• facebook
  • rss
  • Nasi na Woodstocku

    Karolina Pawłowska

    |

    Gość Koszaliński 33/2012

    dodane 16.08.2012 00:00

    – Nie sztuka rozmawiać z tymi, którzy się z nami zgadzają. Trzeba iść do tych, którzy Jezusa jeszcze nie znają i pokazywać im Boga swoim życiem – mówią głosiciele Dobrej Nowiny.

    Tak najkrócej podsumowują to, czego doświadczyli podczas tygodniowej wielkiej akcji ewangelizacyjnej w Kostrzynie nad Odrą.

    Autentyczni świadkowie

    W tegorocznej (13.) edycji Przystanku Jezus udział wzięło ponad tysiąc ewangelizatorów. Wśród nich nie mogło zabraknąć naszej diecezjalnej ekipy. Silna, blisko pięćdziesięcioosobowa grupa razem z bp. Edwardem Dajczakiem, współtwórcą Przystanku Jezus, najpierw wzięła udział w pierwszym Kongresie Nowej Ewangelizacji. Tu zastanawiali się m.in. nad tym, jak dzisiaj mówić o Jezusie i szukali odpowiedzi w papieskich dokumentach na temat nowej ewangelizacji. Biskup Edward przypominał im, że między słowem a czynem nie może być dysonansu, bo ewangelizator może być jedynym Kościołem, jaki dany człowiek spotka. – Wielu zobaczy tylko taki Kościół, jaki zobaczy w nas – mówił. – Jeśli mamy skorygować obraz Kościoła podawany w wielu mediach lub w ogóle pokazywać Kościół, musimy być autentycznymi świadkami. Jeśli mnie nie starczy miłości, spotkany człowiek nie otrzyma tego, co powinien – zaznaczył.

    Świeżość wiary

    – To był bardzo ważny dla nas czas, połączony z rekolekcjami głoszonymi przez o. Enrique Porcu i o. Antonello Cadeddu z São Paulo. Bardzo mocno dotknęło mnie przede wszystkim ich świadectwo ewangelizowania w Brazylii. To odnowienie i napełnienie się ewangelizatorską radością – relacjonuje Magda Plucner z diecezjalnej Szkoły Nowej Ewangelizacji. Magda od piętnastu lat opowiada ludziom o Jezusie. Przyznaje, że bez świeżej wiary i bliskiej relacji z Bogiem nie byłoby to możliwe. – Zawsze mam problem, kiedy idę ewangelizować, bo zastanawiam się, co ja mogę tym ludziom dać. Nie mogę udzielać łaski sakramentalnej, nie mogę im pomóc w ten sposób, więc co mogę? Klęczałam przed Najświętszym Sakramentem i pytałam: „Panie, co mam robić, co mam im dać?”. I Bóg odpowiedział mi w słowie o ubogiej wdowie. Daj wszystko, co masz. Nawet swoją niemoc, to, że nie wiesz, co robić, nawet to, że nic nie masz. Potem, kiedy szłam ewangelizować, czułam, że Bóg daje mi słowa skierowane do tego konkretnego człowieka. Za każdym razem jestem zadziwiona tym, że Pan może przeze mnie też działać – opowiada.

    Szkoła apologetów

    Na festiwalu muzycznym ewangelizować nie jest łatwo. Rozmowa nierzadko zaczyna się od wyzwisk. Taki sposób zagajenia rozmowy to test, zwłaszcza dla księży. – Wygrywa się, kiedy nie da się sprowokować. W tym roku przychodzili do mnie ludzie, z którymi właśnie tak zaczynała się nasza znajomość – przyznaje z uśmiechem dk. Piotr Łowicki, dla którego była to trzecia wizyta na woodstockowym polu. Dla wielu z uczestników festiwalu to pierwsze zetknięcie z żywym Kościołem, a nie tym, który kojarzą wyłącznie z murami świątyni albo serwowanymi przez media skandalami. – To też nowe, ale ważne doświadczenie dla mnie, przygotowującego się do kapłaństwa. Trzeba być przygotowanym do rozmowy z każdym, odpowiedzi na każde pytanie. Nie ma żadnej taryfy ulgowej. Po każdym Woodstocku uczę się czegoś nowego o sobie – mówi dk. Piotr – Na tym to polega: na wyjściu ewangelizatorów do ludzi, którzy pewnie sami nie znaleźliby drogi do Jezusa. Żeby pokazać tę drogę musimy dzielić się swoją wiarą, dawać osobiste świadectwo, kim Bóg jest dla mnie i jak działa w moim życiu – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół