• facebook
  • rss
  • W ornacie aż po grób

    Ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Koszalińsko-Kołobrzeski 43/2012

    dodane 25.10.2012 00:00

    Kapłańskie mogiły. Niektóre toną w kwiatach, inne zarastają trawą. Najstarsza ma 162 lata, najmłodsza zaledwie 4 miesiące. Na terenie naszej diecezji jest prawie 200 grobów, w których spoczywają księża.

    Niektórzy z nich udzielali nam sakramentów, budowali nasze kościoły, odwiedzali nas po kolędzie. Inni żyli dawno i nie mieliśmy okazji ich spotkać. Ich groby są w różnych miejscach: w kościołach, wokół nich, na cmentarzach. Spoczywają w nich kapłani z powołania, z których wielu odeszło w opinii świętości, jak również i biedni grzesznicy, którzy niejednemu zaszli za skórę. – Na pierwszy rzut oka widać tylko nazwisko i parę dat. Jednak za każdym z nich stoi coś niezwykłego – opowiada ks. Piotr Zieliński, wikariusz z parafii pw. Ducha Świętego w Koszalinie, który odnalazł i opisał wszystkie kapłańskie groby w naszej diecezji. Kryją one w sobie kawałek historii Kościoła i niejednej ludzkiej duszy. Mówią też wiele o samym kapłaństwie.

    Kapłańska śmierć

    Ksiądz Adam Nawój zginął w wypadku samochodowym 24 kwietnia 2004 roku, zaledwie 11 miesięcy po święceniach. Wracał ze spotkania w koszalińskim seminarium do Świdwina, gdzie był wikariuszem. Bardzo chciał zdążyć na Mszę św. Podróż zakończył na barierce niewielkiego mostku za Niedalinem. W miejscu wypadku do dziś stoi krzyż, ustawiony przez jego kolegów rocznikowych. Długo kapłaństwem nie nacieszył się też ks. Bronisław Siking. Zmarł z powodu zaczadzenia na plebanii w Szczecinku, w marcu 1975 roku. Był księdzem tylko 9 miesięcy. Jego grób można odnaleźć na cmentarzu w Wałczu. Natomiast ponad 70 lat przeżył w kapłaństwie spoczywający w bazylice kołobrzeskiej bp Ignacy Jeż. Zawsze powtarzał, że modli się o „nagłą, ale spodziewaną śmierć”. Wyjeżdżając w październiku 2007 roku do Rzymu, zapowiedział, że może już nie wrócić z tej podróży. Zakończył życie w Wiecznym Mieście na dzień przed nominacją kardynalską. Pochowany w Słupsku ks. Teodozy Komarczewski zmarł w kościele w Białogardzie, w Niedzielę Palmową 11 kwietnia 1976 roku, słuchając spowiedzi. Ks. Wiktora Skórę śmierć zastała natomiast 24 stycznia 1985 roku zaraz po Mszy św., którą odprawił razem z rodzonym bratem. W drodze na plebanię w Biesowicach dostał rozległego zawału. Przed śmiercią brat udzielił mu sakramentów. Pochowano go w Szydłowie, gdzie ponad 20 lat był proboszczem. Wielu kapłanów umiera po prostu ze starości, często w domu emeryta lub w szpitalu. Inni przegrywają walkę z jakąś przewlekłą chorobą. Są też kapłańskie groby, które kryją historie bardziej skomplikowane; niektórych zabił alkohol, było też kilka przypadków samobójstw. Śmierć kończy życie księdza tak jak każdego innego człowieka. Nie kończy jednak kapłaństwa. Dlatego w trumnie księża ubrani są jak do Mszy św. – w albę, stułę i ornat. To nadal nasi kapłani.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół