Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pan tu jest i uzdrawia

Rekolekcje z o. Johnem Bashoborą. Słupsk, centrum miasta, hala sportowa. Uczestnicy rekolekcji nie mają wątpliwości: to miejsce zesłania Ducha Świętego.

Mocne uderzenie

– Porywa Jezus, który przez niego działa. Dwa lata temu o. John na rekolekcjach w Pile błogosławił wszystkim parom. Mnie i męża tak pobłogosławił, że miesiąc później poczęła się nasza córeczka. Mamy już dwoje dzieci, nie planowaliśmy kolejnego, a jednak Pan Bóg chciał inaczej – śmieje się Ula Lipska, pokazując z dumą na jedną z najmłodszych uczestniczek rekolekcji, 9-miesięczną Laurę. Razem z mężem i pociechą przyjechali z Dębnicy Kaszubskiej. – Wydaje mi się, że to takie „mocne uderzenie”. Przyzwyczailiśmy się do Kościoła smutnego, nawet jeśli uwielbiającego, to strasznie na poważnie. Te śpiewy, ta radość są porywające. Odkąd pierwszy raz doświadczyłam tego podczas podobnych rekolekcji, także i tą „zwykłą” Mszę niedzielną przeżywam zupełnie inaczej. Inaczej też patrzę na życie. Zawsze próbowałam kontrolować każdą dziedzinę, teraz wiem, że powinnam zawierzyć bardziej Bogu niż sobie – dzieli się wrażeniami. Głoszeniu o. Johna bardzo często towarzyszą liczne nawrócenia i uzdrowienia, także te fizyczne. Tych, którzy mają okazję z nim porozmawiać, zdumiewa jednak bardziej jego pokora i nieustanne zawierzenie Bogu. – To jest człowiek, który naprawdę żyje na co dzień słowem Boga, Jezusem Chrystusem. Jest radykalny w tym, co mówi, ale pełen miłości. Pamiętam taką chwilę pod koniec ubiegłorocznych rekolekcji, gdy o. John, bardzo już zmęczony głoszeniem, powiedział, że stara się być dla każdego, żeby przypadkiem nie odtrącić tego, kto rozpaczliwie potrzebuje pomocy. To się czuje – mówi ks. Dariusz Rataj, opiekun duchowy Szkoły Nowej Ewangelizacji Wspólnota św. Krzysztofa, która przygotowała spotkanie w Słupsku. – Nawet jeśli ci ludzie przyszli po znaki, to nie ma w tym jeszcze nic nagannego. Za Jezusem też szły tłumy, oczekując widzialnych znaków, uzdrowień. Ojciec John cały czas powtarza, że to nie on działa, ale Bóg sprawia cuda. Myślę, że znaki zewnętrzne też są umocnieniem duchowym. Ci, którzy są blisko Pana Jezusa, nie potrzebują spektakularnych doświadczeń, bo oni otrzymują te znaki codziennie. Te rekolekcje kładą nacisk na umocnienie wiary i uzdrowienie wewnętrzne – dodaje. Duszpasterz cieszy się, że – inaczej niż w ubiegłym roku – uczestnikami rekolekcji są w większości mieszkańcy Słupska i okolicznych miejscowości. To, jak mówi, nadaje sens wysiłkowi organizacyjnemu i nadzieję, że głosicieli słowa Bożego będzie coraz więcej.

Iść na ulice

Zanim o. John opuści halę, wiele osób będzie jeszcze prosić go o błogosławieństwo. I o cud. – Jezus, jeśli zachce, dokonuje cudów. Ale tak, jak i za czasów, gdy chodził po ziemi, tak i teraz największe cuda dokonują się w ludzkich sercach. Ci, co nie znają Jezusa, myślą, że jeśli On przychodzi, to dzieje się zaraz coś spektakularnego, widzianego na zewnątrz. Może, ale nie musi się dziać. To Jego wola. My ani na to specjalnie nie czekamy, ani nie prowokujemy. Zewnętrzne znaki to tylko powłoka tego, co najistotniejsze: głębi spotkania, przemiany wnętrza – mówi bp Edward Dajczak, który przewodniczył Mszy św. na rozpoczęcie słupskich rekolekcji. Zdaniem pasterza diecezji, wielkie spotkania rekolekcyjne są zachętą i pomocą dla diecezjan, by odważnie głosić swoją wiarę. – W jednym z wywiadów zadano mi na koniec pytanie, czy ten olbrzym, czyli laikat diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, jest już obudzony. Roześmiałem się i powiedziałem: „budzi się”. To właśnie jest budzenie ludzi do wiary: radosnej, odważnej, dającej świadectwo. Bo chodzi o to, żeby – doświadczając głębiej Jezusa – umieć się Nim dzielić. Trzeba się odważyć i wyjść na ulicę. Ojciec święty Franciszek tak pięknie powiedział, że woli Kościół wybrudzony od wychodzenia na ulicę niż taki ugładzony, ale nie wychodzący poza przestrzeń swoich świątyń. Ponieważ do tej przestrzeni zbyt wiele osób już nie przychodzi, trzeba do nich wyjść – przekonuje, powołując się na swoje woodstockowe doświadczenia. – Trzeba iść z miłością. Dzisiaj Woodstock to ulice miast naszej diecezji, ulice, na których są ludzie, którzy nie znają Jezusa, mają szczelnie zamknięte drzwi serca. Jezus jest darem, który dostaliśmy, więc się nim dzielmy – prosi bp Dajczak.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama