Nowy numer 43/2020 Archiwum

Mówią o nas w Watykanie

Ad limina apostolorum. To papież mianuje biskupów i ustanawia diecezje, dlatego każdy Kościół lokalny jest z nim nie tylko symbolicznie, ale i realnie związany. Podróż biskupa do Rzymu jest więc swego rodzaju powrotem do źródeł.

Był rok 2005. Do Rzymu z Koszalina pojechał bp Kazimierz Nycz. Towarzyszyli mu bp Paweł Cieślik i bp senior Ignacy Jeż. Wszyscy pełni napięcia czekali w antykamerze na sygnał wejścia do ojca świętego. Jeden z biskupów, który dopiero od niedawna był ordynariuszem, wychodząc od Benedykta XVI, powiedział w stronę bp. Ignacego: „Nie ma się czego bać!”. Biskup senior zmierzył go wzrokiem i z właściwym sobie humorem odparował: „Panie, do kogo te słowa? Ja tu już za Pawła VI bywałem”. Wszyscy wybuchli śmiechem i tak atmosfera przed wejściem do papieża nieco się przeczyściła. Ad limina to sędziwa i piękna tradycja. Jest to jednak spotkanie papieża bardziej z całym episkopatem danego kraju niż z biskupami poszczególnych diecezji. Papież nie jest w stanie głęboko wejść w problemy każdej wspólnoty. Czasami jednak przy takiej okazji dzieją się rzeczy ważne, niespodziewane czy wręcz humorystyczne. Tak też było w historii wizyt ad limina biskupów koszalińsko-kołobrzeskich.

Papieska ręka na konkatedrze

Zaledwie kilkanaście miesięcy po utworzeniu diecezji, w listopadzie 1973 roku, bp Ignacy Jeż pojechał na pierwszą wizytę ad limina do papieża Pawła VI. „Audiencję prywatną u Ojca św. przeżyłem w uroczystość św. Andrzeja Apostoła około południa. Można sobie wyobrazić, jakie głębokie wrażenie robi na biskupie takie spotkanie z głową Kościoła twarzą w twarz. Wzruszenie jest wielkie, wrażenie ogromne” – wspominał bp Ignacy w swoich zapiskach. W dalszej ich części biskup opisuje pewne zdarzenie: „Ucieszył się Ojciec św. albumem wręczonym Mu, z fotografiami katedry w Koszalinie i konkatedry w Kołobrzegu, a gdy dowiedział się, że nie możemy w tej ostatniej korzystać jeszcze z całej jej przestrzeni dla celów sakralnych, położył lewą rękę na album, a prawą pobłogosławił – jak powiedział – starania o odzyskanie jej dla służby Bożej w całości”. Formalnie stało się to zaledwie miesiąc później, a przez następne miesiące sprawa realizowała się faktycznie, aż do ostatecznego przekazania świątyni 24 maja 1974 roku.

Jeden papież to za mało

Wizyta ad limina apostolorum to okazja, żeby odwiedzić papieża. Czasami może się zdarzyć, że zupełnie nieświadomie można ich spotkać nawet kilku... w pewnym sensie. Podczas ad limina w październiku roku 1977 na audiencji u Pawła VI bp Ignacy był razem z kard. Wojtyłą, który dokładnie za rok miał stać się Janem Pawłem II. Wykorzystując pobyt za granicą, z uwagi na to, że o paszport nie było łatwo, bp Jeż odwiedził też przyjaciół diecezji oraz Polonię w Monachium. Podczas kilkudniowego wypadu odprawiał w tamtejszej katedrze Mszę św. z miejscowym biskupem, kard. Josephem Ratzingerem, późniejszym Benedyktem XVI. Biskup Jeż o spotkaniach z dwoma kardynałami wspomina zaledwie jednym zdaniem. Nie mógł wiedzieć, że pierwszego z nich za kilkanaście lat będzie witał w swojej diecezji, a drugi za 30 lat będzie go chciał mianować kardynałem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama