Nowy numer 47/2020 Archiwum

Tu się nie płaci!

To najczęściej powtarzane przez wolontariuszy zdanie. Bierzesz, co potrzebujesz. Możesz też przynieść to, co nie jest ci już potrzebne.

Stworzyli go młodzi ludzie, którym nie jest obojętny los planety. – Zdecydowanie za dużo kupujemy. I za dużo wyrzucamy – przyznają, rozkładając na półkach „nowy” towar. Ten pojawia się niemal cały czas. Drzwi dawnego sklepu właściwie się nie zamykają. – Choć to budynek, w którym mieścił się sklep, punkt nie działa jak tradycyjna placówka handlowa. Stąd po prostu rzeczy się bierze – tłumaczy Monika Czajka, inicjatorka powstania grupy On-Eko. Jedyne pieniądze, jakie się pojawiają, to te wrzucane do skarbonki, które pozwolą fanom drugiego obiegu rzeczy na działalność. Idea jest prosta. Niepotrzebne? Nie wyrzucaj! Oddaj lub wymień!

Nie marnować

Najbardziej chodliwymi towarami są zabawki i akcesoria dla najmłodszych. Hulajnogi, rowery, łóżeczka nie leżą długo. – W przypadku książek działamy trochę jak biblioteka: ktoś wpada, bierze książkę, przeczyta i oddaje ją z powrotem – śmieje się Monika. Większość przedmiotów jest nowa lub prawie nieużywana. Wszystkie trafiają najpierw na tzw. kwarantannę, bo w dobie pandemii bezpieczeństwo to podstawa.

– Ostatnio pan przyniósł obraz. Owinięty w papier. Nigdy go nawet nie rozpakował. Sporo rzeczy mamy jeszcze z metkami – opowiada. Wielkie gabaryty trafiają na facebookową tablicę. – Umieszczamy zdjęcia mebli, które są do wzięcia. Nie możemy ich trzymać u siebie, ale możemy pośredniczyć w znalezieniu im nowego domu. Szafa i komoda już powędrowały do ludzi – dodaje wolontariuszka.

Pomysł podsunęły ekologiczne warsztaty prowadzone przez Caritas. Jest animatorem katechezy parafialnej, więc ideą sąsiedzkiej wymiany podzieliła się z nastolatkami. Chciała też, żeby punkt stał się od dawna wypatrywanym przez młodych sławoborzan miejscem ich spotkań i wymiany pomysłów. – Ważna jest ekologia i to, że w ten sposób pomagamy planecie, ale też pomagamy ludziom. No i integrujemy się ze sobą. Jest pożytecznie i zabawnie – wylicza Zosia, jedna z dziesiątki wolontariuszy. Nie tylko dyżurują trzy razy w tygodniu. Zainspirowani ideą zero waste szyją z firanek woreczki na warzywa, dekorują płócienne siatki albo robią „gniotki” dla dzieci z odziedziczonej po dawnym sklepie mąki. Bo najważniejsze to nie marnować.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama