Nowy numer 20/2018 Archiwum

Pomnik dla Żbika

To będzie historia o wartościach, które kształtowały młodych ludzi, o walce w ich obronie i o przyjaźni. Pasjonaci tworzą film o mieszkającym w Koszalinie uczestniku powstania warszawskiego.

Wyjątkowo zimny ten sierpień – mówią „powstańcy”, przytupując dla rozgrzewki i rozcierając zgrabiałe palce. Gdy pada okrzyk: „Cisza na planie!”, zrujnowany pałac w Koziej Górze zmienia się w ogarnięty postaniem Żoliborz. Bo choć na zewnątrz leży tu i ówdzie śnieg, grać trzeba jakby kończyło się lato. Pochyleni nad sztabówką ustalają szczegóły następnego ataku. Dłuższa scena, ale idzie nieźle. Do czasu, gdy jednemu z „powstańców” nie zadzwoni komórka w kieszeni. Takie wpadki też się zdarzają, chociaż rekonstruktorzy bardzo dbają o szczegóły. Trzeba grać jeszcze raz. Za chwilę dojeżdżają „Niemcy”. Kiedy się przebiorą, będzie można kręcić sceny walki.

Historia obok nas

Bohaterem powstającego w ruinach pałacu filmu jest Jerzy Leonowicz „Żbik”, były żołnierz 9 Kompanii Dywersyjnej Armii Krajowej. Po wojnie trafił do Koszalina. Mieszka w mieście do dzisiaj. – Opowiadając o powstańcu warszawskim, chcemy też opowiedzieć o harcerzu Szarych Szeregów, bo to ważna część życia pana Jerzego. Harcerstwo go ukształtowało. Pokazujemy też historię wielkiej przyjaźni. „Łoś”, czyli Janusz Kawecki, zginął w powstaniu. Śmierć przyjaciela odcisnęła piętno na panu Jerzym, a także stała się przyczyną jego inwalidztwa.

Kiedy szedł zawiadomić rodziców „Łosia”, sam został ciężko ranny – opowiada Marcin Maślanka z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf”, scenarzysta i reżyser. Film o „Żbiku” jest trzecią produkcją, która powstała w ramach cyklu „Koszalin. Historie Zapomniane”. – Mieszkamy w Koszalinie, a historię, jakiej się uczymy, dostajemy z perspektywy Warszawy, Gdańska, Krakowa. Zupełnie też nie znamy ludzi, którzy ją tworzyli – świadków historii, jej uczestników. Tymczasem oni mieszkają obok nas – mówi Arkadiusz Pater z Projektu Filmowego JART. Arek łączy zawodowo historię z rock’n’rollem. Jest nauczycielem, gra także w zespole. Przygoda z rekonstruktorami też od tego się zaczęła: od nakręcenia teledysku. – Zaiskrzyło, pomyśleliśmy: chodźcie, zrobimy „koszalińskiego Wołoszańskiego” – wspomina ze śmiechem.

Film jak pomnik

Najpierw opowiedzieli o Piotrze Karpowiczu – mieszkającym w Koszalinie bohaterze dwóch powstań. Zaraz potem, idąc za ciosem, nakręcili materiał przybliżający pierwsze powojenne miesiące na Ziemiach Odzyskanych. – Chcemy, żeby to były żywe pomniki, które wystawiamy bohaterom mieszkającym tuż obok, po sąsiedzku. Dzisiaj to wiekowi ludzie, ich historie odchodzą razem z nimi. Chcemy więc ocalić to, co możliwe. Rejestrujemy ich wspomnienia, ale też opowiadamy o wartościach, które były dla nich ważne, które popychały ich do radykalnych działań, za co ponosili ogromne konsekwencje – mówi Marcin Maślanka. Dwa pierwsze filmy trafiły do szkół. Można je też obejrzeć na YouTubie. – Wzbudziły na tyle duże zainteresowanie, że pojawiły się możliwości dodatkowego finansowania. Możemy więc sobie pozwolić na większy rozmach. Sceny z dzieciństwa kręciliśmy w Muzeum w Swołowie, teraz plenerów użycza nam Bogdan Andziak, właściciel pałacu w Koziej Górze; będziemy także korzystać z wnętrz Salonu Historycznego „Odkrywcy” w Koszalinie. Mamy nadzieję, że dzięki temu film będzie jeszcze atrakcyjniejszy – mówi Marcin Maślanka. Zdjęcia do filmu o „Żbiku” potrwają do końca przyszłego miesiąca. Premierę koszalińscy filmowcy zapowiadają na marzec.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma