Nowy numer 42/2018 Archiwum

Jadę do Mamy

Skrztusz to spotkanie z ludźmi i Bogiem. To czyni nasz bogatszymi. O skrzatuskim leczeniu serca opowiada Asia Osiadacz, studentka z Karlina.

„Moc w sła­bo­ści się dosko­nali…” takie słowa zapamiętałam, kiedy padły na jednym z wielu spotkań młodych na jakich byłam w Skrzatuszu. Każdego roku je sobie przypominam właśnie tam, a ten ostatni jak nigdy pokazał, że mają one głęboki sens i odbieram je bardzo osobiście.

Są miejsca, które kojarzą Nam się z pewnymi wydarzeniami, sytuacjami, ludźmi.

Rafał był wspaniałą, wartościową osobą, przyjacielem, który pragnął dzielić ze mną radość płynącą z wiary. Chciał pojechać ze mną na Europejskie Spotkanie Młodych, chciał zobaczyć Skrzatusz. Chciał być.

Kiedy poszłam na swoją pierwszą pielgrzymkę do Częstochowy szłam w jego intencji. Prosiłam Boga, żeby uzdrowił go z białaczki.

W czasie pielgrzymki informacje o pogarszającym się stanie zdrowia Rafała nie motywowały do dalszej wędrówki. Miałam za złe Bogu, że tak się dzieje, sądziłam, ze wystawia mnie na próbę, chciałam wrócić do domu... Dzięki ludziom, dzięki samozaparciu: „Rafał to dla Ciebie!” zostałam i doszłam do Częstochowy.

Po powrocie do domu czekała na mnie miła informacja o poprawie i terminie wyczekanej operacji. Sądziłam, że lepiej być już nie może. Wszystko układało się idealnie. Do czasu, gdy jak nigdy zostałam wystawiona na największa jak dotąd dla mnie próbę.

Niespodziewana śmierć Rafała odbiła się na moim życiu i zostawiła ogromną bliznę w sercu. Wszystko przestało się liczyć, nie chciałam znać Boga, nie chciałam tego wszystkiego, chciałam być sama.

Musiało minąć trochę czasu nim znów mogłam się modlić. Pomogły mi w tym pielgrzymki i… Skrzatusz. Wędruję na Jasną Górę i jeżdżę do sanktuarium skrzatuskiego, bo Ona, Maryja, wszystko to rozumie. Jej ofiarowuję wszystko, co boli, co doskwiera, co rani. Staję przed Jej cudownym wizerunkiem i wiem, że jestem w domu. U mojej Mamy.

Skrzatusz to też spotkanie. Bez ludzi, których tam spotykam, byłabym o coś ważnego uboższa.

Po całym roku trudów związanych z nauką, studiami, innym środowiskiem, które nie chce znać Boga, chwilami zwątpienia, życiowych słabości  spotykamy się wszyscy właśnie tam w Skrzatuszu, by powspominać wakacyjny czas, zebrać myśli, złapać oddech i zastanowić się jeszcze raz porządnie nad sobą, swoją wiarą.

Poprzedni rok jak nigdy pokazał mi, że mimo wszystko trudno jest być żywym świadkiem Jezusa, zwłaszcza kiedy rówieśnicy jakimi się otaczamy wpływają na nas i naginają nas na inne drogi.

Dzięki ludziom, których tam spotykam każdego roku, nie tylko przyjaciołom czy znajomym ale zwyczajnie obcy ludzie, którzy sobą pokazują, jak piękna i żywa może być wiara, mogę wiele zrozumieć, wiele przeżyć, po prostu być, nie tylko tego jednego dnia, ale każdego następnego i żyć wpatrując się w Jezusa. Już się nie boję, wiem, że mogę żyć w wie­rze, a rów­no­cze­śnie pozo­stać sobą. 

« 1 »
oceń artykuł
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Nie przegap

Brak dostępnych wydarzeń.

Pobieranie...