• facebook
  • rss
  • Mnich jak magnes

    dodane 21.01.2016 00:00

    Brodaty mnich na zdjęciu w pokorze nie unosi nawet wzroku. Za to tłumy w koszalińskim kościele wpatrują się w niego, prosząc o uzdrowienie duszy i ciała. Tysiące ludzi na całym świecie nie mają wątpliwości co do mocy jego wstawiennictwa.

    Na pierwsze dźwięki Kubuś uśmiecha się promiennie i zaczyna dyrygować śpiewakami ze scholi. Ma 8 lat i śmiertelną chorobę. Nie mówi, bez pomocy nie chodzi. Agnieszka powtarza słowa modlitwy za nich oboje. Wpatruje się w Najświętszy Sakrament i zdjęcie brodatego mnicha stojące tuż przy ołtarzu. Za jego wstawiennictwem prosi o cud dla syna. Klęcząca obok starsza kobieta ściska w dłoniach obrazek z wizerunkiem pustelnika. Inna młoda mama głośno szlocha. Choć to dzień powszedni, koszaliński kościół Podwyższenia Krzyża Świętego jest pełen ludzi. Wielu z nich przyszło tu ze swoją pilną sprawą do załatwienia. Przyciągnęło ich imię ojca Charbela.

    Cuda

    23 lata swojego życia spędził w odosobnieniu, w pobliżu maronickiego klasztoru w Annaya. Odciął się zupełnie od świata, surowo pościł, żył Eucharystią. Zmarł w opinii świętości w Wigilię, 24 grudnia 1898 r., na skutek udaru, którego dostał 8 dni wcześniej w trakcie odprawiania Mszy Świętej. I nagle stał się jednym z najpopularniejszych świętych. – Nikt nie wie, na czym polega fenomen o. Charbela. Sami maronici są zdumieni tym, jak ich współbrat „rozszedł” się po całym świecie. Europa, Stany Zjednoczone, Chiny, Australia – wszędzie tam jest znany – mówi o. Sebastian Gruca, kustosz czeskiego sanktuarium na Cvilinie, który przywiózł do Koszalina relikwie świętego mnicha. Co sprawia, że libański pustelnik tak podbija świat? Cuda. Liczone w dziesiątkach tysięcy świadectwa nadprzyrodzonej interwencji Boga. W ciągu 100 lat ponad 24 tys. udokumentowanych uzdrowień. – Jak policzył przełożony zakonu w Annaya, w tym samym czasie było więcej cudów niż w Lourdes: przez 4 miesiące tam 50, tu 80! – przyznaje o. Sebastian. Opowiada o nieulegającym rozkładowi ciele mnicha, o pokrywającej je specyficznej oleistej cieczy, która przywraca zdrowie. – Widziałem kobietę, której chciano amputować rękę. Święty Charbel wyprosił dla niej łaskę uzdrowienia i jako znak Bożej interwencji od tamtego dnia na ręce tworzą się granulki kadzidła. Poznałem też kobietę, którą o. Charbel… zoperował, widziałem blizny na jej szyi. Patriarcha Libanu kard. Béchara Boutros Raï opowiadał nam o tym, płacząc. Nici są schowane w sejfie w kurii biskupiej – wylicza franciszkanin.

    Zakochany na maksa

    Opowiada też o szturmujących klasztor w Annaya tłumach. Kościół jest otwarty od godz. 6 rano do 23. – Do jego grobu przybywają każdego roku 4 mln ludzi! Nie tylko katolicy, widziałem klęczących przed sarkofagiem muzułmanów – mówi o. Sebastian. Każdego 22. dnia miesiąca rusza procesja z pustelni do kościoła, gdzie złożone jest obecnie ciało mnicha. – Byłem tam w lutym, zalegało półtora metra śniegu. Wielu młodych ludzi szło w procesji boso, odmawiając Różaniec – dzieli się wrażeniami. – Ludzi pociąga jego całkowite oddanie. Był zakochany w Jezusie na maksa. Ale też zakochany w ludziach. Choć wyrzekł się spotkań z ludźmi, nieustannie wstawiał się za nimi. Ofiarował się całkowicie za rodziny, żeby były silne Bogiem – podkreśla franciszkanin. Jak mocnym znakiem dla świata jest dzisiaj o. Charbel, doświadcza na co dzień w sanktuarium, którego jest kustoszem. – Kiedy byłem u jego grobu, zaprosiłem go do siebie, żeby pomógł mi głosić Ewangelię w jednym z najbardziej ateistycznych krajów Europy. Czesi są obojętni na sprawy ducha, ale coraz więcej osób szuka Boga. Przychodzą, prosząc o chrzest, inni po wielu latach wracają do Kościoła. Te nawrócenia nie są może masowe, ale stałe. Nie mam wątpliwości, że to też zasługa o. Charbela – dodaje.

    Najpierw duch

    Agnieszka nie waha się powiedzieć, że przyszła po cud. Trudno jej ukryć wzruszenie po tym, jak chwilę wcześniej obydwoje z Kubusiem zostali namaszczeni olejem wypływającym z grobu świętego mnicha. – Usłyszałam o cudach, o ludziach odzyskujących zdrowie dzięki olejowi i wiedziałam, że musimy tu być. Bardzo nam potrzeba siły, a jeśli Pan Bóg zechce, to i Kubuś będzie zdrowy – mówi przez łzy. Młodszy syn pani Ewy ma raka. Codziennie rozmawia z o. Charbelem, w nowennie prosi, żeby zainterweniował. Rok temu święty wyprosił łaskę zdrowia dla jej zięcia, któremu lekarze nie dawali większych szans po wypadku. Pani Ewa nie ma wątpliwości, że tylko wstawiennictwo św. Charbela sprawiło, że zięć chodzi. Przykłada obrazek do relikwiarza, zawiezie go synowi do szpitala. Ojciec Piotr Pawlik, proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i gwardian koszalińskiego klasztoru, jest zaskoczony tłumami, które przyszły na spotkanie ze świętym mnichem w jego relikwiach. Ale nie zżyma się, gdy pytam, co, jeśli przyszli tylko „po cuda”. – Nawet jeśli część osób przyszła dzisiaj do kościoła tylko ze względu na namaszczenie olejem i błogosławieństwo relikwiami, nie ma w tym czegoś nagannego. Za Panem Jezusem też szły tłumy w oczekiwaniu znaku. Poszukiwanie cudu, uzdrowienia ciała, spektakularnego wydarzenia może być pierwszym krokiem w dobrym kierunku: uzdrowienia przede wszystkim duszy – mówi franciszkanin.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół