Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gdy „Fala” wymiatała ludzi z ulic…

Były wesołe piosenki, nostalgiczne wiersze, a Szczepcio i Tońcio przekomarzali się charakterystycznym bałakiem, czyli gwarą batiarów z lwowskich ulic.

Klimat rozśpiewanego miasta przybliżyły uczniom szczeglińskiej podstawówki opowiadania jego przedwojennych mieszkańców oraz zachowane, wyblakłe w większości, stare fotografie.

Z lalką na zesłanie Dla dr Haliny Boguckiej, lwowianki, dzieciństwo skończyło się 13 kwietnia 1940 r. Niespełna 10-letnią Halinkę razem z mamą i obiema babciami Sowieci zesłali do Kazachstanu.

– Wywieźli nas, bo byliśmy rodziną wojskowych. Nasi mężczyźni poszli na wojnę, tata i jego brat. Dziadek też włożył mundur, chociaż miał już 70 lat, i został zastępcą kwatermistrza. Kilka dni po wejściu Sowietów aresztowano go. Kiedy wyjeżdżałyśmy do Kazachstanu, dziadek podobno jeszcze żył. Po wojnie dowiedziałyśmy się, że zginął, kiedy Sowieci, wycofując się przed nadchodzącymi Niemcami, dokonywali masakr w więzieniach – przywołuje trudne wspomnienia, które mimo upływu lat wciąż budzą emocje.

Ze Lwowa do Kazachstanu pojechała także lalka małej Halinki. I ona przetrwała zesłanie, przybyło jej nawet kilka strojów, które szyły razem z mamą. – Takie maleństwo, a tyle radości mi tam dała. Oszczędzałam ją bardzo. Wczoraj, kiedy chciałam jej zmienić ubranko, rozpadła mi się w rękach. Nic dziwnego, jest może z pięć lat młodsza ode mnie… – opowiadała wzruszona, pokazując dzieciom swój skarb.

Po sześciu latach zesłania wróciły z mamą do Polski, ale już nie do Lwowa. Dziś z sentymentem wspomina jego niepowtarzalny klimat. – Rozśpiewany był bardzo. Kiedy leciała „Wesoła Lwowska Fala”, z ulic wprost wymiatało ludzi, zamierał ruch, wszyscy chcieli być przy radioodbiornikach, żeby słuchać Szczepcia i Tońcia – przyznaje z uśmiechem, oglądając występy dzieci.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama