• facebook
  • rss
  • Spacerkiem do średniowiecznej kryjówki

    dodane 31.07.2014 00:00

    Drawski szlak grodzisk. Wyruszając w tę drogę, koniecznie trzeba zabrać ze sobą wyobraźnię. Dzięki niej, być może, uda się nawet usłyszeć szczęk oręża, świsty strzał i okrzyki zbrojnych mężów.

    Tam był ostrokół, czyli takie zaciosane bale – pan Eugeniusz macha ręką w stronę krzaków po prawej, kiedy już udaje nam się wdrapać na leśne wzniesienie. Chociaż sam dobiega osiemdziesiątki, nadążyć za nim niełatwo, zwłaszcza nieprzyzwyczajonemu do pokonywania leśnych ostępów piechurowi. Na szczęście mieleńskie stanowisko położone jest tuż przy drodze i nie wymaga wyrobionej kondycji od wędrowca. – Tu, pionowo, ustawiona była palisada z otworami strzelniczymi, z których można było prażyć z łuków. A tu płynęła woda – objaśnia jak prawdziwy przewodnik.

    To dzięki jego wskazówkom wiemy, że idziemy właśnie po wale głównym grodziska. Przypadkowy turysta na próżno mógłby wytężać wzrok i za nic nie dostrzegłby tego wszystkiego, co widzi pan Eugeniusz. Dopiero po uważnym rozejrzeniu się wśród drzew i krzaków niewprawny wzrok odnajduje zarysy konstrukcji sprzed ponad tysiąca lat, usytuowany w centrum grodziska majdan czy zejście do wody. I to pomimo dużo późniejszej działalności tutejszych mieszkańców, którzy połowę ziemi tworzącej twierdzę spożytkowali do budowy pobliskiej drogi asfaltowej. Eugeniusz Piecewicz, drawszczanin, jest wielkim pasjonatem historii, zwłaszcza dotyczącej jego małej ojczyzny. Te okolice zna od podszewki. I choć – jak przyznaje – przeszłość bada wyłącznie po amatorsku, często współpracuje z archeologami, pokazując im swoje nowe odkrycia. – Kiedy byłem mały, pasałem tutaj krowy. Przyglądałem się tym wyniesieniom, zastanawiałem się, co to mogło być. Może tam stodoła stała? Ale w lesie, bez drogi dojazdowej? I w dodatku otoczona rowem? Dopiero później, jak wróciłem po szkołach z miasta, zrozumiałem, z czym mam do czynienia. Tak zacząłem szukać kolejnych grodzisk. Naliczyłem ich ponad 20. Odkryłem też kilkadziesiąt kurhanów, często bardzo dobrze ukrytych, zagubionych głęboko w lesie, niekiedy otoczonych kamiennymi kręgami – mówi. Opowiada o śladach wikingów, arabskich monetach i Gotach, którzy stąd mieli wyruszyć na podbój świata w stronę Morza Czarnego. – Moje znaleziska potwierdził wojewódzki konserwator zabytków ze Szczecina. Ani razu się nie pomyliłem. Ale obiecałem, że o lokalizacji kurhanów nie pisnę ani słówka – zastrzega ze śmiechem.

    Zagłębie grodzisk

    Swoją pasją udało mu się najpierw zarazić Tomasza Chorobę, o kilka pokoleń młodszego sąsiada. – Ja z historią z książek niewiele miałem do czynienia, ale poczekałem, aż mi się tu specjalista wykształci i potwierdzi naukowym autorytetem moje chłopskie obserwacje. Ganiałem go po lasach na rowerze aż miło. Ale mu to chyba dobrze zrobiło, bo teraz ma taką kondycję, że w półmaratonie startuje – pan Eugeniusz z błyskiem w oku opowiada o świeżo upieczonym archeologu, absolwencie uniwersytetów Jagiellońskiego i Toruńskiego im. Mikołaja Kopernika. Razem udało im się przekonać drawski samorząd, że warto byłoby się tymi historycznymi skarbami, w które obfitują lasy Pojezierza Drawskiego, szerzej w świecie pochwalić. Tak powstał szlak, którym można się wybrać w niecodzienną drogę. 9 grodzisk, które na nim umieszczono, to zaledwie niewielka próbka z kilkudziesięciu lepiej lub gorzej zachowanych obiektów znajdujących się na terenie gmin Drawsko Pomorskie i Węgorzyno. – W naszej okolicy grodzisk jest ze 30, ale niektóre są tak położone, że dojście do nich byłoby niezmiernie trudne. A szlak turystyczny musi przecież zakładać istnienie pewnej drogi. Inne stanowiska zostały zniwelowane tak, że właściwie już nawet śladu po nich nie pozostało – mówi Paweł Górzyński, inspektor promocji w drawskim urzędzie, który zajmował się stworzeniem nowej atrakcji turystycznej. Szlak, który wychodzi i wraca do Drawska, ma prawie 70 km. Niektóre grodziska, jak te w Mielenku czy Olesznie, leżą niemal tuż przy głównej trasie, inne są nieco oddalone i trzeba do nich podążać szlakiem dojściowym (niekiedy to ledwie widoczna ścieżka wiodącą przez las). – W grodziskach w zasadzie nikt nie mieszkał. Czasami tylko w tych większych na stałe rezydował lokalny władca. Ale generalnie służyły one jedynie jako schronienie dla mieszkańców rozrzuconych w okolicy osad – objaśnia pan Paweł. – Najciekawsze, moim zdaniem, jest grodzisko w Wiewiecku. Położone w środku lasu, trudno dostępne, ale naprawdę duże, kilkupoziomowe. Warownia rzeczywiście musiała być okazała, była ufortyfikowanym centrum osadniczym. Trudno przeoczyć tarasowe wypłaszczenie, które pełniło funkcję gospodarczo-rzemieślniczego zaplecza grodu. Tu znajdowały się warsztaty, pracownie, kramy i zagrody. Aby dostać się na lekko wklęsły majdan w centralnej części grodziska, należy pokonać 5-metrowy wał, suchą fosę i wspiąć się na wewnętrzny wał obronny.

    Podróż z wyobraźnią

    – To nie jest szlak dla wszystkich. Z pewnością nie dla tych, którzy oczekują zastać w lesie ruiny, pozostałości ostrokołów albo trafić do drugiego Biskupina. Tu trzeba uruchomić wyobraźnię – zastrzega P. Górzyński. – Grodziska mają ponad 1000 lat, a że były konstrukcjami drewno-ziemnymi, niewiele mogło po nich po tylu latach zostać. Palisady z pewnością nie da się znaleźć, ale obrys wałów jak najbardziej. Pomocą dla początkującego badacza przeszłości z pewnością są tablice ustawione wzdłuż szlaków, na których można nie tylko wyczytać garść historycznych informacji, ale także zobaczyć, jak mogło wyglądać konkretne grodzisko. Pan Eugeniusz z wyobraźnią kłopotów nie ma żadnych. Nie tylko nie ma problemów z „zobaczeniem” warowni, ale umie poczuć dymy pożarów obleganego grodu, w szumie lasu usłyszeć szczęk oręża, tętent końskich kopyt i okrzyki wojów. – Kiedy już się wie, na co się patrzy, to wcale nie jest takie trudne – uśmiecha się. – Wyczytałem w fachowej literaturze, że ziemia drawska jest niezmiernie ciekawa pod względem archeologicznym, bo wciąż mało znana. Kryje jeszcze mnóstwo tajemnic – kiwa głową. Czasem nawet udaje mu się znaleźć materialne ślady po mieszkających tu Pomorzanach czy innych plemionach. Jak podkreśla jednak, stanowiska te podlegają ochronie konserwatorskiej, a więc ich rozkopywanie jest nielegalne. Część tajemnic powoli jest odkrywana przez fachowców. Toruńscy archeolodzy przez kolejny sezon prowadzą badania na niewielkiej wyspie na Jeziorze Zarańskim, nazywanej Wyspą Świętych Koni. To z powodu odnalezionych tam kompletnych szkieletów końskich, które związane są z tajemniczą słowiańską obrzędowością. – Wyspa była powiązana z grodziskiem w Żółtym. To był ośrodek pogańskiego kultu oraz miejsce handlu, który odbywał się na pomostach. Wiele przedmiotów trafiało do wody, która doskonale je zakonserwowała i pozwoliła przetrwać do naszych czasów – tłumaczy pan Paweł. Szlak Średniowiecznych Grodzisk to nie tylko nowy produkt dla przybywających na Pojezierze Drawskie turystów. Jako pierwsi zbadali go sami mieszkańcy gminy, którzy z drawskim oddziałem PTTK pokonali go w 4-etapowym rajdzie pieszym. – Większość mieszkańców chyba nawet nie zdaje sobie sprawy, na jak atrakcyjnych i unikatowych historycznie terenach mieszka. Warto je poznać i... mieć się czym pochwalić – mówi P. Górzyński, zachęcając do podróży nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół