• facebook
  • rss
  • Wołaj jak Bartymeusz

    dodane 03.04.2014 00:00

    – Przejście przez cały kościół z zamkniętymi oczami wymaga odwagi. Ale jak wspaniale otworzyć oczy i zobaczyć Jezusa – mówią pilscy studenci.

    Kolejka do modlitwy przed Najświętszym Sakramentem zdaje się nie mieć końca. Dla studenta czas jest cenny. Nie każdy zdecyduje się „stracić” trzy godziny w kościele, ale we wtorkowy wieczór w Pile chętnych do takiego „marnotrawstwa” nie brakuje. Kaplica akademicka przy kolegiacie Matki Bożej Wspomożenia Wiernych nabita jest po brzegi.

    
– Nie wiem, kiedy ten czas minął. Tęskniłem za czymś takim. Stanąłem bardzo blisko Jezusa, bez żadnych przeszkód między nami, bez blokady grzechów i to było niesamowite – dzieli się wrażeniami Bartek Mikołajewski, jeden z uczestników pilskich rekolekcji akademickich. 
W tym roku tutejszym studentom w wielkopostnych przygotowaniach towarzyszy hasło: „Szkoda czasu, zacznij żyć!”. Rozważając spotkanie Jezusa z Nikodemem, przez trzy dni odkrywali, czym jest radość życia, zastanawiali się, co sprawia, że są chwile, że żyć się nie chce, i jak powstać z martwych. Podczas wtorkowej adoracji wołali też jak niewidomy Bartymeusz: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Najpierw jednak musieli odważyć się wyjść z ławki, zamknąć oczy i dać się poprowadzić do Najświętszego Sakramentu. 
– Nie chciałem, żeby te rekolekcje były przegadane, żeby brakowało czasu na pobycie z tym, co się właśnie usłyszało. Stąd też zaproponowałem z jednej strony pogłębienie intelektualne, a z drugiej – element przeżyciowy – wyjaśnia ks. Remigiusz Szauer, duszpasterz pilskich studentów. 
Pomysł spodobał się młodym, którzy odpowiedzieli na zaproszenie. – Każde rekolekcje są czasem świętym, łaską, którą dostaję. Ale te w duszpasterstwie akademickim są dla mnie wyjątkowe – wyznaje Natalia Haftkowska, studentka pierwszego roku pielęgniarstwa. – Od 10 lat formuję się w oazie w swoim rodzinnym mieście. Tam miałam dookoła siebie ludzi z mojej wspólnoty, myślących podobnie jak ja. Przyjechałam tutaj i okazało się, że trafiłam nie tylko do innego miasta, ale też do innego świata. Gdyby nie duszpasterstwo, nie wiem, jak dałabym radę. Mam na roku 60 osób, z których może pięć chodzi do kościoła. Wielka łaska od Pan Boga, że dał mi tych ludzi – mówi o pomocy, którą dostaje z duszpasterstwa. 
Swoje rekolekcje przeżywali też studenci w Koszalinie. Przez czas wielkopostnego przygotowania prowadził ich ks. Jan Kaczkowski, autor książki „Szału nie ma, jest rak”. W swoich naukach nawiązywał przede wszystkim do sumienia i miłości bliźniego. Dzielił się też świadectwem wiary w swojej chorobie. – W życiu towarzyszył mi strach. Jak byłem już księdzem, potwornie się bałem, że mnie zmienią, przeniosą. Modliłem się do bł. Jerzego Popiełuszki, żeby mnie wyzwolił z tego strachu. I nagle – glejak mózgu. Szok. Ale, jak się okazuje, dla mnie moja choroba jest najbardziej szczęśliwym okresem w życiu, bo jestem wolny. Zerwały się kajdany strachu – mówił studentom.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół