Nowy numer 25/2018 Archiwum

Kiedy wybiła Godzina „W”

Codzienny gwar sierpniowego popołudnia nagle przecięły pierwsze strzały i krzyki rozbiegających się ludzi. Potem koszalinianie zaczęli budować barykadę.

Raczej nie zastanawiałam się nad tym, co znaczy data 1 sierpnia – przyznaje jedna z uczestniczek zamieszania na ulicy Dworcowej, podając rekonstruktorom kolejną płytę chodnikową. – Wrażenie jest niesamowite, poczułam się, jakbym naprawdę miała wziąć udział w powstaniu. – Właśnie o to nam chodziło – cieszy się Zbigniew Izraelski, prezes Bałtyckiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Perun”, które zaprosiło mieszkańców Koszalina do nieco innego niż zazwyczaj uczczenia rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Inscenizację poprzedziła trzydniowa akcja informacyjna.

Przełom w życiu

– Harcerze, przebrani za ludność cywilną okupowanej Warszawy, jeździli autobusami, rozdając ulotki i śpiewając powstańcze piosenki. Oni doskonale się bawili, a mieszkańcy miasta mogli się przygotować do udziału w obchodach – opowiada Z. Izraelski. „Akcja propagandowa” przyniosła efekty. Chyba jeszcze nigdy tak wielu z nich nie uczestniczyło w patriotycznym zgromadzeniu, które poprzedziło inscenizację. – To świetny sposób na uczenie się historii – przyznają Karol i Oliwia, koszalińscy harcerze, którzy noszone zwykle na taką okoliczność mundury zamienili na stroje z epoki. – My o powstaniu dowiadujemy się z książek, bo nawet nasi dziadkowie okres wojenny znają wyłącznie z opowiadań. Żeby przygotować się do „powstania”, szukaliśmy informacji w źródłach i podpytywaliśmy, co nosiło się w okupowanej stolicy, a potem przekopywaliśmy sklepy z używaną odzieżą – mówią, przyznając ze śmiechem, że była to niezła zabawa. Całkiem poważnie jednak dodają, że rocznica powstania ma dla nich znaczenie. – Chcemy oddać hołd tym, którzy walczyli, i opowiadać o nich jak największej liczbie ludzi – deklarują. – Już same przygotowania i próba wystylizowania się na lata 40. ubiegłego wieku były bardzo zajmujące, a dzięki podpowiedziom udało mi się chyba dość dobrze wcielić w młodą warszawiankę – śmieje się Alicja Napieralska, poprawiając zawadiacko berecik. Przyznaje jednak, że i dla niej to nie tylko zabawa. – Pierwszy raz obchodzę rocznicę powstania i to jest przełom w moim życiu, bo poczułam, że to powinna być dla nas wszystkich ważna data. Nie wiem, czy dzisiaj młodych byłoby stać na takie poświęcenie. Chyba nie byliby do tego zdolni – konkluduje ze smutkiem 19-latka.

Także nad morzem

Tuż przed godz. 17 długą serią zaterkotał karabin maszynowy w nadmorskich Dąbkach. Zdezorientowanych i nieco przestraszonych dymem zasnuwającym główną ulicę wczasowiczów w miejscu zatrzymało przeciągłe wycie syren. – Ludzie stanęli razem z nami na środku ulicy, a kiedy zaśpiewaliśmy „Jeszcze Polska nie zginęła”, naprawdę trudno było powstrzymać łzy wzruszenia. Dzisiaj książka to za mało, żeby opowiadać o historii. Żeby nią zainteresować, trzeba pozwolić jej dotknąć. Mam nadzieję, że nasza akcja skłoni, zwłaszcza młodych ludzi, do głębszego szukania informacji – mówi Mirosław Piekarski z Grupy „Moto Military”, który po raz drugi zorganizował w Dąbkach takie obchody powstańczej rocznicy. Razem z przyjaciółmi rekonstruktorami przygotowali miniwystawę oraz zaprosili do wspólnego śpiewania. – To świetny sposób na mówienie o powstaniu. Może mniej patetyczny niż pod pomnikami, ale na pewno nie mniej wzruszający – zauważa Piotr Wierzbicki, który z zapałem przyłączył się do „powstańców” śpiewających jedną z zakazanych piosenek. Wtórują mu żona Ania i córka Wiktoria. – To smutne, ale wiele osób nie miało pojęcia, dlaczego wyją syreny. Były zdziwione – kiwa głową pani Ania. Wypoczywający nad morzem łodzianie przyjęli z miłym zaskoczeniem akcję w Dąbkach. – My interesujemy się historią. Od wielu lat w wakacje objeżdżamy ważne historycznie miejsca na Wybrzeżu, żeby poznać przeszłość nie tylko z książek. Dlatego bardzo ucieszyliśmy się, że nie tylko w dużych miastach pamięta się o tak ważnej dacie – mówią. Cieszyli się też sami warszawiacy wypoczywający nad morzem. – Nie spodziewaliśmy się, że tutaj, nad morzem, także będziemy mogli uczcić powstanie. Tym bardziej że znamy rodzinne opowieści o tych wydarzeniach, więc była to bardzo wzruszająca chwila – dzielą się wrażeniami Kasia i Paweł Makłowiczowie, którzy przyszli obejrzeć wystawę razem z dziećmi. – Myślę, że młodzi tak naprawdę niewiele wiedzą o powstaniu i nie zastanawiają się nad tym, co zdarzyło się wtedy w Warszawie – przyznaje Karolina Lewko, która powstańcze zamieszanie obserwowała zza lady kawiarni. – Dużo się teraz mówi o tym, czy powstanie miało sens, czy było potrzebne. Ja staram się nie oceniać, raczej pamiętać o bohaterach. Mimo przewagi wroga, stanęli do walki o dobro. Jestem z nich dumna. I jestem pewna, że większość Polaków także dzisiaj byłaby zdolna do poświęceń – mówi optymistycznie. – To też ważne dla nas, rekonstruktorów, którzy wkładamy mundury podczas inscenizacji, odgrzebujemy historię. Udziałem w takich akcjach pokazujemy nasz patriotyzm, mówimy, że zdarzyło się coś ważnego, o czym nie wolno nam zapomnieć – dodaje Grzegorz Łowkiewicz z Towarzystwa Historycznego „Pancerni 39”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma