Nowy numer 48/2020 Archiwum

150 lat temu, czyli... dzisiaj

O tym, w jaki sposób XIX-wieczni francuscy rodzice mogą być inspiracją dla rodziców żyjących w XXI wieku w Polsce, mówi o. Andrzej Cekiera, karmelita bosy z Przemyśla.

Ks. Wojciech Parfianowicz: Państwo Martin zostali świętymi, ponieważ byli rodzicami św. Teresy od Dzieciątka Jezus, wielkiej świętej, doktora Kościoła?

O. Andrzej Cekiera OCD: Kościół odkrył ich świętość dopiero po czasie, ale myślę, że proces był tu odwrotny, tzn. przez to, że oni byli świętymi rodzicami, wydali piękny owoc w postaci swoich córek, w tym św. Teresy.

To ciekawe, że zostali beatyfikowani i kanonizowani razem.

Ich procesy rozpoczęły się niezależnie i dopiero po jakimś czasie połączono je w jeden. Kościół chciał ukazać w ten sposób, że małżeństwo jest drogą do świętości. Dzisiaj, w dobie kryzysu małżeństwa, potrzebujemy takiego znaku.

Co małżonkowie z XIX wieku mogą powiedzieć dzisiejszym?

Na początku myślałem, że może lepiej poszukać wzorców bardziej współczesnych. Ale gdy zacząłem przyglądać się ich sposobowi życia, wyzwaniom, jakim musieli sprostać, zrozumiałem, że to są święci bardzo nam bliscy. Doświadczali podobnych problemów, choćby zdrowotnych. Zelia umarła na raka piersi. Ludwik pod koniec życia zmagał się z chorobą psychiczną. Wymagał opieki, podobnie jak osoby cierpiące np. na alzheimera. Państwo Martin mieli też problemy związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Ludwik był zegarmistrzem. Miał własny warsztat. Zelia produkowała koronki, bardzo znane, rozprowadzane po całej Francji. Firmę założyła już w wieku 19 lat, odważnie.

Rak piersi, alzheimer, problemy z firmą... Brzmi bardzo współcześnie. Pewnie utrzymanie takiej rodziny łatwe nie było. Może dzisiaj państwo Martin korzystaliby z karty dużej rodziny.

Mieli dziewięcioro dzieci, z których czworo zmarło bardzo wcześnie.

Strata dziecka to także problem, o którym dzisiaj coraz częściej się mówi. Jak Zelia i Ludwik przeżywali śmierć swoich dzieci?

Zelia w swoich listach używa nieraz wręcz szokujących wyrażeń, jakby straciła sens życia. Kluczem do przetrwania tych doświadczeń było oparcie w Bogu i poczucie, że dzieci nie są jej własnością. Zelii i Ludwikowi zawsze towarzyszyło przeświadczenie, że dziecko jest Bożym darem. Pomocne były też więzi rodzinne, przekonanie, że wciąż jest dla kogo żyć i że spotkają się ze swoimi zmarłymi dziećmi w niebie.

Przekonanie o tym, że „dzieci nie są moją własnością” to także bardzo współczesna kwestia.

Wszystkie pięć córek wybrało życie zakonne.

Niektórzy by powiedzieli: „Tragedia!”.

Oni modlili się o to, żeby Pan Bóg wskazał im drogę. Chcieli zapewnić dzieciom godne życie i przyszłość, ale rozeznając wolę Bożą. Cieszyli się więc tym, że córki odkryły powołanie zakonne.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama