• facebook
  • rss
  • Więcej niż habit i rękawiczka

    dodane 06.08.2015 14:30

    Właściwie to nie my zaprosiliśmy o. Pio do Szczecinka, ale to on sam wprosił się do nas – przyznają z uśmiechem wierni parafii Miłosierdzia Bożego i dodają, że to bardzo mile widziany gość.

    Szczecinecki kościół znalazł się na trasie wyjątkowej peregrynacji habitu, rękawiczki i bandaża z krwią świętego zakonnika.

    Świadek cudów

    – Te relikwie opuściły Włochy tylko raz, dwa lata temu: na 48 godzin zostały zawiezione do Londynu. Macie niebywałe szczęście, bo w Polsce pozostaną przez 25 dni. Wierzę, że to przyniesie wiele owoców w waszej parafii, w waszych rodzinach i w waszych sercach – mówił ks. Paolo Cecere, który przywiózł relikwie do Szczecinka. Włoski emerytowany kapłan to świadek życia św. o. Pio. Z tłumem wiernych, którzy tego wieczoru zapełnili szczelnie ławki kościoła pw. Miłosierdzia Bożego, dzielił się wspomnieniami ze spotkań ze świętym mistykiem, mówiąc o łaskach, których doświadczył za jego wstawiennictwem. Za życia o. Pio znany był nie tylko z łaski stygmatów, które otrzymał, ale również z tego, że potrafił wejrzeć w głąb duszy swoich penitentów. – Mój ojciec był ateistą, dopóki nie spotkał o. Pio. Wujek namówił go, żeby pojechać do San Giovanni Rotondo. Ojciec zaznaczył, że jedzie tam wyłącznie z ciekawości, nie jako pielgrzym. Ręka Boga zaprowadziła go jednak do konfesjonału o. Pio.

    Gdy skończył się spowiadać, o. Pio trzykrotnie namawiał go, żeby wyznał jeszcze jeden grzech. Wtedy ojciec przy- pomniał sobie, że pokłócił się o pieniądze ze swoim teściem, obrażony, przestał się do niego odzywać. Pomyślał, że to pewnie przez to nie może otrzymać rozgrzeszenia. Wtedy o. Pio powiedział mu, żeby poszedł do domu, pogodził się z teściem i wrócił po rozgrzeszenie. Ojciec wrócił po miesiącu do San Giovanni Rotondo, ale już jako wierzący – wspomina ks. Paolo. Na własnej skórze także doświadczył daru o. Pio, gdy ważyły się jego losy. – Kiedy nie zdałem egzaminu w seminarium, pomyślałem, że już nie chcę być księdzem. Ojciec namawiał mnie, żebym pojechał do o. Pio. Broniłem się przed tym, ale pojechałem. W niewytłumaczalny sposób znalazłem się przed konfesjonałem. Bałem się, bo o. Pio krzyczał na człowieka, który spowiadał się przede mną. Kiedy nadeszła moja kolej, poczułem jednak coś niesamowitego: wielką dobroć o. Pio. To on zaczął rozmowę, wyczytał wszystko w moim sercu, jeszcze zanim zacząłem sam mówić. Przewidział i moje kapłaństwo, i wszystko, co zrobię w swoim życiu. Poczułem wielki spokój – uśmiecha się ks. Paolo. Spokój ten towarzyszył mu także, kiedy postanowił wybudować kościół w Castellammare di Stabia, zbierając złom i makulaturę, duszpasterzując w nim do emerytury i pomagając albańskim dzieciom. – Pojechałem do niego ze swoimi planami, a on, śmiejąc się, powiedział do mnie w dialekcie neapolitańskim: „Chłopcze, musisz mieć silne ramiona”. Nie zrozumiałem tego. Dopiero kiedy rozpocząłem budowę, dotarło to do mnie. Ale nie miałem cienia wątpliwości, że uda mi się wszystko zrealizować, bo o. Pio mi pomaga – opowiada.

    Kolejka do konfesjonału

    – Byliśmy na Ewangelizacji Nadmorskiej, gdy zadzwoniła nasza znajoma, która koordynuje peregrynację relikwii o. Pio w Polsce, i zapytała, czy nie chcielibyśmy, żeby przyjechały także do nas. Więc to nie my zaprosiliśmy o. Pio do Szczecinka, ale on sam się do nas wprosił – śmieje się Jerzy Kania ze szczecineckiej wspólnoty Szkoły Nowej Ewangelizacji. – Mało tego! W tym roku planowaliśmy wyjazd do San Giovanni Rotondo! Bardzo chcieliśmy odwiedzić o. Pio, ale syn trochę marudził, że to tak daleko, że tyle trzeba jechać. Nie wiedziałam, czy posłuchać syna, czy serca, i zostawiłam to Panu Jezusowi. I co? Ojciec Pio sam do nas przyjechał – dodaje jego żona Bożenka. – To niesamowity przyjaciel, pomaga nam w najtrudniejszych chwilach. Jest przy nas blisko i wiem, że poprowadzi nas do nieba – mówi wzruszona. Podczas tego wieczoru nie brakowało świadectw o cudach wyproszonych za wstawiennictwem charyzmatyka z Pietrelciny: uratowanych małżeństwach, poczęciach dzieci, nawróceniach. – Chciałbym, żeby codziennie były tak pełne ławki na Mszy św. jak dzisiaj – śmieje się ks. Dariusz Rataj, proboszcz szczecineckiej wspólnoty. Najbardziej ucieszyła go długa kolejka do konfesjonału. – Mam nadzieję, że ta chwila przerodzi się w czas tworzenia i budowania relacji. Nie zatrzymać się na poziomie materialnym: habitu, rękawiczek, bandaża, ale pozwolić, by to przerodziło się w coś więcej. Dlatego zapytałem na początku Mszy św.: „Po co przyszliście?”. Być może niektórzy dla sensacji, dla chwilowego zainteresowania, ale Pan Bóg także to potrafi wykorzystać i o to Go za wstawiennictwem o. Pio prosimy – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół