Nowy numer 29/2021 Archiwum

Romcia Tomcia przekład Biblii

Jego rymowane przepowiadanie podbija nie tylko serca dzieci, ale i ich rodziców. Często to pierwszy krok dla całej rodziny do wejścia w świat Pisma Świętego.

Niemal w każdą niedzielę Romcio Tomcio występuje w jakimś kościele ze swoją rymowaną Ewangelią. Spod Szczecina, gdzie mieszka, jeździ i na drugi koniec Polski, czasem jeszcze dalej. Kalendarz wypełniony ma na kilka miesięcy do przodu. Wszędzie, gdzie się pojawia, podbija serca małych czytelników, ich rodziców i dziadków też. – Dzisiaj język Pisma Świętego okazuje się zbyt trudny dla wielu dorosłych, a co dopiero dla dzieci – przyznaje Roman Kempiński, autor wierszowanych opowieści biblijnych.

Księga na lodówce

Romcio Tomcio, bo pod takim pseudonimem kryje się od blisko 20 lat, zachęca do czytania Biblii całe rodziny. – Kiedy byłem początkującym tatą, zastanawiałem się, jak we własnym domu mówić o Ewangelii – opowiada pan Roman.

Postanowił dać przykład. Adwent był dobrą okazją do podjęcia mocnego postanowienia. – Wyciągnąłem zakurzony egzemplarz z biblioteczki i położyłem na strategicznym miejscu: na lodówce. Minął mi pierwszy tydzień Adwentu, minął drugi, a ja nawet nie otworzyłem księgi. Aż obudziłem się jednej nocy i zerknąłem na lodówkę. Księga leżała jak wyrzut sumienia. Strasznie głupio mi się zrobiło, że nie potrafię nawet tak prostych przyrzeczeń dotrzymywać i… zacząłem czytać przy kuchennym stole. Wsiąkłem bez reszty. Aż nagle przyszło mi coś do głowy. Pobiegłem po kartkę i bardzo szybko zacząłem pisać – wspomina. „Musisz, mój Aniele teraz,/ Udać się do Panny Świętej,/ W swej czystości niepojętej./ Syna mego ludziom zrodzi, /By ich z grzechów oswobodził. /Prosta do Niej wiedzie droga. /W Palestynie, twoja noga,/ Niechaj zaraz szybko stanie”. – Ani ze mnie teolog, ani biblista, pracowałem wówczas w jednym z banków. Ale z odwagą zaprezentowałem tekst własnym dzieciom. Wysłuchały z uwagą. Córka pobiegła po Pismo Święte, żeby sprawdzać, jaka jest różnica między tatowymi rymami a oryginałem natchnionym. W końcu poprosiły, żebym dokończył historię aż do narodzin Jezusa – przyznaje z uśmiechem. Podobnie zareagowały dzieci znajomych: słuchały, zadawały pytania i zanim się obejrzeli, cała rodzica siedziała z nosami w Piśmie Świętym.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama