Nowy numer 42/2020 Archiwum

Doszli do celu!

32. Diecezjalna Piesza Pielgrzymka do Częstochowy dotarła do jasnogórskiego klasztoru w środę 13 sierpnia ok. godz. 9.

Doszli do celu!   Bp Edward Dajczak wita pielgrzymów na Jasnej Górze Łukasz Krukowski Pielgrzymów przywitał na błoniach bp Edward Dajczak. Pasterz diecezji spotkał się z uczestnikami pielgrzymki także dzień wcześniej na tzw. Przeprośnej Górce, gdzie przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię.

1 sierpnia w Skrzatuszu na pielgrzymi szlak wyruszyło 8 grup, w sumie niespełna 400 osób. W Częstochowie pielgrzymów z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej było już prawie 450.

- To fenomen, który obserwujemy od jakiegoś czasu. Pielgrzymka z dnia na dzień się rozrasta. Dzisiaj są takie czasy, że ludziom trudno jest wygospodarować kilkanaście dni na pielgrzymkę. Chcą jednak wziąć w niej udział chociaż częściowo, dlatego decydują się dojechać w trakcie. Niekiedy księża przywożą pielgrzymów ze swoich parafii i też sami idą z nami kilka dni, w miarę możliwości czasowych. Ludzie cieszą się, że mogą poczuć klimat pielgrzymki choć przez parę dni - mówi ks. Piotr Kozłowski, odpowiedzialny z służbę medyczną oraz główny kwatermistrz.

- Na pogodę nie mogliśmy narzekać. Może były ze trzy dni, kiedy porządnie nas zmoczyło, ale generalnie było słonecznie, wręcz upalnie. Obyło się też bez poważniejszych problemów zdrowotnych - relacjonuje ks. Kozłowski.

Jak podkreślają uczestnicy pielgrzymki, wędrówka do Częstochowy jest okazją, żeby doświadczyć niesamowitej życzliwości ludzi, którzy przyjmują ich po drodze. - Ukłon należy się tutaj wiernym i duszpasterzom z parafii, przez które przechodziliśmy. Spotykaliśmy się z wielką otwartością. Fakt, że grupy nie są tak liczne, jak przed laty, kiedy powodowało to problemy z noclegami. Śmiejemy się czasem, że dzisiaj możemy wręcz mówić o "pielgrzymce domowej", bo prawie zawsze pielgrzymi śpią u ludzi w domach. Nie ma z tym problemów - mówi ks. Kozłowski.   

- Szłam w tym roku po raz pierwszy i już wiem, że pójdę za rok. Wejście do Częstochowy to jest uczucie nie do opisania. Wielu ludzi płacze. Czułam naprawdę wielką radość, że dałam radę, że doszłam. Kiedy klęczałam w Kaplicy Cudownego Obrazu, co trwało przecież zaledwie 5 minut, zapomniałam na chwilę o wszystkim, że coś bolało, że nie było łatwo. Byłam po prostu szczęśliwa. Miałam też szczególną intencję, z którą szłam i to mnie też trzymało - dzieli się Magda Wszółkowska, 16-latka z Ustki, która szła z Grupą 5 (Słupsk).

Doszli do celu!   Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę 2014 ks. Marcin Gajowniczek Henryk Chrzanowski, 63-latek ze Złocieńca, szedł już czwarty raz, tym razem z Grupą 3 (Świdwin). - Niosłem nie tylko swoje intencje, ale też rodziny, znajomych, sąsiadów. Kiedy było ciężko, myślałem o tych wszystkich intencjach, w których szedłem i od razu robiło mi się lżej. Ale muszę przyznać, że generalnie w tym roku szło mi się wyjątkowo dobrze. Po dłuższym czasie, kiedy nie mogłem przystąpić do spowiedzi ze względu na pobyt za granicą, wyspowiadałem się. Bardzo się z tego cieszę, bo znów mogłem przyjąć Komunię świętą.

Tegoroczna pielgrzymka odbywała się pod hasłem: "Wierzę w Syna Bożego" zgodnie z tematem całego roku duszpasterskiego. Konferencje na każdy dzień pielgrzymowania przygotował ks. Wacław Grądalski, ojciec duchowny w koszalińskim seminarium.

Także w tym roku zawiązała się tzw. "Grupa Złota", składająca się z pielgrzymów duchowych, towarzyszących modlitwą i ofiarą pątnikom na trasie. Członkowie tej grupy to osoby chore lub te, które z innych powodów nie mogły fizycznie wybrać się w drogę.

W ramach przynależności do "Grupy Złotej" osoby te zobowiązały się do codziennego odmawiania przynajmniej jednej tajemnicy Różańca, a także specjalnej modlitwy pielgrzyma. Na czas pielgrzymki podjęły też jakieś postanowienie. W tym roku do takiej formy pielgrzymowania przystąpiło oficjalnie ok. 800 osób.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama