Nowy numer 43/2020 Archiwum

Strofy z sąsiedztwa

Do tej pory pisali wyłącznie do szuflady albo z dedykacją na rodzinne uroczystości. Teraz, choć z lekkim onieśmieleniem, poeci ziemi gościńskiej podzielili się z sąsiadami tym, co im w duszy gra.

W niewielkim Gościnie, jednym z najmłodszych miast w Polsce, wydaje się, że na poetów urodzaj jest wyjątkowy. Za pióra łapią i emeryci, i nastolatki. Niektórzy nieśmiało dzielili się wierszowanymi próbkami na łamach lokalnej gazety, inni mieli już swoje publikacje, a jeszcze innym wystarczało zapisywane myśli na karteluszkach.

Zainspirowani przez gościńskiego włodarza, który obiecał sfinansować wydawnictwo, miejscowi poeci różnych profesji i temperamentów postanowili połączyć swe siły i wydali tomik wierszy „Z piórem przy kawie”. Mieszkańcy Gościna jako pierwsi zobaczyli publikację, w której znalazły się wiersze ich sąsiadów. Nie spodziewali się nawet, że tylu z nich ma zacięcie literackie. W antologii znalazły się wiersze 12 poetów z samego miasta i okolic. – Pierwsze wiersze pojawiały się nieśmiało „Głosie Gościna”, naszej lokalnej gazetce. A potem nastąpił prawdziwy wysyp poetów. Nie wiem, czy wzajemnie się natchnęli, czy po prostu się ośmielili. Prosiłem, żeby zdradzili tajemnicę swojego pisania, skąd bierze się natchnienie, bo może i ja bym spróbował? – śmieje się burmistrz Marian Sieradzki, choć już całkiem na poważnie słowa dotrzymał i książkę poetom wydał. – To z pewnością nie są zmarnowane pieniądze. I myślę, że to też nasz, miasta, obowiązek, żeby wspierać lokalnych twórców. Dzięki tej książce jestem pewien, że lepiej będzie się w Gościnie żyło nie tylko poetom – dodaje.

Dobry klimat

Piszą o uczuciach, o wspomnieniach, o marzeniach, ale i o tym, co widzą dookoła. Jak 16-letnia Viktoria Polikowska, miłośniczka książek fantasy i romansów, która w rymowane bajki zamienia podania i legendy pomorskie. A gdy brakuje odpowiednich źródeł – historie o sąsiadach układa sama lub razem z mamą. – Urodziłam się tutaj i tak naprawdę nie zdążyłam poznać innego miejsca. Tutaj się wychowałam, bawiłam, biegałam po lasach i polach. To miejsce znam najlepiej, więc o nim opowiadam – mówi Viktoria. Od dzieciństwa wsłuchiwała się w historie opowiadane przez mamę. Teraz zdarza się im pracować razem. – Wspólnie oglądamy świat, a przede wszystkim razem spędzamy czas. Czy to szukając odpowiedniego rymu, czy właściwego słowa. Viktoria coś opowiada, coś się jej przyśni. Potem każda pisze sama, a czasem łączymy wysiłki – przyznaje Marzena Polikowska. Jak mówi, pisanie jest silniejsze od nich obydwu. – Siedzi gdzieś w środku i człowiek musi. Czasem na serwetce, czasem na gazecie albo na recepcie, bo właśnie coś przyszło do głowy i może się jeszcze przyda – śmieje się. – Ludzie zaczepiają nas, pytają, czy to historia prawdziwa, czy zmyślona, czy same tę legendę wymyśliłyśmy, czy może już gdzieś została spisana? To miłe – opowiada pani Marzena i dodaje, że żeby odważyć się i podzielić się tym, co piszą, potrzeba dobrego klimatu. Takiego jak w Gościnie. – Nie znam lepszego miejsca do życia – śmieje się Marcin Pawlak, podinspektor ds. kultury i sportu w miejskim magistracie. Na co dzień pracuje w gościńskim Domu Kultury, który przed trzema laty przygarnął poetów pod swoje skrzydła. – Przez pięć lat studiów mieszkałem w dużym mieście, ale z żoną postanowiliśmy wrócić do naszej rodzinnej miejscowości. Tu się wychowaliśmy, mamy wielu znajomych i nie wyobrażamy sobie lepszego miejsca do życia. Może czasem brakuje tu anonimowości, ale za to jest tu dobry klimat, czego dowodem jest choćby to, że udało się wydać ten tomik – mówi pan Marcin.

Sąsiadom dla odwagi

– Dobrze się tu mieszka. Kochani ludzie, cisza, spokój – potwierdza Halina Cyngot, która – jak sama mówi – najpiękniejsze lata życia związała z Gościnem. I to właśnie gościniakom dedykuje swoje wiersze. Ewa Hnitecka też mieszka tu od dziecka. Pisze wiersze, bo to pomaga jej żyć. – Poetka? Powiedzmy, że tak – śmieje się nieco zakłopotana. Woli pisać niż mówić, choć efekty jej pracy do tej pory trafiały wyłącznie do szuflady. – Moja koleżanka Katarzyna Ryplewska wyciągnęła mnie z domu z tymi wierszami, kazała to wszystko czytać publicznie. Bałam się strasznie. Trema mało mnie nie pożarła. Przed wieczorem, na którym prezentowaliśmy antologię, cały tydzień bolał mnie żołądek. Ale myślę, że warto było się odważyć, bo wzruszenie było po obu stronach. My, że dzielimy się częścią naszej duszy, a nasi słuchacze, sąsiedzi, że mogą to z nami odkrywać – opowiada pełna jeszcze emocji po wieczorze autorskim, na którym poeci i ich przyjaciele prezentowali wybrane wiersze z antologii. Pani Ewa ma nadzieję, że to nie koniec artystycznych odkryć w Gościnie. – Nie wątpię w to, że jest tu jeszcze wielu ludzi, którzy piszą, ale też takich, którzy mają inne pasje artystyczne. Może dzięki tej książce też się odważą nimi podzielić? – zastanawia się.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama