GN 38/2020 Archiwum

Święty na wyciągnięcie ręki

Na rynku wydawniczym pojawił się właśnie „Modlitewnik za wstawiennictwem świętego Jana Pawła II”. Jednym z jego autorów jest ks. Henryk Romanik, biblista, poeta, proboszcz nadmorskiej parafii w Osiekach.

Karolina Pawłowska: To nie jest pierwsza poetycka przygoda z Janem Pawłem II. Już wcześniej zapraszał Ksiądz do wspólnej wędrówki modlitewnej śladami papieża.

Ks. Henryk Romanik: Zaczęło się od „Modlitwy na Dzień Ostatni”, bardzo osobistego tekstu, który powstał w pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Kard. Franciszek Macharski podpowiedział mi wówczas stworzenie modlitewnika. Ukazał się on rok później. Potem powstały „Rekolekcje”, program duchowego przygotowania do beatyfikacji Jana Pawła II, z modlitwami, z tematami do rozważań. Jest tam też prywatna „beatyfikacja” kard. Ignacego Jeża, który „spotkał się” 16 października, w niebie, nad Rzymem ze swoim przyjacielem Janem Pawłem II. Zaraz po tym zostałem zaproszony do udziału w periodyku „Totus Tuus”, który Biuro Postulacji w Rzymie wydawało w paru językach.

Teraz znalazł się Ksiądz w doborowym towarzystwie autorów, m.in. bp. Józefa Zawitkowskiego czy bp. Grzegorza Rysia.

To jest jakaś przygoda, że spotykają się bardzo różni ludzie: biskup emeryt, poeta czy też młody biskup od ewangelizacji z Krakowa, w pewnym sensie duchowy wychowanek kard. Karola Wojtyły. Każdy z nich idzie swoją drogą, tyle że w tym samym kierunku. To pokazuje, że dla różnych ludzi: hierarchów, duchownych, świeckich, wędrowanie po śladach Jana Pawła II coś znaczy. Uczestniczymy w czymś bardzo dużym i dzielimy się tym.

Ksiądz bardzo mocno akcentuje motyw ojcostwa Jana Pawła II.

Przez kilkadziesiąt lat jego pontyfikatu starałem się go poznawać coraz lepiej, wsłuchiwać się w to, co mówił. Uczyłem się od niego, co to znaczy być księdzem. Wielokrotnie dostrzegałem potrzebę „promowania” tego papieskiego ojcostwa. Mężom, ojcom, kapłanom potrzeba wzorca w budowaniu solidnego fundamentu dla żon, dzieci, wspólnot. Cechą, którą należy w tym ojcostwie podkreślać, jest obecność. Nie da się korespondencyjnie być ojcem. Jeśli zabraknie bliskości, relacji, ideologia ojcostwa szybciutko się roztrwoni. W tym charyzmacie świętego ojcostwa pojawia się też wdzięczne słowo „Wujek”, wybrzmiewające w relacjach Jana Pawła II z młodzieżą. Jest w nim jakaś serdeczność, której tak potrzeba dzisiaj. Wujek, nie ten od prezentów, ale ten, który jest obecny na nartach, na kajakach, podczas wędrówki.

Swoimi tekstami zaprasza Ksiądz właśnie do bycia blisko świętego, do traktowania go nie jako kogoś z piedestału, ale kogoś bardzo bliskiego w świętych obcowaniu.

W naszej parafii w Osiekach mamy relikwie Jana Pawła II. Kiedy usłyszałem o kradzieży relikwii z włoskiego kościoła, pojawiła się myśl, że trzeba te nasze jakoś zabezpieczyć. Jakiś sejf, kraty w oknach, szyba pancerna. A z drugiej strony myśl: zaraz, to myśmy po to prosili o relikwie, żeby teraz je po szafach chować? W tej chwili te relikwie papieskie wędrują od rodziny do rodziny, zapraszane do domów. Ludzie się zbierają, zapalają świeczkę, kładą biały obrus, zapraszają sąsiadów i goszczą u siebie świętego. I modlą się razem. Jedni odmawiają Różaniec, inni koronkę, a jeszcze inni milczą i płaczą. Po prostu są ze świętym.

Kanonizacja jest dla nas wyzwaniem?

Trzeba zadać sobie pytanie, czy to jest „niebiański celebryta”, czy święty orędownik. Jak przełoży się dla nas sens chrześcijańskiego kultu świętych: narodził się dla nieba i może wypraszać dla mnie łaski u Pana Boga. Taki sposób przeżywania świętości Jana Pawła II zakłada osobistą wiarę: w Boga, w niebo, w świętych obcowanie, w żywot wieczny. W momencie, kiedy mówimy o kanonizacji, budowaniu kościołów i ołtarzy, którym będzie patronować, rodzi się potrzeba postawienia pytania bardzo osobistego: jakim świętym jest dla mnie Jan Paweł II, w jakich sprawach go przywołuję, prosząc o wstawiennictwo? Czy go naśladuję? To też pytanie o moją świętość. Inaczej mówiąc, czy moja szczera miłość do Jana Pawła II spotyka się z życiem.

Przed nami wielkie wydarzenie. Ksiądz często podkreśla, że można je dobrze przeżyć, nie tylko będąc na watykańskim placu. Jak to zrobić?

Tylko garsteczka z nas będzie mogła uczestniczyć w tym wielkim wydarzeniu w Rzymie. Można jednak wybrać się na Górę Chełmską, do katedry koszalińskiej, do kościoła Świętego Ducha, do naszego seminarium, na zegrzańskie lotnisko – do miejsc, gdzie fizycznie był obecny i gdzie się modlił Jan Paweł II. Ale też do Karlina nad Parsętę i nad Radew, zajrzeć nad Jezioro Krępskie, przypomnieć sobie o kajakach. On też tam na nas czeka, tam też można odkrywać jego świętość. Wędrówka po jego śladach tej wiosny także może być czasem wielkiego dziękczynienia. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama