Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nieustępliwi w wierze

– Nie obawiajmy się przeszkadzać Jezusowi naszą modlitwą – mówi o. Jose Maniparambil, biblista z Indii.

Zatrzymuję się przed drzwiami jednej z sal w parafii Świętej Rodziny w Pile. Ze środka dobiega śpiew. Kurtkę zostawiam w szatni, bo już wiem, że zostanę tu na dłużej.

Ludzie śpiewają, unoszą ręce, proszą Ducha Świętego, aby czas spędzony tutaj był owocny. Wśród nich stoi skupiony na modlitwie mężczyzna. To ojciec Jose Maniparambil.

Choć potrzebuje tłumacza, bo konferencje prowadzi w języku angielskim, to ani jemu, ani słuchaczom to nie przeszkadza. Bo rozmawiając o Bogu, łamie się wszelkie bariery. Kaznodzieja wskazuje, który werset z Pisma Świętego będzie rozważany. Włączam się w to rozważanie, bo chcę się przekonać, co sprawiło, że ponad 100 osób bierze udział w rekolekcjach z gościem z Indii.

Ojciec Jose zaczyna mówić. Słucham i z zaskoczeniem stwierdzam, że „widzę” dyskutującego Jezusa, do którego podchodzi Maryja i prosi o pomoc, bo w czasie uczty weselnej zabrakło wina. Nie sądziłam, że można tak plastycznie przedstawić sceny z Biblii. Przez chwilę i ja byłam w Kanie Galilejskiej.

Proście, szukajcie, pukajcie

W czasie przerwy między konferencjami o. Jose znajduje czas na rozmowę. – W czasie tych rekolekcji chcę, żeby uczestnicy na nowo zaprosili Boga do swojego życia, aby w Roku Wiary mieli odwagę otworzyć drzwi Jezusowi, który stanie się ich codziennością – wyjaśnia cel spotkania. I takie przesłanie skierował do uczestników w pierwszej konferencji, aby stali się żywymi znakami obecności Jezusa, żeby świadczyli o tym, że tylko z Bogiem można poczuć się absolutnie wolnym i znaleźć szczęście. – Nie powinniśmy ustawać w swoich modlitwach, powinniśmy być wobec Boga nieustępliwi – prośmy, szukajmy i pukajmy nieustępliwie, a Bóg na pewno nas wysłucha – mówił. Od prawie 10 lat o. Jose głosi rekolekcje w Europie. Ostatnio najczęściej bywa w Berlinie, w którym – jak sam przyznaje – porzucono wiarę. A jednak nawet w takim chaosie można znaleźć Bożą iskierkę. – Idąc ulicą, spotkałem młodych ludzi, którzy grali i śpiewali. Byli o tyle wyjątkowi, że zamiast kapelusza na pieniądze, mieli przy sobie pudełeczko świeczek i obrazek Jezusa. Kto chciał odpocząć przy Jezusie, zapalał świeczkę. Płonęło ich tam wiele – wyjaśnia. Ojciec Jose przyznaje, że sytuacja chrześcijaństwa w Europie nie należy do najlepszych. Ale obecność tak wielu młodych ludzi na Światowych Dniach Młodzieży powinna być znakiem, że coś się zmienia, że Kościół ewoluuje i nabiera nowego, młodego kształtu. – Oni chcą przychodzić do Jezusa, chcą się z Nim spotykać, doświadczać, ale na swój sposób. Potrzeba księży, którzy podejmą wysiłek przekazania wiary w sposób spontaniczny i przystępny, żeby młodzi mogli śpiewać i tańczyć, bo w takiej ekspresji odnajdują Boga – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama