedzieć o naszych dzieciach. Marzymy, by dać im coś innego, niż widzą w swoim środowisku, w którym często są spisane na straty – dodaje siostra.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama