Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jak nasi wzięli most

– Powstanie wielkopolskie to jeden z nielicznych zwycięskich zrywów w historii Polski, a wydaje się, że mało kto poza historykami o nim chce pamiętać – mówi Damian Tadych, pilski rekonstruktor.

Mundury z epoki, biało-czerwone kotyliony przyczepione do czapek powstańców, artyleryjski ostrzał, a nawet polowy lazaret – wszystko to mogli obejrzeć pilanie, którzy przybyli do parku nad Gwdą. W ramach Europejskiej Nocy Muzeów rekonstruktorzy ze Stowarzyszenia Historyczno-Fortyfikacyjnego „Przedmoście Piła” zabrali ich w podróż w czasie do wydarzeń sprzed blisko wieku.

– Chcieliśmy pokazać w tym roku coś innego niż dotąd. Publiczność mogła być już nieco znużona II wojną światową, a i dla nas, rekonstruktorów, to coś nowego – wyjaśnia Damian Tadych, reżyser inscenizacji. Specjalizują się głównie w II wojnie światowej, choć sięgają w swoich inscenizacjach także do czasów nieco późniejszych. Powstaniem wielkopolskim zajęli się po raz pierwszy. Przywołali jeden z powstańczych epizodów, który rozgrywał się nieopodal Piły – spalenie mostu na Noteci pod Białośliwiem.

– Jest to jedna z licznych potyczek, bardzo dobrze opisana. Zdobywając most, ppor. Maksymilian Bartsch zastosował fortel. Powstańcy przebrali się za pruskich żołnierzy, udając oddział niedobitków, który chce się przedostać przez most w kierunku Piły. To była noc z 11 na 12 stycznia 1919 r., padał deszcz. Wozem i rowerami podjechali pod most i rozbroili posterunek pruski. Mieli trochę problemów z podpaleniem mostu z powodu deszczu, ale w końcu im się to udało – opowiada Damian Tadych. Żeby uatrakcyjnić widowisko, rekonstruktorzy nieco zmienili historię. Most pod Białośliwiem zdobyto bez jednego wystrzału, tu zaś strzałów padło sporo, huczała także sprowadzona na potrzeby inscenizacji armata. Licznie przybyła publiczność z zainteresowaniem śledziła przebieg wydarzeń rozgrywających się po drugiej stronie rzeki. Nie przeszkodził nawet padający momentami deszcz.

– Przyznaję się szczerze, że nie wiedziałam nic o tych wydarzeniach. Możliwe, że w szkole była mowa o powstaniu wielkopolskim, ale wiadomo, że to wpada jednym uchem, a wypada drugim. O tym, że takie ciekawe rzeczy działy się tuż obok, nie miałam pojęcia – przyznaje jedna z kobiet obserwujących inscenizację. – Myślę, że wśród mieszkańców Piły i okolic powstanie wielkopolskie jest nieco zapomniane, a szkoda. Ostatnio jednak to się zmienia, chociaż uważam, że to ciągle za mało. To w końcu jedno z nielicznych zwycięskich naszych powstań, a w tym roku przypada jego 95. rocznica – dodaje Damian Tadych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama