Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ostatnia broń Hitlera

FÜhrer był pewny – ten film zmieni losy wojny. Z wykorzystaniem gwiazdorskiej obsady i nieograniczonych środków stworzył mit Kołobrzegu – niezdobytej twierdzy.

Po 69 latach od premiery obraz Veita Harlana wciąż znajduje się na indeksie filmów zakazanych. W rocznicę walk o zdobycie miasta kołobrzeżanie mieli rzadką okazję go obejrzeć.

Rozpętać burzę

Jest 1943 r. III Rzesza ponosi klęskę pod Stalingradem, porażką kończy się kampania w Afryce, ogromne straty przerywają wojnę podwodną na północnym Atlantyku. Alianci przygotowują się do otwarcia drugiego frontu na zachodzie lub południu Europy, coraz częściej ich samoloty bombardują niemieckie miasta. Minister propagandy Joseph Goebbels wpada na pomysł nakręcenia filmu, który podniesie naród na duchu. To ma być film gigant. Realizację wiekopomnego obrazu wskrzeszającego mit niezdobytej Festung Kolberg z okresu wojen napoleońskich, bronionej przez pruskich żołnierzy i dzielnych kołobrzeskich mieszczan, powierza Veitowi Harlanowi, reżyserowi znanemu m.in. z filmu „Żyd Süss”, uznawanego za jeden z najbardziej antysemickich filmów w historii. „Kolberg” miał mieć gwiazdorską obsadę i ogromny rozmach. Wystarczy powiedzieć, że był to pierwszy kolorowy film wyprodukowany w Niemczech. – Praca przy „Kolbergu” to było prawdziwe szaleństwo. Hitler i Goebbels byli tym filmem po prostu opętani – wspominał po wojnie Harlan.

Kluczowe było przesłanie

– W lutym 1943 r. Goebbels wezwał niemieckie społeczeństwo do wojny totalnej. Swoje wezwanie zakończył słowami: „Teraz narodzie powstań i pozwól rozpętać się burzy”. To zdanie pada zresztą w jednej ze scen filmu. Jego celem miało być pokazanie, że zjednoczony w ojczyźnie i na froncie naród potrafi przezwyciężyć każdego wroga – wyjaśnia dr Uwe Schröder, dyrektor Pommersches Landesmuseum w Greifswaldzie. Jego krótki wykład historyczny poprzedził kołobrzeską projekcję filmu. To niezbędny wymóg fundacji, która dysponuje propagandowymi filmami z okresu wojny. Po 69 latach od premiery film nadal znajduje się na indeksie obrazów zakazanych i jego oficjalne projekcje nie są częste, choć wcale nie tak trudno odnaleźć go w internecie. – Kiedy obejrzycie państwo film, z pewnością zadacie sobie pytanie: dlaczego Niemcy są tak przewrażliwieni na jego punkcie? Kontekst filmu można zrozumieć jedynie w odniesieniu do wydarzeń II wojny światowej z końca 1942 i początku 1943 r. „Kolberg” miał być bardzo ważnym narzędziem machiny propagandowej. Został wyprodukowany bez względu na koszty, materiały i ludzi – mówi o ostatnim propagandowym filmie III Rzeszy dr Schröder.

Megaprodukcja

– Zimowy krajobraz Kołobrzegu stworzono za pomocą ton soli, które przywiozło 100 wagonów kolejowych. Aby wiarygodnie przedstawić ostrzał artyleryjski, w okolicach Poczdamu zrekonstruowano część zabudowań Kołobrzegu, tylko po to, by je ostrzelać z dział i spalić. Ponieważ zdjęcia przerywały ciągłe naloty alianckie, dla aktorów zbudowano specjalne okopy. Zainscenizowano nawet zalanie pól otaczających miasto – Harlan nakazał spiętrzyć wody Parsęty. W scenach zbiorowych brało udział ok. 5 tys. żołnierzy i ok. 2–3 tys. koni. Nawet czołgiści byli wycofywani z frontu wschodniego, by statystować w filmie – przypomniał dr Uwe Schröder. Wszystko to pochłonęło astronomiczną kwotę blisko 9 mln marek (8 razy więcej niż inne ówczesne produkcje). Mocno spóźnioną premierę megaprodukcji (po usunięciu na rozkaz Goebbelsa większości scen pokazujących dramat ludności cywilnej) zaplanowano na 30 stycznia 1945 r. – w rocznicę dojścia do władzy narodowych socjalistów. Większość miast Rzeszy była zbombardowana, a kina zniszczone. „Kolberg” został wyświetlony jedynie w Berlinie i w okrążonej przez wojska alianckie twierdzy nad Atlantykiem La Rochelle, gdzie zrzucono go na spadochronie. Do miasta, którego bohaterską obronę opiewał, dotrzeć nie zdołał.

Dwie twierdze

Niespełna dwa miesiące później, 18 marca, po największej bitwie ulicznej stoczonej przez Wojsko Polskie, Kołobrzeg – od listopada 1944 r. na nowo ogłoszony twierdzą – został zdobyty. Krwawe walki o miasto trwały dwa tygodnie. – Pamiętam do dziś swąd spalenizny i spowijające wszystko dymy pożarów. Widać było tylko tyle, ile wiatr rozwiał. Wszystko płonęło – mówi Tadeusz Olszewski z Bytomia, jeden z kombatantów, który brał udział w historycznej wieczornicy z okazji 69. rocznicy walk o Kołobrzeg. – Byłem topografistą i zwiadowcą. W katedrze był punkt obserwacyjny. Trudno uwierzyć, ale chodziliśmy na wysokości chóru. Całą przestrzeń pod nami zajmowały gruzy. Samego miasta niewiele zobaczyłem. Zresztą zaraz zaczęło się wyliczanie: kogo już nie ma wśród żywych, kto z przyjaciół nie wrócił. A straty były ogromne. Ale za to zobaczyłem morze. Pierwszy raz w życiu. Zresztą jak większość z nas – wspomina. Projekcja filmu „Kolberg” oraz towarzysząca jej prezentacja archiwalnych zdjęć z marca 1945 r. ze zbiorów kołobrzeskiego Muzeum Oręża Polskiego były częścią tegorocznych obchodów rocznicy walk o Kołobrzeg i zaślubin z morzem. Oprócz rocznicowych uroczystości patriotycznych walki o miasto uczczono m.in. Rajdem Historycznych Pojazdów Wojskowych i Marszem Zaślubin.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama