Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jak groby pobielane

O prężeniu duchowych muskułów, czekaniu na zajączka i szukaniu pustyni z o. Januszem Jędryszkiem, pustelnikiem ze Świętej Góry Polanowskiej, rozmawia Karolina Pawłowska.

Karolina Pawłowska: Kościół w Wielkim Poście daje nam potrójne narzędzie: post, modlitwę i jałmużnę. Jak je dobrze wykorzystać?

O. Janusz Jędryszek OFM Conv: Niektórzy myślą, że to wytężanie wewnętrznych muskułów, taka duchowa kulturystyka. Nawrócić się to znaczy uwierzyć w to, co mówi słowo Boże. A to problem. Bo to, co słowo Boże mówi o Bogu jest skandaliczne, a tego, co mówi o człowieku wolelibyśmy nie słyszeć.

A co mówi?

Że wszyscy jesteśmy grzesznikami, złymi ludźmi. A odpowiedzią Boga na moją grzeszność jest darmowa miłość. Skandal! (śmiech) W konfrontacji ze słowem Bożym wychodzi cała prawda o człowieku. Tracisz całe dobre mniemanie o sobie. Patrzysz na Dekalog i myślisz: nikogo nie zabiłem, nie zdradziłem, nie okradłem. Ale Ewangelia stawia ci pytania: czy nie oskarżasz, czy nie osądzasz, nie zazdrościsz? Kościół daje nam też najpotężniejsze narzędzie: mękę Pana Jezusa. Nie po to, byśmy nad Nim płakali, tylko nad sobą. Krzyż cię pyta: czy masz taką miłość do Boga i człowieka jak Jezus? On ani na chwilę nie traci zaufania do Ojca. A my? Wystarczy, że coś pójdzie nie tak, od razu mamy pretensje do Pana Boga.

Post i jałmużna też demaskują?

Po co pościsz? Odmawiasz sobie, żeby pokazać, jaka silna jesteś? Żebyś mogła wpadać w pychę i patrzeć na tych maluczkich, którzy nie potrafią? Stary człowiek w tobie jest obłaskawiony jedzonkiem, piciem, wygodami, więc całkiem miły. Zadaj sobie jakieś umartwienie, od razu wyjdzie to, co masz w środku. Jesteś nerwowa, ustawiasz innych, wytrzymać z tobą nie można. Wyłażą demony. A jałmużna najlepiej demaskuje naszą idolatrię. Masz dać kosztem siebie, a ty się zastanawiasz, bo chcesz coś kupić, bo nie wiesz, czy ci starczy… czyli twoim życiem rządzi pieniądz, a nie Bóg.

Jestem zabójcą i złodziejem, nie mam w sobie miłości do Boga, chowam w sercu demony i wielbię pieniądz. Horror! Co teraz?

Wtedy przychodzi Jezus ze swoją Paschą. Jeżeli nie potraktuję Wielkiego Postu jako drogi ujrzenia swojej grzeszności, to na co będę czekał? Na jajeczko, na zajączka, na zastawiony stół? Nie po to Jezus umarł na krzyżu, żebyśmy mieli dodatkowe wolne w pracy oraz święconkę. Jeżeli nie widzę swojej grzeszności, to Jego ofiara mnie nie dotyczy. Jesteśmy jak groby pobielane. Słowo Boże, post i jałmużna ukazują ich zgniliznę. Ale jak wtedy pragnie się tej Paschy! Jak się szuka chrzcielnych źródeł, żeby się obmyć!

Ojciec mówi, że pustelnia jest dla trudniejszych egzemplarzy. Tu łatwiej pościć?

Jako dzieci specjalnej troski Pana Boga otrzymujemy odpowiednie warunki. (śmiech) Daje np. ciszę, żebyśmy lepiej słyszeli, że jesteśmy grzesznikami. Wśród ludzi słyszałem tylko pochwały, nie miałem się z czego nawracać.

Serio?

Gdy zostałem proboszczem w Darłowie, dla nawrócenia moich parafian (nie mnie przecież!) zaprosiłem wspólnotę neokatechumenalną. Wybieraliśmy się do bp. Jeża. Mieliśmy wyjechać o 9 rano. Dla mnie, wychowanego w kulcie punktualności, odpowiedzialności, porządku i dyscypliny (same godne pochwały cechy, prawda?) to znaczy za pięć dziewiąta. Czekam pod klasztorem i się gotuję. Do 9.30 zdążyłem ich wszystkich w sercu pozabijać. Jak w końcu przyszli, zrobiłem jatkę. A katechistka Ania tylko westchnęła: „Ech, ty stary kawalerze”. Wtedy mieli już chyba z ośmioro dzieci. Jak skończyła ubierać do wyjścia ostatnie, to mogła zaczynać od początku. I wtedy mnie olśniło. Ty chciałeś nawracać parafię? Ty, żyjący w idolatrii zegarka? I o co się awanturowałeś głównie? Że stracisz twarz przed biskupem? Na ołtarzu tego bożka złożyłem w sercu żywą ofiarę z tych ludzi… Dlatego Pan Bóg dał mi ciszę.

I samotność…

W samotności człowiek nie musi już prężyć się przed innymi. Zawsze starałem się nie wybuchać gniewem, aż się nadkwasoty nabawiłem. Na pustelni nie jest potrzebna projekcja wzorowego księdza. Jak się uderzyłem siekierą w kolano, to siarczyście zakląłem. Zrobiłem się gorszy na pustelni? Nie, teraz wyszła prawda o mnie. Pozytywny efekt tylko taki, że już nadkwasoty nie mam. (śmiech)

Nie każdemu dane wyjść na pustynię.

Dzisiejsze pustynie to ulice miast. Tłum cię nie podniesie, co najwyżej stratuje, więc jesteś sam. I pokusy też masz niemal na każdym kroku. W Wielkim Poście nie trzeba jeździć z rekolekcji na rekolekcje, szukać pustyni u karmelitanek, w Izraelu czy na Świętej Górze Polanowskiej. Wystarczy dobrze wykorzystać narzędzia, które daje nam Kościół.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama