GN 24/2018 Archiwum

Kryminalna Piła

Festiwal Kryminału. Miasto nad Gwdą przez trzy dni było stolicą zbrodni. Ta na szczęście pojawiała się niemal wyłącznie w wydaniu literackim.

W mieście, którego nazwa niemal sama sugeruje zbrodnię i w którym od lat kształcą się rzesze stróżów porządku po raz drugi odbył się Festiwal „Kryminalna Piła”.

Zbrodnia na ulicach

Piła, czerwiec 1982 r. Całe miasto podobnie jak reszta kraju z niecierpliwością oczekuje na mecz polskiej reprezentacji piłkarskiej, tymczasem na ul. Marchlewskiego znaleziono zwłoki. Według oficjalnej wersji to samobójstwo, ale czy na pewno? – Sprawdzimy, czy mamy w sobie żyłkę detektywistyczną – śmieje się Zuzia, uczennica Zespołu Szkół im. Stanisława Staszica, popularnie nazywanego „Naftą”. Razem z dwójką kolegów ze szkoły tworzą jedną z dziesięciu drużyn, które zgłosiły się do rozwikłania zagadki tegorocznej gry miejskiej przygotowanej w ramach „Kryminalnej Piły”. Zuzia to zwolenniczka dedukcji, fanka Sherlocka Holmesa. Adam woli Herkulesa Poirota, bohatera Agaty Christie. – Chociaż ostatnio wziąłem się za polskie kryminały. „Ręczna robota” Ryszarda Ćwirleja jest świetna! Sam bym czegoś takiego w życiu nie wymyślił – chwali pochodzącego z Piły autora kryminałów. Adam też próbuje swoich sił w pisarstwie. – Na razie są to opowiadania, ale może kiedyś… – zastanawia się. Tylko Majka, ostatnia ze składu drużyny „Nafty” przyznaje, że kryminały jej „nie kręcą”. – Ale lubię tajemnice i emocje – śmieje się, zakładając charakterystyczną festiwalową koszulkę – znak rozpoznawczy uczestników zabawy. Przez kilka godzin młodzi detektywi amatorzy podążali za fragmentem fabuły najnowszej książki Ryszarda Ćwirleja, szukając odpowiedzi na siedem złotych pytań kryminalistyki, które niosą rozwiązanie zbrodni. Przy okazji też poznawali historię swojego miasta, która, choć wcale nie tak odległa, okazała się jednak sporym wyzwaniem dla młodych pilan. – Potrzebowałyśmy pomocy dziadka, żeby zlokalizować budynek dawnego Komitetu Wojewódzkiego – przyznają ze śmiechem Aneta, Sara i Justyna z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3, które najlepiej wywiązały się z zadania i zwyciężyły w grze miejskiej.

Lepsze niż seriale

„Nafciarzom” niespecjalnie się poszczęściło, ale przyznają, że bawili się świetnie. – To jak zabawa w podchody, ale jeszcze z „klimatem”, o który organizatorzy zadbali. Kiedy na jednym z punktów musieliśmy odnaleźć informatora, naprawdę miałam wrażenie, że rozmawiam z „tajniakiem”, który boi się zdemaskowania – mówi pełna emocji Zuzia. Podczas zabawy nie tylko trzeba było wykazać się zdolnością dedukcji, ale także praktycznymi umiejętnościami. Zadbali o to wykładowcy z pilskiej Szkoły Policji, która razem z Regionalnym Centrum Kultury „Fabryka Emocji” są organizatorami Festiwalu. – To, co oglądacie w serialach kryminalnych to fikcja. Lepiej poczytajcie literaturę fachową, albo… kryminały dobrych autorów – przekonuje asp. sztab. Paweł Leśniewski, technik kryminalistyki, pomagając uczestnikom gry w ujawnianiu odbitek palców. – Sam wolę książki historyczne, ale mam też pokaźną biblioteczkę naszych autorów i przyznam, że z punktu widzenia policjanta większość z polskich kryminałów nie budzi zastrzeżeń. Z pewnością nie jest to dokładne odzwierciedlenie pracy policyjnej, bo ta książka musiałaby być znacznie bardziej opasła i – niestety – nudna, ale zbyt wielu błędów autorzy nie popełniają, bo rzetelnie się przygotowują – dodaje pan Paweł, któremu też zdarzało się być konsultantem kryminałów. – To najważniejsza część tej roboty. Zbieranie informacji, dowiadywanie się o szczegóły dotyczące np. siły rażenia wybuchu zabiera więcej czasu niż samo pisanie. To bardzo ważne, żeby autorzy uprawiający gatunek byli wiarygodni, trzeba dbać o detale – potwierdza Mariusz Czubaj, autor kryminałów, który też włączył się do zabawy i nierozpoznany przez nikogo odgrywał rolę technika kryminalistycznego.

Wejść w materię

– Na kwestiach ściśle kryminalistycznych chyba nie zdarzyło mi się potknąć, ale wpadki bywają. Pamiętam spotkanie autorskie w Opolu. Wstaje starszy pan i mówi: „Proszę pana, pisze pan, że w klubie piłkarskim Odra Opole w latach sześćdziesiątych w ataku grał Gajda. Otóż Gajda grał na obronie…”. Bardzo sobie chwalę takie sytuacje, bo to znaczy, że czytelnicy czytają nas bardzo uważnie. To drobiazgi, ale nie należy ich bagatelizować – przyznaje ze śmiechem Mariusz Czubaj. – Czytelnicy bywają niesamowici. Markowi Krajewskiemu podczas spotkania autorskiego, jeden z uczestników wytknął, że we wrześniu 1937 r. pociąg do Berlina, którym miał jechać bohater jego powieści, odchodził o zupełnie innej godzinie. Ktoś inny umieścił akcję powieści w Barcelonie, a czytelniczka na spotkaniu autorskim mówi: „świetnie opisane miejsce, wszystko jak trzeba, tylko tą ulicą jeździ tramwaj o zupełnie innym numerze…” – dodaje Leszek Koźmiński, który wymyślił „Kryminalną Piłę”. Zawodowo wykładowca w Szkole Policji i ekspert w dziedzinie kryminalistycznych badań dokumentów, z wykształcenia zaś także polonista, festiwalem połączył dwie pasje. – Jako policjant czasami się zżymam i autorom dostaje się ode mnie na blogu za absurdalne pomysły. Ale mogę się pochwalić, że niektórzy autorzy, zanim oddadzą książkę do druku, dają ją mnie do przeczytania. W posłowiu najnowszej książki Marcina Wrońskiego znajduje się także podziękowanie dla wykładowcy naszej szkoły Pawła Leśniewskiego, który konsultował ostatnią scenę powieści – mówi Leszek Koźmiński. – Ja jestem obsesyjna pod tym względem – nie ukrywa Katarzyna Bonda. – Pisanie kryminałów to ciężka, rzemieślnicza praca. Żeby być wiarygodnym dla czytelnika, trzeba samemu wejść w tę materię, dotknąć i poczuć samemu to, o czym się opowiada – dodaje wyciągając z kieszeni płaszcza łuskę – pamiątkę z wizyty na strzelnicy, którą dla goszczących w Pile pisarzy przygotowali policjanci. – Nawet samo potrzymanie „gnata” jest ważne. Moja bohaterka nowej serii, której premiera będzie w maju, Sasza Załuska, profilerka, w ogóle nie używa broni. Jej siłą jest psychologia śledcza. Ale zamierzam postawić ją w takiej sytuacji, kiedy będzie musiała użyć broni. Jak mam to napisać, jeśli nigdy sama nie strzelałam? Nie wiedziałam, że będą mi drżeć ręce. Dwa pierwsze strzały puściłam, ale reszta trafiła do celu – dodaje prezentując z dumą tarczę.

Zbrodnicze warsztaty

Festiwal „Kryminalna Piła” to przede wszystkim promocja literatury. – Przygotowaliśmy panele dyskusyjne z najlepszymi polskimi pisarzami kryminałów i dziennikarzami śledczymi, spektakl detektywistyczny dla najmłodszych, a także spotkania z fachowcami, interaktywną wystawę sprzętu i środków techniki kryminalistycznej czy wystawę plakatu – wylicza Ewa Kamińska z pilskiego RCK. Stawiających pierwsze kroki w pisaniu kryminałów zaproszono na warsztaty, które poprowadzili Katarzyna Bonda i Marcin Wroński, autor genialnej serii retrokryminałów. Niektórzy z uczestników to „recydywiści” warsztatowi, inni po raz pierwszy poddali się krytyce fachowców. Wprawdzie trzy dni to za mało, żeby nauczyć się pisać kryminały, ale zgodnie przyznawali, że praca pod okiem doświadczonych i uznanych autorów jest nie do przeceniania. – Zmuszam naszych „młodych kryminalistów”, jak ich pieszczotliwie określamy, do myślenia jak pisarze, nie jak czytelnicy. Pisarz musi widzieć szwy powieści. Książka to nie tylko narrator i dialogi bohaterów. Trzeba stworzyć klimat. W filmie pracuje nad tym kilkunastu specjalistów, od scenarzysty po kostiumologa, autor powieści musi zrobić to sam. Musi nauczyć się patrzeć i słuchać świata – mówi Katarzyna Bonda. – Kryminał, jak każda dobra literatura, to architektura. Na tych zajęciach uczyliśmy, jak zrobić jedną cegiełkę: napisać jedną scenę w taki sposób, by była zaskakująca, miała punkty zwrotne i wzbudzała emocje, po których będzie się chciało przeczytać kolejną sceną – dodaje Marcin Wroński.

Najlepszy kryminał miejski

Sam zabiera czytelników w sensacyjną podróż do przedwojennego Lublina, co jak przyznaje, wymusza na nim dodatkowy wysiłek poznania epoki, o której pisze. Nie tylko pod względem historycznych realiów. – Elementem warsztatu pisarza historycznego jest nie tylko wiedza pojmowana jako czytanie monografii historyków, to jest też czytanie dawnej prasy, łącznie z ogłoszeniami drobnymi, czytanie powieści z epoki czy oglądanie przedwojennych filmów. Wszystko po to, żeby zobaczyć, jak myśleli, czym zachwycali się, jak mówili tamci ludzie. Mówiąc szczerze, niespecjalnie lubię przedwojenne polskie filmy. Jako wielbiciela Quentina Tarantino średnio interesują mnie szlochy pani Smosarskiej, ale jako autor kryminałów dziejących się w tej epoce muszę wiedzieć, dlaczego wzruszały tamtą publiczność – opowiada o swojej pracy. – Język kryminału jest prosty, codzienny, dobry do czytania. Większość ludzi, sięgając po książkę po zaganianym dniu, oczekuje od niej wytchnienia. Był czas, kiedy kryminały uważano za literaturę drugiej kategorii. Tymczasem nasze rodzime produkcje to powieści naprawdę dobrze napisane i nie ograniczające się wyłącznie do zabawy logicznej – zauważa Leszek Koźmiński. Jak dodaje, polscy autorzy mają sporą szansę zawojować świat i wyprzeć swoich skandynawskich kolegów po piórze. – Całkiem niedawno sugerował to „New York Times” i oby tak się stało. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Jasne, że powstają też kiepskie powieści kiepskich autorów, ale jest wiele powieści dobrych i niemało bardzo dobrych – potwierdza Marcin Wroński, zdobywca przyznanej po raz pierwszy w Pile nagrody za najlepszą powieść kryminalną 2013 roku, rozgrywającą się w przestrzeni miejskiej. Jury nagrodziło piąty tom z serii powieści o komisarzu Zygmuncie „Zydze” Maciejewskim pt. „Pogrom w przyszły wtorek”. Dodatkową nagrodę przyznał komendant Szkoły Policji w Pile za najciekawszy artystycznie i etycznie rozważny literacki obraz postaci policjanta. Otrzymał ją Wojciech Chmielarz za powieść „Farma lalek”. W czasie festiwalu rozstrzygnięto również konkurs na propozycję okładki książki kryminalnej. Zdobyła ją Katarzyna Kordylewicz, znana w Pile miłośniczka i animatorka fotografii.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma