Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pro znaczy skuteczniej

– Uświadomiłem sobie, że nie wystarczy być wewnętrznie „za”. Trzeba jeszcze zrobić coś konkretnego – dzieli się wrażeniami z kursu dla prolajferów Piotr.

Przyjechali z całej diecezji. Podczas kilkugodzinnych warsztatów nie tylko aktywni działacze ruchu pro life mogli się dowiedzieć, jak efektywnie być na „tak”.

Merytorycznie i bez emocji

Szkolenie to przede wszystkim praktyka. Z sali pada kolejne pytanie: – A co jeśli ciąża zagraża życiu kobiety? – Ciąża nie zagraża życiu, jest stanem naturalnym. To choroba stanowi zagrożenie – prostuje Krzysztof Kasprzak i wyjaśnia spokojnie siedzącym przed nim nieprzychylnym murem „dziennikarzom”: – Uważamy, że należy tak długo, jak to jest możliwe walczyć o obydwa życia, a nie profilaktycznie eliminować jedno z nich – dodaje spokojnie. – A skąd pewność, że to już jest dziecko, może tylko zespół tkanek? – prowokuje Piotr. – My uważamy, że życie zaczyna się w chwili poczęcia. Jeśli byłby pan myśliwym i nie wiedział, czy za krzakiem jest dzik czy człowiek, to strzeliłby pan? To dlaczego, mając wątpliwości co do tego, kiedy zaczyna się życie, chce pan zgody na prewencyjne zabijanie? – odparowuje przepytywany. Konferencja prasowa jest zaimprowizowana, a w rolę dziennikarzy wcielają się uczestnicy kursu. Nie wszyscy pewnie będą musieli stanąć twarzą w twarz ze środowiskiem pro-death, ale dzięki temu dowiadują się też, jak bronić swojego stanowiska na co dzień. – Podobno byliśmy ostrzejsi niż najbardziej negatywnie nastawieni dziennikarze – śmieje się Małgorzata Telega. – Argumenty będące odpowiedzią na wszystkie te pytania w zasadzie sprowadzają się do dwóch: życie zaczyna się w chwili poczęcia i nie wolno nikogo zabijać. Prosto, merytorycznie i bez poddawania się emocjom – chwali prowadzącego „konferencję” Krzysztofa Kasprzaka z Fundacji Pro Prawo do życia.

Twarde argumenty

To właśnie tę Fundację zaprosiła Diakonia Życia Ruchu Światło–Życie do poprowadzenia pierwszych warsztatów dla prolajferów w Koszalinie. – Działamy od niecałych dwóch lat. Mamy 15 komórek w kilkunastu miastach w Polsce. Jesteśmy w stanie organizować duże kampanie społeczne. Przykładem jest choćby ta zeszłoroczna, gdy Kaja Godek prezentowała w sejmie projekt ustawy o ochronie życia, pod którym zebraliśmy własnymi siłami 150 tys. podpisów – mówi Krzysztof Kasprzak. Na kursie podpowiadał m.in. jak zorganizować wystawę antyaborcyjną, z której znana jest fundacja. Prezentowane na niej zdjęcia budzą wszędzie mnóstwo emocji, głównie ze względu na dosłowność przedstawianych obrazów. – Nazywamy rzeczy po imieniu. Aborcja jest zabójstwem. Często teraz chce się rozmyć tę prawdę posługując się eufemizmami i argumentacją w stylu „mniejsze zło”, „prawo wyboru”, „kompromis” – wyjaśnia. Andrzej i Katarzyna Mantykowie mają już za sobą udane akcje pro-life, m.in. organizują Marsz dla Życia i Rodziny w Szczecinku. Nie mają wątpliwości, że wystawy, choć epatują drastycznością, mają sens. – Nikt normalny nie chce oglądać takich okropności. Ale to nie zmienia faktu, że to pokazuje prawdę o aborcji i żeby dotrzeć do niektórych osób trzeba nimi wstrząsnąć – mówi Andrzej. O tym, że wystawa działa, przekonał się w Stargardzie Szczecińskim. – Podeszła do mnie kobieta. Ze łzami w oczach, powiedziała, że chciała dokonać aborcji. Jak mówiła, dopiero w tym momencie dotarło do niej, że chce zabić dziecko, a nie usunąć zlepek komórek ze swojego ciała – opowiada. – Proboszcz tamtejszej parafii mówił później, że od lat nie było tyle spowiedzi dotyczących aborcji, jak właśnie po wystawie.

Mówienie prawdy

– Jestem za życiem, ale zapytano mnie dzisiaj, czy jestem prolajferem. Mnie to się brzmieniowo kojarzy bardzo z byciem „fighterem”. I coś w tym jest, bo po kursie uświadomiłem sobie, że nie wystarczy być wewnętrznie na „tak”, trzeba by było jeszcze coś zrobić – mówi Piotr Pasikowski, który w Kołobrzegu działa aktywnie organizując Marsz dla Życia. – Jesteśmy w Diakonii Życia i przyjechaliśmy na kurs trochę „na ślepo”, nie wiedząc, czego się spodziewać. I bardzo dobrze, że tu jesteśmy, bo dowiedzieliśmy się o kolejnych, konkretnych rzeczach, które możemy zrobić. Ja bardzo zapaliłam się do pomysłu pójścia do szkół, bo dzisiejsza młodzież zdaje się w ogóle tym tematem nie interesować – dodaje Kasia. Pomysł działania wśród młodych spodobał się też gimnazjalistkom, które uczestniczyły w kursie. – Chciałabym te filmy, które zobaczyliśmy: ukazujący życie od poczęcia do narodzin oraz ten o aborcji, pokazać swoim kolegom w szkole. To raczej nie jest temat, o którym rozmawialibyśmy na przerwach, a przecież jest ważny dla każdego, także dla nas – mówi Hania Telega. – Nie chodzi o to, żeby nimi wstrząsnąć, bo dzisiaj można różne wstrząsające rzeczy zobaczyć w telewizji czy w internecie, ale o to, żeby pokazać im prawdę – dodaje jej koleżanka Ania Szpakowska. Jak wyjaśniają organizatorzy udział w kursie nie musi od razu wiązać się z „wyjściem na ulicę”. Może być też pomocą dla wszystkich, którzy są „za”. Michał Kubera z Ustki o włączeniu się w działania Fundacji jeszcze nie myślał, ale i tak jest zadowolony, że dał się namówić narzeczonej na przyjazd do Koszalina. – Dostałem masę odpowiedzi na pytania, które często są stawiane w moim środowisku. Myślę, że będę teraz mógł lepiej przekonywać znajomych, którzy mają inne zdanie na temat życia – przyznaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama