Nowy numer 26/2022 Archiwum

Nasza Pięćdziesiątnica

O dojrzewaniu do miłości, wychylaniu się ku przyszłości i odważnym wychodzeniu z jubileuszowego Wieczernika w przededniu świętowania 50. urodzin diecezji mówi jej pasterz bp. Edward Dajczak.

Karolina Pawłowska: 10 lat temu po raz pierwszy ogłosił Ksiądz Biskup rok jubileuszowy, czas łaski, darowania długów, zwrócenia się ku Bogu. Tamto świętowanie dla wielu diecezjan i księży było jak wybuch supernowej. Wniosło świeżość i nowość, której potrzebowaliśmy.

Bp Edward Dajczak: Bardzo mi na tym zależało, żeby to był rodzaj duchowej eksplozji. Potrzeba było swego rodzaju wybudzenia i nabrania odwagi do spontaniczności. Zobaczyliśmy, że możemy się modlić nie tylko – ogromnie potrzebnymi – tradycyjnymi formami nabożeństw. Odważyliśmy się wznosić ręce, śpiewać, tańczyć przed tronem Pana. Czuło się oczekiwanie na nowe. Moją intencją było wówczas zaproszenie do tego, by być razem na modlitwie pełnej życia.  

Wówczas główną myślą była alegoria 40-letniej tułaczki Izraelitów. Powtarzał nam Ksiądz Biskup, że już koniec niepewności, tymczasowości. Czy po tych 10 latach od tamtego wydarzenia jesteśmy bardziej u siebie?

Myślę, że tak. Podam jeden wymowny przykład. Większość pogrzebów księży do tej pory odbywała się poza terenem diecezji, w rodzinnych stronach, z których przyjechali. Tu byli w pracy duszpasterskiej, wykonywanej z sercem i gorliwie, nawet przez dziesięciolecia w jednej parafii, ale chcieli wrócić do siebie. Kolejne pokolenia księży, którzy pracują, są już stąd – z tej ziemi, z tych rodzin, z tego seminarium. To ważne.

Tegoroczne świętowanie ma dwa akcenty: koszaliński – w amfiteatrze i skrzatuski – w diecezjalnym sanktuarium.

W stolicy diecezji wybraliśmy amfiteatr, bo nie mamy tak dużego kościoła, który pomieściłby tylu wiernych. Amfiteatr oferuje 4 tys. miejsc oraz przestrzeń wokół obiektu, gdzie postawimy telebim. Chciałbym, żeby dzień później, w niedzielę, świętowanie przeniosło się do wszystkich parafii, obejmując w ten sposób całą diecezję. Drugi przystanek, wrześniowy, to diecezjalne sanktuarium. 10 lat temu było to zupełnie inne miejsce niż teraz. Niekiedy moje decyzje dotyczące Skrzatusza były przyjmowane sceptycznie. Zrozumiałem, dlaczego tak jest, gdy uświadomiłem sobie, że w świadomości diecezjan Skrzatusz nie był powszechnie obecny jako diecezjalne sanktuarium. Tymczasem diecezja musi mieć duszę. A skrzatuskie sanktuarium to cztery wieki modlitwy, przemiany ludzi, cudów dokonujących się w konfesjonale i poza nim. Nie trzeba było szukać lepszego miejsca. Kiedy pierwszy raz jako biskup diecezji przyjechałem do Skrzatusza, przeraził mnie stan świątyni. Uklęknąłem w pierwszej ławce i obiecałem Matce Bożej, że zrobimy tu sanktuarium. Dzisiaj, widząc zmiany, jakie tam zaszły, czując, jak to miejsce tętni duchowym życiem, chyba już wiemy, po co diecezjalne sanktuarium, czemu ono służy. Sądzę, że to był moment łaski, za który trzeba dziękować.

I zachwytu skrzatuską Pietą, która – jak często Ksiądz Biskup podkreśla – jest tak bardzo na nasze czasy.

To niesamowite, że przed wiekami artysta wyrzeźbił twarz Maryi jakby wbrew tradycji: nie zrozpaczoną, zbolałą, ale patrzącą w dal z wiarą, że to nie jest koniec. W obecnym świecie, tracącym nadzieję, z optyką skróconą do tu i teraz, bez perspektywy wieczności, ta Pieta jest inspirującym darem. Stąd to wezwanie zrodzone na modlitwie: Matka miłości zranionej i naszej nadziei. Nie ma wątpliwości, że kult Matki Bożej ze Skrzatusza się rozwija. Opowiadano mi o małym chłopcu, który w modlitwie spontanicznej poprosił, żeby pomodlić się o... „zdrowie dla Pani Skrzatuskiej”. Kiedy zapytano go dlaczego akurat o zdrowie, wyjaśnił, że tak często jest wspominana w modlitwie, że chyba musi być bardzo chora. To oczywiście żartobliwa historia, ale bardzo mnie ucieszyła, bo wybrzmiewa w niej istota rzeczy: często zwracamy się do Niej i przywołujemy orędownictwa Skrzatuskiej Pani, szukamy u Niej ratunku, wspominamy Ją, prosimy, żeby prowadziła nas do Jezusa.  

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama