Nowy numer 44/2020 Archiwum

Cuda się nie przedawniają

Gdy wędrowcy w habitach stanęli przed osiecką świątynią i zrzucili plecaki, dla mieszkańców byli jak znak. Po pięciu wiekach pielgrzymi znów przybyli nad morze, by szukać sanktuarium Krwawiącej Hostii.

O cudzie z Osiek dzisiaj niewielu pamięta. Jak chce legenda wszystko miało zacząć się od dumnej szlachcianki, której nie spodobało się, że przed ołtarzem uklęknęła obok niej prosta chłopka. Pchnęła kobietę tak mocno, że ta potrąciła też księdza, któremu z rąk wypadła Hostia. Kiedy kapłan podniósł Najświętszy Sakrament z ziemi, zauważył na nim krople krwi. Z największą czcią przeniósł go do tabernakulum. Szlachcianka postanowiła odkupić swoje winy, ale zmarła w pokutnej drodze do Rzymu.

Tymczasem wieść o cudzie eucharystycznym szybko się rozeszła. Przez ponad 100 lat do Osiek ściągały tłumy pielgrzymów. Kres kultu żywej Hostii nastąpił z chwilą, gdy na Pomorzu zapanował protestantyzm. Potrzeba było pięciu wieków i… Wikipedii, żeby pątnicy przywędrowali tu znowu. – Szukaliśmy jakiegoś celu pielgrzymki w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. W internecie znaleźliśmy niewielką informację o Osiekach i postanowiliśmy tam pójść. Tak naprawdę dopiero w drodze odkrywaliśmy, dokąd zmierzamy – opowiada dk Krzysztof Ośko, jeden z czwórki dominikanów – pielgrzymów, którzy 11 dni wędrowali nad morze z Szamocina. – Droga przybliżała nad do tego miejsca geograficznie, ale i duchowo – dodaje zakonnik. – Jeszcze pierwsi kronikarze luterańscy wzmiankują, że lud pamięta pieśni i legendę o krwawiącej Hostii. Być może w archiwach niemieckich albo watykańskich są dokumenty dotyczące sporów kompetencyjnych czy podatków, w których można odnaleźć ślady sanktuarium, ale to prace dla badaczy na lata – mówi ks. Henryk Romanik, proboszcz osieckiej wspólnoty. Jako diecezjalny konserwator zabytków i poeta podpowiada, by zamiast dokumentów czytać kamienie. – Znawcy architektury średniowiecznej mówią, że w małej wsi na skraju świata ogromny kościół nie powstaje dla garstki mieszkającej tu społeczności wiejskiej czy dla jaśnie państwa ze dworu – zauważa. – To było zbudowane po coś i dla kogoś – kiwa głową, stojąc w malutkim prezbiterium, do którego dobudowana została czteroprzęsłowa, trójnawowa dalsza część świątyni. Z pokolenia na pokolenia jednak pamięć o krwawiącej Hostii stopniowo się zacierała. – Dzisiaj kto chce, ten wie. I zatrzymuje się w Osiekach, przyklęknie przed ołtarzem, pomodli się. Bo cuda się nie przedawniają – uśmiecha się ks. Henryk i zaprasza do okrywania na nowo nadmorskiego sanktuarium.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama