• facebook
  • rss
  • Boży PESEL

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 13/2013

    dodane 28.03.2013 00:00

    Sakrament chrztu. Ta chwila zmieniła nasze życie na zawsze. Nie można już przestać być dzieckiem Bożym, co nie znaczy, że nie trzeba się nim ciągle stawać.

    Każdy z nas ma te swoje jedenaście cyfr, w których ukryta jest m.in. data urodzenia. Wraz z nimi figurujemy w ewidencji ludności. PESEL będzie z nami do końca naszych dni, więc warto znać go na pamięć, bo to znacznie ułatwia życie, jako obywatela. Również w momencie chrztu wpisywani jesteśmy do „ewidencji”. Stajemy się członkami Kościoła, czyli „współobywatelami świętych i domownikami Boga” (Ef 2,19). Otrzymujemy wtedy „niezatarte znamię”, swego rodzaju Boży PESEL. Nie zawsze dobrze go znamy, nie tylko dlatego, że nie pamiętamy daty chrztu, ale również dlatego, że zapominamy, do czego zostaliśmy „zapisani”. Czasami chrzest odbywa się w niezwykłych okolicznościach. Takie sytuacje mogą nas wiele nauczyć.

    Wcześniej niż zwykle

    Mały Adaś urodził się z dużym wyprzedzeniem, dlatego trafił na dziecięcy OIOM, prosto do inkubatora. Gdy w pobliżu nie ma księdza, pielęgniarki biorą sprawy w swoje ręce. Tak było też z Adasiem. – Przy skrajnym wcześniactwie prawdopodobieństwo śmierci jest duże. Pytam się wtedy rodziców, czy chcą ochrzcić dziecko i czy wybrali dla niego imię. Potem biorę gazik, nasączam go wodą i wyciskam kilka kropel na dziecko w inkubatorze, wypowiadając formułę chrztu – tłumaczy Dorota Rejch, pielęgniarka z OIOM-u dziecięcego koszalińskiego Szpitala Wojewódzkiego. – Czasami dziecko umiera w momencie chrztu. Pamiętam dziewczynkę z poważną wadą serca. Był akurat ksiądz, więc on chrzcił. Dziecko umarło na rękach swojej mamy – opowiada inna pielęgniarka Agnieszka Kowal. – Oprócz normalnych zadań człowiek dostaje tu jeszcze tę niezwykłą możliwość. Nie wiem, czy to bardziej obowiązek, czy wyróżnienie. Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale dla mnie to coś metafizycznego – wyznaje Małgorzata Suszko, również pielęgniarka. Po co ten pośpiech? Czy gra jest rzeczywiście warta świeczki? – Nie znamy wszystkich dróg Bożych. Pan Bóg może zbawić każdego, ale normalną drogą do Niego jest chrzest. Dlatego walczymy o to, żeby dzieci w niebezpieczeństwie śmierci przyjęły choćby tzw. chrzest z wody – mówi ks. prof. Janusz Bujak, wykładowca teologii dogmatycznej w WSD. Trzeba unikać podejścia magicznego, ale stan łaski czyni człowieka bardziej podatnym na Boże działanie. – Chrzest to moment, w którym Duch Święty zstępuje na człowieka i dotyka jego duszy i ciała. Modlimy się o wszystkie dary Ducha Świętego dla tego dziecka, a więc także o dar zdrowia. Dziecko ochrzczone jest bardziej otwarte także na tę łaskę – tłumaczy ks. prof. Bujak. Dlatego nie warto odkładać chrztu w nieskończoność, także wtedy, kiedy dziecko rozwija się normalnie. – Od momentu chrztu w tym małym człowieku zaczyna się życie z Bogiem. To prawda, że niewiele z tego rozumie, ale jednak łaska w nim działa – wyjaśnia ks. dr Jacek Lewiński, wykładowca liturgiki w WSD.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół