Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zaproście papieża do domu!

Choć jego pontyfikat trwał prawie 27 lat, a on sam odwiedził Polskę wiele razy, nie wszystkim dane było spotkać go osobiście. Teraz jest ku temu okazja.

Nie mogłam zmrużyć oka do trzeciej w nocy, tak to przeżywałam – przyznaje Zofia Karaś. Dzień wcześniej mieszkanka podkoszalińskich Osiek dowiedziała się, że w jej domu gościć będzie sam papież... oczywiście w pewnym sensie, bo w postaci relikwii. W tej niewielkiej nadmorskiej parafii trwa niezwykła akcja. Relikwiarz z podarowaną przez kard. Dziwisza kroplą krwi błogosławionego nie stoi na półce w kaplicy. Papież tak jak za życia trafia między ludzi.

To lepsze niż alarm

W styczniu br. we włoskiej Abruzji doszło do bulwersującej kradzieży relikwii bł. Jana Pawła II. – W dniach, kiedy o tym mówiono, przyszło nam do głowy, że nie możemy dopuścić, aby coś takiego wydarzyło się u nas. Co zatem zrobić? Schować relikwie do sejfu, założyć alarm w kaplicy? Na modlitwie przyszła mi myśl zupełnie odwrotna, żeby zamiast te relikwie chować, przekazać je pod opiekę ludziom, którzy chcieliby w ich obecności pomodlić się u siebie w domu. Oczywiście zachowując należny szacunek i ostrożność – opowiada ks. Henryk Romanik, proboszcz w Osiekach. Parafianie podchwycili pomysł i już zgłaszają chęć przyjęcia tej niezwykłej „kolędy”. Powoli tworzy się kolejka, a o możliwość spotkania z papieżem pytają też mieszkańcy sąsiednich miejscowości. – Wieść się niesie, że papież chodzi po domach – uśmiecha się ks. Romanik.

Odmówić różaniec, zjeść pączki

Jak wyglądają takie odwiedziny? – Jedna z rodzin zrobiła to tak, że babcia upiekła na tę okazję dobre pączki, zaprosiła dzieci, wnuki i spotkali się rodzinnie. Inni robią to skromniej, prościej. Nie ma jakiejś ustalonej formy – tłumaczy duszpasterz. U Zofii Karaś zgromadziło się prawie 10 osób. Przyszli syn, wnuczęta i kilka sąsiadek. – Byłam kiedyś na Mszy św. z papieżem we Wrocławiu. Trudno było coś zobaczyć i usłyszeć, bo stałam bardzo daleko. Teraz mogę podejść trochę bliżej, chociaż w ten sposób – przyznaje wzruszona Janina Prabucka. Na stole pojawił się biały obrus, zdjęcie błogosławionego i relikwiarz. Po chwili rozpoczął się różaniec. Przy kolejnych dziesiątkach każdy mógł przedstawić swoje intencje. Padały słowa bardzo osobiste, wypowiadane często drżącym głosem: bo ktoś bliski potrzebuje zdrowia, inny nie radzi sobie z nałogiem albo żyje z dala od Boga.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama