• facebook
  • rss
  • Patryk z namiotu

    dodane 27.09.2012 00:00

    Chłopak nie ma dachu nad głową i od trzech miesięcy mieszka… w namiocie. Jest pełnoletni i – jak się wydaje – całkowicie bezradny. Urzędnicy mówią: nie możemy mu pomóc, dopóki sam tego nie zechce.

    O sprawie 18-latka poinformowali naszą redakcję zaniepokojeni losem chłopaka mieszkańcy Manowa.

    Adres: namiot

    Patryk od początku nie miał łatwo. Rodzice pozbawieni praw do dzieci, domy dziecka, kolejne rodziny zastępcze. Ale chłopak nie epatuje swoim nieszczęściem. Oszczędnie opowiada o trudnym dzieciństwie. Krótko i rzeczowo rysuje obraz obecnej sytuacji: – Nie mam adresu, dowodu osobistego, ubezpieczenia – mówi. W Manowie zamieszkał cztery lata temu. Dach nad głową zapewniała mu rodzina zastępcza. Ale Patrykowi nie układało się z opiekunami. Kiedy chłopak zbliżał się do pełnoletniości, opiekunowie zwrócili się do sądu o rozwiązanie rodziny zastępczej. Wówczas, jak mówi, pozostawiono go samemu sobie. Szukał pomocy u biologicznego ojca, odnalazł matkę na drugim końcu Polski. Ale nic z tego nie wyszło. Wtedy zamieszkał w namiocie. Pomagają mu sąsiedzi. Ktoś zleci drobną pracę, ktoś załatwi coś do ubrania. A Patryk chce skończyć zawodówkę. – I może uda się pójść do technikum? – zastanawia się.

    Druga strona medalu

    Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Koszalinie nie musi szukać akt Patryka. Jego historię zna na pamięć. – Nie pani pierwsza przychodzi do nas w tej sprawie – mówi od razu. Sprawa Patryka wróciła do koszalińskiej placówki we wrześniu, kiedy chłopak wrócił do Manowa po nieudanej eskapadzie do matki na Śląsk. – Patryk podlega opiece PCPR-u w Słupsku, bo zameldowany jest w Będzinie. Ponieważ był w rodzinie zastępczej na naszym terenie i obecnie też na naszym terenie przebywa, nadal staramy się mu pomóc, pokazując rozmaite możliwości. Ale Patryk odrzuca kolejne propozycje – mówi Mirosława Zielony, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Pracownicy urzędu próbują od miesięcy przeforsować najważniejszą sprawę – wyrobienie dowodu osobistego. To otworzy furtkę do uruchomienia pomocy społecznej. – Tyle że Patryk nie chce – dodaje Maria Ignasiak, koordynator rodzinnej pieczy zastępczej, która opowiada o kolejnych perypetiach urzędników z Patrykiem. Dlaczego? Nie bardzo wiadomo. Chłopak przeszedł roczne warsztaty, przygotowujące do usamodzielnienia, ale konsekwentnie twierdzi, że żadnej pomocy w załatwianiu formalności nie otrzymał. Ani ze strony PCPR-ów, ani ośrodków pomocy społecznej, ani szkoły w Boninie, do której uczęszcza.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół