Nowy numer 39/2020 Archiwum

To wszystko było potrzebne

Miała pieniądze, znajomości, sławę. Ale prawdziwe szczęście odnalazła dopiero w Bogu. 


Zanim tak się stało przeszła prawdziwe piekło. O drodze do raju była modelka Anna Golędzinowska opowiadała w słupskim kościele pw. św. Józefa. 


Z ulicy na ulicę


Patrząc na 31-letnią Anię i jej rozbrajający uśmiech, aż trudno uwierzyć, z jakiego bagna musiała się podźwignąć. Tego, co przeszła i czego doświadczyła starczyłoby na kilka życiorysów. 
– Mój tata był człowiekiem o wielkim sercu, ale był również alkoholikiem, topił swoje niespełnione marzenia w butelce wódki. Kiedy umarł, mama wpadła w depresję. Sprowadzała do domu mężczyzn – zaczyna swoją opowieść. Jeden z nich wykorzystał Anię seksualnie. – Nienawidziłam mamy, bo lepiej było jej nie widzieć, co się dzieje, nienawidziłam ojca, bo go nie było. Uciekałam z domu, ze szkoły. Moimi przyjaciółmi byli sprzedawcy narkotyków. Zaadoptowała mnie moja babcia. Ale po paru tygodniach już mnie nie chciała, bo chociaż była dla mnie najukochańszą osobą na świecie, źle ją traktowałam. Chciałam popełnić samobójstwo, żeby pokazać innym, jak bardzo chcę żyć – wyznaje. 
Szansą miała być praca modelki w Mediolanie. Nastolatka jednak tam nie dotarła. 
– W Turynie zabrali mi dokumenty, wsadzili do lokalu trzeciej kategorii i chcieli, żebym była prostytutką. Jeden z klientów mnie zgwałcił. Poznałam chłopaka, którego nigdy później nie spotkałam. Był moim aniołem stróżem, wysłanym przez Boga, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam – opowiada. 
– Czemu mówię o tych brzydkich i smutnych rzeczach? Nie chcę robić przed wami z siebie ofiary, bo nią nie jestem. Dzisiaj myślę, że cierpienie jest szczęściem, przybliża do Pana Boga. To wszystko, co mi się zdarzyło, było mi potrzebne – tłumaczy. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama