GN 24/2018 Archiwum

Brat Paweł od roweru

Starsi koszalinianie pamiętają jeszcze uśmiechniętego rowerzystę we franciszkańskim habicie, który na swojej czarnej damce przemierzał ulice miasta. O br. Pawle Sokalskim przypomnieli ostatnio koszalińscy miłośnicy dwóch kółek.

Kilkunastoosobowa grupa rowerzystów wybrała się na rajd po śladach zakonnika, który stał się w mieście już niemal legendą. – Znał go chyba cały Koszalin. Jak jechał, kłaniał się, pozdrawiał, machał ręką i… zdarzało mu się łamać przepisy. Kierowcy nieraz na niego narzekali, bo ciasne ulice, świateł nie było, a on z uśmiechem wyjeżdżał zza winkla – wspomina ze śmiechem Mieczysław Szocik, który przyjechał na rajd z grupą dzieci z pobliskiego Świeszyna.

– Jednał sobie ludzi. Jak ktoś z nim chwilę porozmawiał, to już całym sercem był za nim. Ale i on swojej pomocy nie odmawiał nikomu, kto się do niego zwrócił – opowiada pan Mietek. Br. Paweł w zakonie przeżył równo 60 lat, z czego połowę spędził w Koszalinie. To on stworzył ruchomą szopkę w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, a cukierkami z wypchanych kieszeni jednał sobie dzieci. – Pomyślałem, że warto byłoby poprzypominać rowerową historię Koszalina i jego rowerzystów. Kilka lat temu opowiedziałem koledze o tym, że przed laty widywałem rowerzystę w habicie. A on mi na to: przecież to brat Paweł! – mówi Leszek Ratuszyński, koszaliński rowerzysta.

Razem z przyjaciółmi z Koszalińskiego Stowarzyszenia „Roweria” zaprosił do odwiedzenia miejsc związanych z br. Pawłem. Była wizyta w klasztorze i w więzieniu, w którym pracował, odwiedziny franciszkańskiej kwatery na cmentarzu, a także spotkanie z rodziną państwa Sokalskich w Popowie i Parnowie, dokąd jeździł na maślankę i bułkę. – Dokąd trafiał, tam zaraz tworzył grupy ministranckie. Tak samo było w Koszalinie. Powstała grupa franciszkańskich gwardzistów, a potem orkiestra, która działa do dziś – opowiada o. Janusz Wejman. W Gdańsku był w ministranckiej grupie, nad którą pieczę sprawował br. Paweł.

Potem spotkali się ponownie już w koszalińskim klasztorze. – Oprócz słynnego roweru miał też syrenkę, a przecież zakonnikom prywatnych samochodów posiadać nie wolno. Jeden z ojców z Kołobrzegu miał trabanta i zawsze tłumaczył, że Pan Jezus powiedział: „nie gromadźcie skarbów, które rdzewieją albo niszczą je mole”. A trabanta ani rdza, ani mole nie ruszą. Więc machnięto ręką też na Pawłową syrenkę – wspomina ze śmiechem. – Syrenka została sprzedana już dawno, zaginęła damka brata Pawła, ale za to udało nam się odnaleźć drewniany rowerek, własnoręcznie zrobiony przez zakonnika – demonstruje dzieło franciszkanina Józef Sprutta, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina, który od lat bada miejskie historie i przywołuje z przeszłości osoby ważne dla miasta i ciekawe. – Warto opowiadać takie historie. Kto wie, może brat Paweł będzie patronować koszalińskim rowerzystom? – dodaje z uśmiechem.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Koszalinianka
    09.07.2015 16:52
    Br. Paweł był bratem mojej babci do dziś go wspominamy :) pozdrawiam
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma