• facebook
  • rss
  • Zapomniani obrońcy polskości

    dodane 12.11.2015 09:31

    – Nie udałoby się ocalić pilanom polskości, gdyby nie ludzie tacy jak on, którzy dawali z siebie wszystko, aby ocalić to, co Polakom było najdroższe – mówi Roman Chwaliszewski.

    Bohaterem wykładu z cyklu „Kościelne dzieje Piły” był ks. Zygmunt Dykiert – pilski duszpasterz działający w przededniu odzyskania przez Polskę niepodległości.

    Niezgermanizowani

    Do pracy parafii świętych Janów został skierowany zaledwie trzy lata po przyjęciu święceń kapłańskich. – Archidiecezja przysyłała tutaj najbardziej zahartowanych wikariuszy, którzy inicjowali różnego rodzaju działania na rzecz podtrzymania kultury ojczystej. Za naukę języka polskiego, organizację czytelni, wystawianie przedstawień byli skazywani przez władze pruskie, które żądały także ich usunięcia z miasta – opowiada Roman Chwaliszewski, historyk i konserwator zabytków, a także publicysta, autor artykułów dotyczących bardziej i mniej znanych faktów z dziejów regionu. Ze spisu powszechnego przeprowadzonego w Cesarstwie Niemieckim w 1910 r. można dowiedzieć się, że Polacy stanowili znaczącą grupę wśród mieszkańców miasta, choć wielu z nich uległo germanizacji. Spośród ponad 25 tys. ówczesnych pilan 882 osoby miały odwagę oświadczyć, że ich językiem macierzystym jest język polski, a 809 zadeklarowało się jako katolicy. – Niemcy byli precyzyjni. Nie pytali o język ojczysty, tylko macierzysty, a więc taki, którym posługuje się matka, jakim mówi się w domu. Liczby te nie odzwierciedlały stanu faktycznego ówczesnych mieszkańców Piły. Były małżeństwa mieszane, wielu Polaków doskonale posługiwało się niemieckim, a samo pytanie uważało za podchwytliwe i mogące zaszkodzić. Szacuje się, że pod koniec I wojny światowej w mieście było ok. 1000 Polaków wykazujących się świadomością narodową – doprecyzowuje obraz wyłaniający się z oficjalnych dokumentów Roman Chwaliszewski.

    Na powitanie Hallera

    Ksiądz Dykiert rozpoczął w Pile w kwietniu 1917 r. nie tylko działalność duszpasterską, ale także narodowo-patriotyczną. Był inicjatorem istniejącego do dziś Towarzystwa Śpiewu „Halka”. Współzałożycielami chóru byli m.in. nauczyciel w zakładzie głuchoniemych Józef Bocheński, urzędnik kasy chorych Józef Budnowski, Stefan Jasielski, Aleksander Banach, Władysław Misiaczyk oraz restaurator Teofil Drozdowski i sekretarz sądowy Czesław Czekański. – To był też swego rodzaju pretekst, by pod pozorem rozwijania talentów muzycznych można było prowadzić działania na polu politycznym. Nic więc dziwnego, że do grona 70 chórzystów należeli tak znaczący członkowie ówczesnej społeczności – opowiada historyk. Gdy w 1918 r. cesarski świat zaczął się rozpadać, w Pile powołano Radę Ludową, namiastkę władzy polskiej w mieście. Jej kierownictwo powierzono ks. Zygmuntowi Dykiertowi. – Już w tydzień po klęsce Niemiec pilska Rada wystosowała petycję do Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu, żeby podczas ustalania nowych granic pamiętano, że Piła była polskim miastem – przypomina Roman Chwaliszewski. Miejscem działalności Rady był wyszynk Drozdowskiego. – Kiedy w grudniu 1918 r. trwały rozmowy w Wersalu, władze niemieckie nawoływały do tego, by wywieszać flagi narodowe. Drozdowski wywiesił dwie: z jednej strony niemiecką, z drugiej polską. Po kilku dniach flaga polska zniknęła, a on umieścił na drzwiach swojego lokalu kartkę z informacją o nagrodzie za jej odnalezienie. Sytuację tę opisał „Dziennik Bydgoski” z 24 grudnia, dodając od siebie komentarz: „Być może, że skradł ją Niemiec, który chce mieć polską chorągiew na powitanie wojska Hallera” – opowiada historyk. Mało kto wie także, że już 1 grudnia 1918 r. w sali Schreibera (przy dzisiejszej ulicy Śródmiejskiej) odbył się wiec patriotyczny 700 miejscowych Polaków. Organizatorów spotkały oczywiście represje.

    Dalsze losy

    Zaangażowanie w sprawy niepodległościowe ks. Dykierta oraz walka o włączenie Piły w granice powstającego na nowo państwa polskiego także nie mogły przejść niezauważone przez niemieckie władze. Na początku 1919 r. został razem z dwoma towarzyszami aresztowany i oskarżony o zdradę stanu. Udało się ich uwolnić, cała sytuacja sprawiła jednak, że lepiej było, żeby duchowny opuścił Piłę. Został przeniesiony do Poznania, przez pewien czas był także kapelanem wojsk powstańczych. Mimo usilnych starań pilskich patriotów zabiegi niemieckie okazały się skuteczniejsze. Piła pozostała w granicach Rzeszy. Wytyczona w marcu 1920 r. granica przebiegała w odległości zaledwie kilku kilometrów od rogatek miasta. Wielu Polaków opuściło Piłę, ich miejsce zaś zajęli osadnicy niemieccy. Wkrótce potem ks. Dykiert porzucił kapłaństwo. – Nie wiemy, z jakiego powodu. W dokumentach archiwalnych jest jedynie zapis, że w 1922 r. porzucił stan kapłański i wyjechał do Gdańska – mówi Chwaliszewski. Przypadek sprawił, że w stanie wojennym historyk znalazł odpowiedź na nurtujące go pytania co do dalszych losów księdza z Piły. W 1981 r. odnalazł nekrolog łódzkiego nauczyciela. – Zajął się handlem. Jako emeryt nauczał języka niemieckiego w Łodzi, gdzie też zmarł 10 grudnia 1981 roku. Nie wiemy, dlaczego wybrał taką drogę. Wiemy jednak, że w okresie pilskim położył wielkie zasługi dla ugruntowania się polskości w mieście – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół