Nowy numer 28/2018 Archiwum

Spotkałem pięknych ludzi

Ojciec Rajmund Marszałkowski, franciszkanin, od lat pomaga Afrykanom. Nie wyobraża sobie życia poza Czarnym Lądem.

Zanim jednak wyjechał na afrykańską misję, pracował kilka lat w Koszalinie. – Namalował nam św. Franciszka podziwiającego przyrodę – uśmiecha się o. Hieronim Cyrański, wskazując obraz, który od 30 lat wisi w koszalińskim klasztorze. Teraz, po latach, misjonarz odwiedził koszalińskich parafian. Do niektórych wybrał się z wizytą duszpasterską.

Szkoła języka przy studni

Dzielił się z nimi opowieściami o swojej drugiej ojczyźnie, w której zamieszkał 19 lat temu. Najpierw była Kenia. Ojciec Rajmund pracował w różnych miejscach tego położonego w środkowej Afryce kraju, m.in. w Ruiri i Mitunguu. Od ponad dekady przebywa na misjach w sąsiedniej Tanzanii. Jest przekonany, że o Afrykanach krąży wiele krzywdzących opinii. Przede wszystkim, że są biedni, bo… są leniwi. – Tymczasem oni od świtu do zmroku uporczywie szukają pracy. Ale mogą tłuc motyką w skamieniałe pole cały dzień i niczego nie wykopią. Bo tam jest potworna susza! Jeśli brakuje wody do przygotowania posiłków, to skąd ją wziąć do pielęgnacji upraw? – pyta retorycznie. Franciszkanie w Afryce katechizują, prowadzą drukarnię, w której przygotowują afrykańską wersję „Rycerza Niepokalanej” i drukują książki religijne w lokalnych językach. Organizują budowę kościołów. – Praca misjonarza na Czarnym Lądzie to przede wszystkim jednak bycie z ludźmi – podkreśla o. Rajmund. Przed wyjazdem na misje szlifował więc swój angielski. – Już w pierwszej placówce w Ruiri, w diecezji Meru, okazało się, że większość ludzi porozumiewa się jedynie w języku plemiennym. Ci, którzy mówili po angielsku, stali się więc naszymi przewodnikami – śmieje się. W głębi Kenii nie było telefonów, dróg, elektryczności, no i oczywiście wody. Tam jednak, jak przekonuje, spotkał najpiękniejszych ludzi: prostych, skłonnych do pomocy, umiejących odwzajemniać miłość. – Biedni pomagają biednym. Dzielą się tym, co mają: odrobiną fasoli czy kukurydzy. A przy tym totalnie ufają Bogu – kiwa głową misjonarz. – Cały rok nie spadła kropla deszczu, a oni podnosili nas na duchu: „ojcze, nie martw się, Bóg nas nie opuści”. Kiedy rozdawaliśmy dzieciom chleb, nie jadły go od razu. Niosły do domu, żeby podzielić się z młodszym rodzeństwem.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma