• facebook
  • rss
  • Dorsz „po kołobrzesku” w Watykanie

    dodane 08.01.2015 00:00

    Ekipa kołobrzeskich kucharzy dotarła przed Wigilią do Rzymu. Z bałtyckich śledzi i dorszy przygotowali potrawy na stoły papieży Franciszka i Benedykta.

    Z inicjatywy Towarzystwa Promocji Ryb „Pan Karp” rok temu 120 żywych karpi przewieziono do Rzymu i przygotowano z nich ucztę dla gwardzistów szwajcarskich. Potrawy trafiły również na stoły obu papieży. W 2014 roku akcję „Papieski szlak” powtórzono, z tym że przyłączyli się do niej rybacy znad Bałtyku. Do ryb słodkowodnych dołączyły morskie – śledzie i dorsze – dostarczone przez Organizację Rybaków Łodziowych, producentów ryb z Kołobrzegu i Pomorskiej Organizacji Producentów „Arka” z Gdyni.

    Karpie jadą końmi

    Wyprawa rozpoczęła się inscenizacją nawiązującą do średniowiecznej tradycji – mnichów dzielących się rybami z przyklasztornych „rybników” z braćmi, którzy takich stawów nie posiadali. Również teraz mnisi i rybacy w strojach z poprzednich wieków odłowili karpie i spakowali je do drewnianych beczek z wodą. Pierwszy etap drogi z Rytwian w Świętokrzyskiem karpie pokonały zaprzęgiem konnym. Dorsze łowiono w Bałtyku kilkanaście godzin przed załadunkiem. – Rybacy złowili je w nocy, wypatroszyli, a po paru godzinach najpiękniejsze sztuki już leżały w naszej chłodni. Zależało nam, żeby produkt był najwyższej jakości, to zawsze jest połowa sukcesu – powiedział Ryszard Pilecki, szef kuchni hotelu Diva Spa w Kołobrzegu. – Połów się udał i musiało być w tym niemało opieki z „góry”, bo od następnej nocy kutry z powodu wiatru już nie wychodziły w morze. 17 grudnia ekipa 6 kucharzy ruszyła w długą, 22-godzinną podróż, bo konwojowaną chłodnią nie dało się gnać po autostradach. Pod Rzymem transport znad Bałtyku połączył się z tym z Rytwian i w czwartkowy wieczór Polacy dotarli do polskiej parafii pw. św. Stanisława w centrum Wiecznego Miasta. – Czekali na nas przemili gospodarze i świetnie przygotowane zaplecze kuchenne, więc choć emocje w ekipie były duże, porażki nie braliśmy pod uwagę – wspomina R. Pilecki. – Zresztą jesteśmy zgrani, każdy wie, co do niego należy, i sprawdziliśmy się podczas dużo większych imprez. Tyle że nie tak prestiżowych.

    Dorsz na talerzu papieża

    W piątek od rana w kuchni wrzało jak w ulu. Kucharze dzielili ryby na porcje, przygotowywali marynaty, smażyli, gotowali. W sobotę układali dania na półmiskach, nakrywali stoły. O 19 rozpoczęła się kolacja wigilijna, na którą było zaproszonych 200 osób. Uczestniczyli w niej m.in. przedstawiciele polskich służb dyplomatycznych przy Stolicy Apostolskiej, kapłani, uczniowie szkoły katolickiej z rodzicami, chór kościelny. – Nazajutrz wydaliśmy 1000 porcji degustacyjnych z ryb słodkowodnych – karpia i suma – na dziedzińcu parafii polskiej. Wierni byli zapraszani, żeby po Mszach św. przyjść i spróbować polskich smaków – powiedział szef kuchni, mając w pamięci niejedną pochwałę. W niedzielę przyszedł czas na dostarczenie dań na papieskie stoły. – Nie byliśmy pewni, czy to na pewno dojdzie do skutku, wcześniej docierały do nas sprzeczne informacje. To nie takie łatwe wejść do Watykanu i poczęstować papieża dorszem. Ale nam się to udało. Zawieźliśmy potrawy najpierw do domu św. Anny. Były to: zupa rybna, galareta z karpia, śledzie na zimno, karp w migdałach oraz dorsz na palonym maśle z purée z kalafiora. – Ledwo skończyliśmy zastawiać stół dla 8 osób, ochrona poinformowała nas, że musimy opuścić dom. Wyszliśmy na zewnątrz, nadjechał ford focus. Wysiadł z niego papież Franciszek i choć nie mógł do nas podejść, zatrzymał się i pozdrowił nas z daleka, machając ręką. To było bardzo miłe. Następnie udał się na posiłek – relacjonuje pan Ryszard. Dla papieża Benedykta był przygotowany taki sam zestaw dań, z tym że dla 4 osób. – Wjechaliśmy przez bramę i rozpostarł się przed nami widok przepięknego ogrodu. Drzwi otworzyły nam panie posługujące w tym domu. Nakryliśmy stół, za którym, po skończeniu modlitw, miał zasiąść papież Benedykt – opowiada szef kuchni.

    Chwalmy nasze

    – W wolnym czasie chodziliśmy popróbować włoskich smaków. Uczucia były mieszane, może nie trafiliśmy do najlepszych restauracji? Jako Polacy nie mamy czego się wstydzić, bo nasza kuchnia jest naprawdę wyśmienita. Właśnie dlatego pojechaliśmy do Włoch promować polskie produkty. Są mało znane, niewiele z nich sprzedaje się na rynku europejskim. Zarejestrowanych regionalnych produktów włoskich jest 800, polskich około 60 – podsumowuje kołobrzeski kucharz. Uważa, że powinniśmy je reklamować z większym entuzjazmem. – Włosi, gdy zapraszają choćby do baru, z daleka krzyczą, co mają dobrego. Nam wydaje się, że to w złym guście. Ale ten entuzjazm jest potrzebny. My w hotelowej restauracji Riccardo zamierzamy szczycić się dorszem, którego przygotowaliśmy dla papieży.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół