Nowy numer 47/2020 Archiwum

Na camino choć na kilka dni

Wygodne buty, niewielki plecak. W nim butelka na wodę, niezbędnik, peleryna od deszczu, kilka rzeczy na zmianę. I obowiązkowa muszla. To właściwie wszystko, co potrzebne, by zostać pielgrzymem jakubowym.

Spotykamy się jeszcze przed Sławnem, choć kilka godzin wcześniej niż to planowaliśmy. Piątka pielgrzymów ma dobre tempo.

– Świetnie się idzie! Pan Bóg błogosławi pogodą, święci patronowie pomagają! – relacjonują przebyte już kilometry, gdy odnajduję ich odpoczywających na ławce, tuż obok słupa opatrzonego charakterystyczną żółtą muszlą.

Dla Eli Rosiak to trzeci dzień w drodze łączącej trzy święte góry Pomorza. Jeden z piękniejszych odcinków Pomorskiej Drogi Świętego Jakuba.

– Marzy mi się rozpropagowanie rodzinnego pielgrzymowania jakubowego, choćby po krótkich odcinkach, choćby i jednodniowych, wyjść na kilka kilometrów. Pomorska Droga jest naprawdę piękna i może być równie owocna – zdradza intencję, z którą pielgrzymuje. W głowie ma już kilka pomysłów. Niektóre przywiozła z Brzeska, z Parlamentu Jakubowego, na który zjeżdżają się caminowicze i osoby dbające o pielgrzymkowy szlak z całej Polski. – Są miejsca, gdzie szlaki jakubowe tętnią życiem, gdzie organizuje się spotkania i dzieli doświadczeniami z drogi. U nas niestety często jest tak, że sami mieszkańcy nie dostrzegają muszelek, którymi oznaczony jest szlak wiodący przez ich miejscowości – wzdycha mieszkanka podbiesowickiej Kawki, która od 7 lat przemierza drogi i dróżki opatrzone żółtą muszlą.

W Słupsku do Eli dołączyli pątnicy warmińsko-mazurscy. W niedzielę razem dotrą na Świętą Górę Polanowską, a następnego dnia zakończą pielgrzymkę w sanktuarium szensztackim na szczycie Góry Chełmskiej.

– Co kilka miesięcy wyruszamy na parę dni na szlak. Kiedy dotrzemy do Koszalina, będziemy mieć już ponad 400 km zaliczone – mówi Tamara Frączkowska, szefowa Elbląskiego Klubu Przyjaciół Pomorskiej Drogi Świętego Jakuba.

Zgodnie przyznają, że camino uzależnia. Przyciąga prostotą, ciszą, duchowym odpoczynkiem.

– To doznanie kontaktu z naturą i asceza. Przytłoczeni rzeczami i wygodami, zapomnieliśmy, jak tak naprawdę niewiele potrzeba nam do życia. Wystarczy te 7 kg, które da się udźwignąć na plecach – mówi Regina Gajewska. – A jakim luksusem po powrocie jest ciepły prysznic i własne łóżko! Dopiero się docenia, co się ma – śmieją się pielgrzymi.

Ale camino to też więcej niż turystyka i aktywny tryb życia.

– Tu spotyka się Pana Boga. W przyrodzie, którą stworzył, w drugim człowieku, którego stawia z kubkiem wody na drodze – kiwa głową Jan Potrac.

– Często bywa, że ludzie wychodzą z domu dla turystyki, widoków, z ciekawości, a po drodze odnajdują Boga. W codziennych sprawach, problemach, bieganinie, zwłaszcza da tych, którzy ostygli, bywa to niezmiernie trudne. Łatwiej, kiedy trafi się do pięknego kościółka, kiedy nieznajomy zaprosi na kubek kawy, kiedy ktoś pozdrowi „Szczęść Boże”. My też tak pozdrawiamy mijane osoby, zwłaszcza starsze – dodaje Tamara.

Na camino choć na kilka dni   Pątnikom marzy się, żeby Pomorska Droga Świętego Jakuba tętniła życiem. Karolina Pawłowska /Foto Gość

Drogi św. Jakuba to ponadtysiącletni trakt pątniczy wiodący z różnych stron Europy do grobu św. Jakuba Apostoła w hiszpańskiej Galicji. Odnalezione na Pomorzu tysiącletnie ślady peregrynacji do Santiago de Compostela dały impuls odtwarzaniu Pomorskiej Drogi, która zaczyna się w litewskiej Kretyndze, by przez Kaliningrad, Elbląg, Gdańsk, Lębork, Sławno, Darłowo, Koszalin, Kołobrzeg, Białogard, Kamień Pomorski, Wolin, Szczecin, Świnoujście połączyć się z niemiecką Via Baltica, a w Rostocku z Via Scandynavia, by już razem biec do Hiszpanii.

Przemierzający ją pątnicy przyznają, że możliwość wyruszenia od progu własnego domu to łaska. Nawet jeśli nie dotrze się do grobu Apostoła.

– Wyjazd na camino do Hiszpanii to wyzwanie finansowe i czasowe. Mało kto może sobie na to pozwolić. A tu pielgrzymujemy właściwie bezkosztowo. Pakujesz plecak, wychodzisz z domu i już jesteś pielgrzymem jakubowym, i już wydeptujesz łaski – mówi Grażyna Stefanowicz.

Eli Rosiak marzy się, żeby szlak, zwłaszcza na odcinku prowadzącym przez diecezję, zyskiwał coraz więcej sympatyków i użytkowników.

Pandemia, która zatrzymała pielgrzymów jakubowych w Polsce może być na to szansą.

– Ale może właśnie to czas, żeby odkryć nasze szlaki? Kiedy nie można wyjechać za granicę, kiedy obostrzenia sanitarne nie pozwalają na grupowe pielgrzymowanie, pomorskie camino może stać alternatywą. To łaska, z której powinniśmy skorzystać – przekonuje pątniczka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama