Nowy numer 43/2020 Archiwum

Niewielkie epizody wielkiej historii

Uzbrojeni w kamerę koszalińscy harcerze wyruszyli na ulice, by zrealizować rajdowe zadanie. Nie tylko świetnie się bawili odkrywali także historię swojego miasta.

Dziesięciominutowy film to zadanie na 44. Ogólnopolski Rajd „Arsenał”, w którym koszalińscy harcerze biorą udział od 15 lat, z niemałymi sukcesami. W tym roku przewodnim tematem przedrajdowego zadania jest pocztówka z rodzinnego miasta. Członkowie Harcerskiego Klubu Turystyki Pieszej „Sezam” postanowili na swojej filmowej pocztówce opowiedzieć o drodze Koszalina do wolności. W pigułce udało się umieścić historię żołnierzy wyklętych, powracających z Sybiru zesłańców i działaczy „Solidarności”. A wszystko w cieniu koszalińskiej katedry. – Przejrzeliśmy mnóstwo pocztówek i stwierdziliśmy, że katedra jest najbardziej charakterystycznym budynkiem Koszalina, a także świadkiem ważnych wydarzeń. Stąd też właśnie ta główna koszalińska świątynia jest punktem wyjścia dla naszej pocztówki – opowiada Alicja Taraba, drużynowa Harcerskiego Klubu Turystyki Pieszej „Sezam”. Wywiady z uczestnikami wydarzeń uzupełniają archiwalne dokumenty i zdjęcia. Obraz kończy wizyta Jana Pawła II w Koszalinie w 1991 r. – To, naszym zdaniem, chwila, która stawia kropkę nad  i w drodze miasta do wolności – dodaje druhna Alicja.

Mała historia, wielcy ludzie

Pracy nad filmem harcerze poświęcili ponad dwa tygodnie. Najwięcej czasu zajął montaż, który trwał niemal do ostatnich chwil przedpremierowych. – Presja czasu wyznaczonego datą terminowego zakończenia zadania była wielka. Ostateczną wersję otrzymaliśmy na kilka godzin przed premierą – śmieje się Renata Słota, koordynatorka projektu i główna organizatorka pokazu premierowego w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej. Druhna Renata nie ma wątpliwości, że kręcenie filmu okazało się czymś więcej niż tylko zabawą. – To historie, o których niewiele się mówi. Uczymy się o tym, co przed tysiącleciami było w Rzymie, a niewiele mówi się o tym, co działo się wcale nie tak dawno temu, co także robili nasi dziadkowie. Dzięki projektowi mieliśmy okazję poznać przeszłość również swoich rodzin – zauważa. – Jest wielka historia zapisywana w podręcznikach, a ja najbardziej lubię te niewielkie historie ludzi, które się wplatają w wielkie wydarzenia. Poznając je, można dowiedzieć się znacznie więcej o przeszłości. Choćby tego, że w stanie wojennym zamiast kleju można było z powodzeniem używać... mąki – przyznaje Kamil Nosek, jeden z aktorów i kompozytor muzyki do filmu. Harcerze dodają, że zyskali również nowych przyjaciół. – Często mijamy na ulicy tych ludzi i nie znamy ich przeszłości. Nie wiemy, że są bohaterami i że nikt lepiej od nich nie opowie nam tego, co się wydarzyło – mówi R. Słota. Nierzadko emocje, które towarzyszyły wspomnieniom bohaterów filmu, udzielały się także jego realizatorom. – Nie wiem, czy sama umiałabym jak te panie wychodzić na ulice, otwarcie sprzeciwiać się ustrojowi, walczyć o wolną Polskę, nierzadko ryzykując poważnymi konsekwencjami dla siebie i swojej rodziny – zastanawia się harcerka.

Budowanie na przeszłości

Zofia Toporkiewicz, jedna z działaczek solidarnościowych, przyznaje z uśmiechem, że rzeczywiście koszaliński ruch wolnościowy „stał kobietami”. – Teraz można się i pośmiać, bo sytuacji zabawnych nie brakowało, ale wtedy wyglądało to zupełnie inaczej – mówi pani Zosia. W filmie opowiada przygodę z kolportażem nielegalnej bibuły. – Niewiele tego miałam, schowałam w spodniach, ale cały ten pakiet wysunął mi się w autobusie przez nogawkę. A za mną siedzieli mundurowi. Nie miałam tego dużo, ale w Koszalinie za byle co aresztowali. A ja z chorą matką i niepełnoletnią córką pod opieką... – wspomina. Bohaterką filmu się nie czuje, ale za to nie może się nachwalić jego realizatorów. – Ta młodzież jest piękna, serce rośnie, jak się na nią patrzy. Może przez tę formę, nie książkową, ci młodzi dotrą do swoich rówieśników i ich także zainteresują? Może inne organizacje młodzieżowe pójdą za ich przykładem i będą chciały poznawać prawdziwą historię? Bo nieraz nawet jeśliby trochę chcieli, to utwierdza się ich w przekonaniu, że to zamierzchła przeszłość, do której nie warto już wracać. Mówi im się, żeby patrzyli w przyszłość, ale jak ją budować, jeśli nie zna się przeszłości? – kiwa głową pani Zosia.

Dzielić się z innymi

W samych bohaterach film obudził wiele wspomnień. – Są one, oczywiście, tragiczne, ale z biegiem lat przypominają się też te chwile dobre, jak wiadomość o tym, że jedziemy z powrotem do Polski. W filmie opowiadam historię z szarą maścią, lekarstwem na świerzb, na który wszystkie dzieci chorowały. Nikt z nas nie chciał się nią smarować, ale nauczycielka powiedziała, że kto się nie posmaruje, nie pojedzie do Polski. Maść zniknęła błyskawicznie, choć w mojej grupie były też dzieci 3-, 4-letnie, już tam urodzone, które nie miały pojęcia, co to jest Polska. Wszyscy tak samo tęsknili. Od lipca 1945 r., kiedy zapadły decyzje o powrocie, do wiosny 1946 r., kiedy ruszyły pierwsze transporty, wszyscy na palcach odliczali każdy dzień – dzieli się wrażeniami Kazimierz Krupiński, wiceprezes koszalińskiego oddziału Związku Sybiraków. Jako historyk i emerytowany nauczyciel, który w zawodzie przepracował prawie pół wieku, cieszy się podwójnie. – Cieszę się, że młodzież chce popularyzować wiedzę, która nie zawsze w pełni jest realizowana w szkole. Takie spotkania z żywymi uczestnikami wydarzeń są potrzebne, tym bardziej że – jeśli chodzi o nas, sybiraków – to niemal ostatni dzwonek, żeby usłyszeć historie z pierwszej ręki – dodaje. A koszalińscy harcerze chcieliby podzielić się efektami swoich historycznych odkryć również z rówieśnikami. Zachęceni odbiorem filmu na premierze, zapowiadają, że wkrótce „Pocztówkę do wolności” będzie można zobaczyć także w internecie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama