Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pan tu jest i uzdrawia

Rekolekcje z o. Johnem Bashoborą. Słupsk, centrum miasta, hala sportowa. Uczestnicy rekolekcji nie mają wątpliwości: to miejsce zesłania Ducha Świętego.

Zajęte są wszystkie miejsca na trybunach i ustawionych ciasno krzesełkach na płycie boiska. 2,5 tysiąca osób skanduje głośno imię Jezusa w rytm muzyki zespołu Armia Dzieci. Wyciągają wysoko ręce lub rozkładają je w modlitewnym geście. Nie tylko nastolatki radośnie podskakują i tańczą. Tak jest wszędzie, gdzie pojawia się o. John Bashobora, charyzmatyczny rekolekcjonista z Ugandy.

To nie „ściema”

Przez cały weekend będzie nauczać w Słupsku. To prawdziwy maraton głoszenia i modlitwy. Nie brakowało jednak chętnych, którzy chcą w nim brać udział. Kolejne dni, choć nauki będą już tylko jednodniowe, mają być równie intensywne: Kołobrzeg, Szczecinek, Piła. Wszędzie czekają na o. Johna tłumy. – Czekają na Jezusa i Jego moc – precyzuje Ewa. Trzydziestoparolatka jest ze Słupska. Nie chce podawać nazwiska, ale nie ukrywa, że sama również czeka na cud. Tym razem nie dla siebie. – Mój mąż jest uzależniony – mówi krótko. Ona też miała problem z alkoholem. O o. Bashoborze słyszała, że uzdrawia ludzi, a nawet wskrzesza zmarłych. Pomyślała, że to lipa, jak z bioenergoterapeutami, ale pojechała na rekolekcje do Gdańska, żeby – jak mówi – przekonać się na własne oczy, że to „ściema”. – „Nie bierze” mnie ten klimat wielkich spotkań modlitewnych, nie czułam się tam dobrze, więc stwierdziłam, że jednak miałam rację. Nie wiem, jak to się stało, że stanęłam w kolejce do konfesjonału. U spowiedzi nie byłam kilkanaście lat, od bierzmowania. I co? I otrzymałam to, o co prosiłam, a nawet jeszcze więcej. Teraz wracam do Kościoła. Wiem, że to nie o. John czy inny rekolekcjonista mógł sprawić. To mógł zrobić tylko Jezus – wyjaśnia. Ojciec John mówi o konkretach. O nawróceniu, udziale we Mszy św., lekturze Pisma Świętego. I o tym, że przez sakramenty jesteśmy dziećmi Bożymi. Nic innego niż to, co powtarzają niemal do znudzenia duszpasterze we wszystkich kościołach. – Może na takich spotkaniach bardziej czuć wspólnotę, a dzięki temu obecność Jezusa staje się bardziej wyraźna, wręcz namacalna? – pani Irena zastanawia się nad motywem swojego przyjazdu do Słupska. Jej nie trzeba pytać o „fenomen o. Bashobory”. – Otrzymałam specjalne zaproszenie od Pana Jezusa – dodaje z rozbrajającym uśmiechem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama