Nowy numer 43/2020 Archiwum

Krokodyla z wakacji nie przywoź

Zwykły pluszowy miś. Nic, tylko złapać go w ramiona i przytulić. Rzuca jednak dziwny cień: diabła z rogami. Nad nim napis: „Celnicy widzą więcej”.

Takim plakatem szczecińska Izba Celna reklamowała wystawę CITES, skierowaną do uczniów szkół podstawowych z Koszalina. Okazy prezentowane na wystawie to tzw. zakazane pamiątki, skonfiskowane polskim turystom powracającym z egzotycznych wakacji. Wszystkie wykonane są ze zwierząt i roślin zagrożonych wyginięciem. Obrót i handel nimi jest zabroniony przepisami Konwencji Waszyngtońskiej CITES. – Do czasu wstąpienia do Unii Europejskiej służba celna była obecna wyłącznie na granicach – powiedział rzecznik prasowy Izby Celnej w Szczecinie Michał Szadokierski. – Teraz jesteśmy w każdym województwie, prowadząc 16 Izb Celnych. Od czasu zejścia z granic jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za cło, ale i za inne podatki, np. za akcyzę. A także za uświadamianie Polaków, gdzie są nie tylko te geograficzne granice, ale i granice prawa. Stąd pomysł na wystawę CITES. – Kiedy ludzie patrzą na misia, widzą tylko pluszową zabawkę – tłumaczy grupie pierwszaków Anna Markowska, koordynator ds. CITES. – Celnicy widzą więcej. Celnik patrzy na misia i szuka za nim złego cienia. Jeżeli widzi zły cień, to ten towar zabiera. Anna Markowska jest przekonana, że skuteczniej jest edukować maluchy, bo dorośli tym tematem zbyt często się nie interesują. – Choć prawo chroniące zagrożone gatunki obowiązuje w Polsce od 20 lat, ludzie nadal nie wiedzą, co przewożą w swoich walizkach. A potem są zdumieni, że ich wymarzone wakacje kończą się przed prokuratorem – mówi celniczka. Dzieci podchodzą do długiego stolika, na którym wyłożone są eksponaty, zarekwirowane w naszym województwie. Średnio są zaciekawione butami, paskami i portfelami ze skóry węża dusiciela czy torebkami z krokodyla. Większe zainteresowanie wzbudzają pokaźnych rozmiarów koralowiec, muszle i kolce jeżozwierza. Furorę robi skóra pumy z głową i paszczą rozwartą tak, że mieści się w niej dziecięca ręka.

Niektóre pierwszaki próbują wepchnąć między kły własny policzek. – Pierwszą karą za przewóz zagrożonego gatunku jest konfiskata. Najczęściej to wtedy turysta dowiaduje się, że popełnił przestępstwo. Mieliśmy przypadek, kiedy mężczyzna miał w walizce wypchanego krokodyla. Był zdziwiony, gdy mu go odebrano. Tłumaczył, że chciał żonie zrobić niespodziankę: umieścić krokodyla w przydomowej fontannie. Kiedy się dowiedział, że przyłożył rękę do tego, że ten gatunek może wyginąć na ziemi, niezależnie od sprawy karnej miał wielkie wyrzuty sumienia. Było mu naprawdę wstyd – wspomina koordynatorka wystawy.

Szansa dla Polek

Żadna celniczka nie włożyłaby butów z wężowej skóry. Z podniesioną głową woli nosić podróbki. Ale funkcjonariuszki Służby Celnej nie muszą się martwić o niemodny wygląd. Mają jeden z najpiękniejszych mundurów w Polsce. Zielona marynarka i spódniczka, koszula koloru mięty, szary sznur i twarzowa czapka z wywiniętym rondem. Trudno o bardziej gustowny strój do pracy. Tak wygląda Marta Figlak ze szczecińskiej Izby Celnej. Stoi na baczność w swoim pododdziale na placu Zwycięstwa w Koszalinie. Jest jedną spośród ok. 200 celników, dla których wojewódzkie obchody Dnia Służby Celnej były okazją do odbioru wyróżnień, awansów i medali. – Wcale nie marzyłam o zawodzie mundurowym. Chciałam być archeologiem – przyznaje po zakończonym apelu. Dziś przekopuje się przez stosy dokumentów, dotyczących zarządzania ryzykiem. I nie żałuje, że 14 lat temu zdecydowała się na pracę celnika. – To jest świetny zawód dla kobiety, bardzo rozwojowy. Mam to szczęście, że realizuję się w międzynarodowych grupach projektowych, zwłaszcza w Unii Europejskiej. Dla Polek to duża szansa, ponieważ w odróżnieniu od innych krajów, gdzie wśród celników przeważają mężczyźni, w Polsce podejmuje się tej pracy wiele kobiet i to z sukcesami – mówi.

Pierwsza pani generał

Polskie służby mundurowe, nie tylko te celne, od niedawna mogą poszczycić się pierwszą panią generał. Jest nią Lidia Mołodecka, dyrektor Izby Celnej w Szczecinie. Wcześniej były w Polsce kobiety w stopniu generała, ale tylko w stanie spoczynku, ta jest pierwszą w służbie czynnej. Toteż celnicy mają naprawdę wielki powód do radości. Cieszy się też sama pani generał: – Jestem dumna, że moja praca, ale też praca całej zachodniopomorskiej Izby Celnej, została tak wysoko oceniona – powiedziała. – Ale wiem też, jak wielkie jest to zobowiązanie. Awans na tak wysoki stopień służbowy to nie tylko awans kompetencyjny, lecz także wyróżnienie za umiejętność podnoszenia kwalifikacji ludzi, z którymi pracuję. Ta nominacja to zapewne przetarcie szlaków dla kolejnych kobiet, które mogłyby w przyszłości tak wysoko awansować. Marta Figlak uważa, że byłoby to z korzyścią dla wszystkich struktur. – Kobiety wnoszą do służby łagodniejsze podejście. Jest dla nich naturalne to, co mężczyznom przychodzi trudniej: empatia, patrzenie przez pryzmat drugiej osoby, mniej formalizmu, oczywiście nie w egzekwowaniu przepisów, ale w sposobie podejścia do człowieka. Kiedy 6 lat temu Lidia Mołodecka została dyrektorem szczecińskiej Izby Celnej, zastanawiała się, jaki sposób kierowania 862 funkcjonariuszami wybrać. – Czy wnikać w każdą sytuację życiową mojego pracownika? Tak zaczynałam. Ale okazało się to niezwykle trudne. Choć bardzo się starałam, nie mogę o sobie powiedzieć, że zawsze dawałam radę. A jednak mimo wszystko… empatia, empatia zawsze – mówi z przekonaniem. – Zależy mi, byśmy byli grupą zawodową, która się wspiera. Dla mnie ważna jest zawodowa przyjaźń.

Bój się, szara strefo!

Trudno zobaczyć ich na ulicach. – Staramy się być prawie niewidzialni – mówi rzecznik M. Szadokierski. – Dla legalnie działających przedsiębiorców staramy się być ułatwieniem biznesu, obsługiwać wszystko drogą elektroniczną. Natomiast dla szarej strefy… mamy tzw. grupy mobilne, czyli przeszkolonych funkcjonariuszy, z bronią i środkami bezpośredniego przymusu. I jeśli trzeba, to działamy. Dlatego ta praca bywa niebezpieczna. Jednak w większości przypadków bycie celnikiem nie wymaga aż takiej odwagi. Wystarczy mieć poczucie związania z Polską, przywiązanie do tradycji i wykształcenie kierunkowe, np. prawnicze lub ekonomiczne. – Są u nas także informatycy, kadrowcy, pijarowcy, cały przekrój. Ale można też wykorzystać własne pasje. Niektórzy kochają samochody, inni łodzie; ci mogą znaleźć ciekawą pracę w grupach mobilnych – mówi M. Szadokierski, który sam zaczynał pracę celnika w morskiej grupie mobilnej. – Bardzo ważne są komunikatywność, empatia, ponieważ wyjście do ludzi jest naszym podstawowym zadaniem. Przecież pracujemy z ludźmi, a bez środowiska przedsiębiorców byśmy nie istnieli. Tegoroczny Dzień Służby Celnej obchodzono w Koszalinie, choć to Szczecin jest siedzibą Wojewódzkiej Izby Celnej. Powodem była 10. rocznica powstania Urzędu Celnego w Koszalinie oraz 10. rocznica wstąpienia Polski do struktur Unii Europejskiej. Uroczystości rozpoczęły się Mszą św. w koszalińskiej katedrze pod przewodnictwem bp. Edwarda Dajczaka, a zakończyły na placu Zwycięstwa uroczystym apelem i defiladą orkiestry wojskowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama