• facebook
  • rss
  • Cześć i chwała

    dodane 10.08.2017 00:00

    W sianowskim gimnazjum i sąsiadującym z nim parku rozległy się strzały i wybuchy, gdy powstańcy w biało-czerwonych opaskach odpierali ataki hitlerowskich oddziałów.

    Wtym roku rekonstruktorzy zabrali widzów do pierwszego dnia sierpnia 1944 roku, do ruszającego do powstańczego zrywu Śródmieścia.

    Trudno o nich nie myśleć

    Scenariusz inscenizacji oparli na wspomnieniach Aleksandra Kaczorowskiego, ps. Kaczorek, żołnierza batalionu Miłosz, a zarazem honorowego obywatela Sianowa. – Dobrze, że się spociłem, bo nie było widać łez. Wzruszyłem się bardzo – mówi krótko Filip Kiciński, rozcierając na twarzy mokre, brudne smugi. Chwilę wcześniej zszedł z pola inscenizacyjnej walki, by oddać honory bohaterowi, w którego się wcielił. Przez kilkadziesiąt sekund stali, patrząc sobie w oczy – stary powstaniec i młody rekonstruktor, obydwaj mocno wzruszeni. – Najlepsza rekonstrukcja nie jest w stanie pokazać okropności walki, ale te huki, wystrzały, „trupy” kolegów – to zostaje w głowie na długo – przyznaje Filip. – Cieszę się, że potrafię zainteresować choćby swoich znajomych, którzy może na co dzień niespecjalnie interesują się historią. Dzisiaj opowiedzieliśmy im jeden epizod, pojedynczą historię. Niewiele, ale jeśli przynajmniej jedną osobę uda się skłonić do tego, żeby sięgnęła głębiej, poczytała o powstaniu, to mogę być z siebie dumny – dodaje członek Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf”.

    Bogusia Budniewska nie po raz pierwszy bierze udział w inscenizacji, ale i dla niej to nie jest rutyna. – Kiedy usłyszałam syrenę, coś złapało mnie za gardło. Myślałam o tym, że 73 lata temu do powstania szli też moi równolatkowie. I ginęli. Chciałabym myśleć, że ja też znalazłabym w sobie tyle odwagi, żeby pójść walczyć za Polskę, ale wolałabym tego nigdy nie sprawdzać – przyznaje czternastoletnia „sanitariuszka”. Dla Julii Pokaczajło ze Szczecinka był to debiut. Mogła dołączyć do rekonstruktorów dzięki wygranej podczas charytatywnej licytacji. – To niesamowite przeżycie! Huk, dym, strzały, krew, chociaż na szczęście jedynie sztuczna, z woreczków, ale to wszystko działa. Trudno nie myśleć o tych, którzy ginęli w Warszawie naprawdę. To jeden z najlepszych pomysłów, żeby oddać cześć bohaterom – mówi.

    Hołd dla powstańców

    Razem z nimi po obu stronach powstania walczyło 60 rekonstruktorów z całej Polski. Organizatorzy inscenizacji z dużą pieczołowitością dbali o szczegóły przedstawienia, co podkreśla Łukasz Gładysiak ze Studia Historycznego „Huzar”, współtwórca przedsięwzięcia. Prowadząc widzów przez kolejne sceny, czasami zatrzymywał akcję jak na stop-klatce, żeby jeszcze mocniej zaakcentować szczegóły, zwrócić uwagę na osobę, jakiś detal, moment. – Szukamy smaczków. Na przykład udało nam się w niełatwy sposób zdobyć do naszej inscenizacji Błyskawicę, najbardziej kojarzoną z powstaniem broń. To, że nasz bohater ma na sobie przedwojenny mundur i brytyjski hełm zrzucony do walczącej stolicy razem z zaopatrzeniem, także nie jest przypadkowe. Te szczegóły znamy z opowiadań pana Aleksandra – dodaje Łukasz Gładysiak. Jak zauważa, inscenizacje to hołd rekonstruktorów oddany powstańcom – tym, którzy oddali życie w walczącym mieście. – Powstanie warszawskie już dawno przestało odnosić się wyłącznie do stolicy. To zryw, który był ważny dla całego podziemia antyhitlerowskiego w Europie. To był zryw umęczonego miasta, ale zarazem zryw wszystkich Polaków. Chcieli walczyć z Niemcami, a jednocześnie marzyli, by przybywający ze wschodu „sojusznik” był witany na polskiej ziemi przez polskie oddziały. Nie zapominajmy również, że wielu powstańców, uciekając przed komunistami, trafiało na nasze tereny. Przez dziesięciolecia nie mówili o swoim udziale w tym wydarzeniu, większość z nich już odeszła. Tym bardziej winniśmy im swoją pamięć – dodaje historyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół