Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ksiądz to nie gotowy produkt

O formacji do kapłaństwa, która właściwie nigdy się nie kończy, z rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Koszalinie ks. dr. Wojciechem Wójtowiczem rozmawia ks. Wojciech Parfianowicz.

Ks. Wojciech Parfianowicz: Podobno w skali całego kraju liczba kleryków, którzy zgłosili się w tym roku do seminariów, zwiększyła się o 3 proc., a w seminariach zakonnych nawet o 18 proc. Jak to rozumieć wobec tego, co w mediach mówi się o kapłaństwie?

Ks. Wojciech Wójtowicz: To jest właśnie przedziwne działanie Ducha Świętego, którego nie jesteśmy w stanie ostatecznie wyjaśnić. Mamy wprawdzie do czynienia z nagonką na Kościół i demograficznym niżem, jednak kandydatów jest więcej, co świadczy też o pewnej nowej płodności Kościoła w Polsce. Inicjatywy ewangelizacyjne, ruchy kościelne, które żyją wzmożoną działalnością i modlitwą, to wszystko zaczyna owocować.

Jednak w naszej diecezji już tak pięknie nie jest…

W sumie mamy 48 alumnów. Wśród nich jest 11, którzy zgłosili się na tzw. rok propedeutyczny. Spędzą go w Szczecinku. W Szczecinie zgłosiło się o dwóch kandydatów więcej niż u nas, a w Paradyżu aż o pięciu. W innych diecezjach w Polsce wygląda to różnie. Niektóre zanotowały wzrost, inne spadek. Trudno podać proste powody tych wahań. Ale o pewne rzeczy warto pytać. Ciekawe jest np. to, że wśród 11 nowych alumnów aż 4 pochodzi z Koszalina i 1 z podkoszalińskiego Kretomina. Zatem prawie połowa nowych kandydatów przyszła z jednego dekanatu.

Kim są klerycy, którzy przychodzą do seminarium? Czy są to jednostki wybitne, elita, czy ludzie, którzy na dobre studia nie dostali się, więc pozostało im... kapłaństwo? Praca w końcu zapewniona…

Nasi kandydaci odzwierciedlają cały przekrój społeczeństwa. Reprezentują polską młodzież. Kończą różne szkoły, niektórzy lepsze, inni gorsze. Coraz większa ich liczba pochodzi z rozbitych, czy wręcz dysfunkcyjnych rodzin. Tym, co ich wyróżnia, jest może aspekt religijny. Choć tutaj też są różnice. Są tacy, którzy angażowali się w różne ruchy, i tacy, którzy nie byli nigdzie. Pan Bóg powołał ich gdzieś z kościelnej ławki. Grupą rodzącą ciągle wiele powołań są ministranci. Jeśli zaś chodzi o motywację, to być może u dzisiejszych kandydatów jest ona nawet głębsza niż kiedyś. Jeszcze kilkanaście lat temu człowiek idący do seminarium wchodził w środowisko, które nie było naznaczone taką kontestacją jak dzisiaj.

Jakiego kapłana potrzebuje ten kontestujący Kościół świat?

Wizja papieża Franciszka, który mówi o Kościele jako o szpitalu polowym, odzwierciedla rzeczywistość. Coraz więcej ludzi cierpi w różnych wymiarach: duchowym, ludzkim, z powodu trudów życia, zaburzenia relacji, braku nadziei. Potrzeba więc dziś księdza, który potrafi służyć nierzadko poranionemu człowieczeństwu. Współczesny kapłan musi mieć łatwość nawiązywania relacji i szczególną wrażliwość w stosunku do człowieka obarczonego cierpieniem. Ludzie oczekują od księdza, żeby był świadkiem miłości, miłości artykułowanej na różne sposoby, poczynając od serdeczności, życzliwości i zrozumienia.

Czy do tego potrzebny jest celibat? Czy on nie sprawia, że ksiądz właśnie żyje w oddaleniu od problemów zwykłych ludzi?

Dobrze przeżywany celibat daje poczucie szczęścia i spełnienia samemu księdzu, daje mu również możliwość zachowania serca bardziej wolnego i gotowego do ofiary dla Kościoła i drugiego człowieka. W formacji do celibatu trzeba ukazywać jego piękno, ale także bardzo realnie mówić o ciężarze tej drogi. Dzisiaj jest to chyba trudniejsze niż kiedyś. Duże znaczenie ma tutaj kultura internetu i łatwo dostępnej w nim pornografii. Badania pokazują, że jest to poważny problem wśród młodzieży. Kiedyś młodzi ludzie takiego obciążenia nie mieli. To przestrzeń do pracy, a często nawet terapii.

Czy 6-letnia formacja w odosobnieniu nie wyobcowuje z rzeczywistości? Czy klerycy są gotowi, żeby być pasterzami-sanitariuszami w szpitalu polowym, o którym mówi Franciszek?

To nie jest tak, że kleryk nie zna życia. Jest wiele praktyk. Klerycy są w hospicjum, w poprawczaku, w schronisku św. Brata Alberta, w Domu Miłosierdzia. Biorą też udział w rekolekcjach dla małżeństw z dziećmi, aby zetknąć się z problemami rodzin. Model formacji, który najpierw umożliwia nabranie dystansu do świata, by zdobywać umiejętności duszpasterskie. Rok propedeutyczny i pierwsze trzy lata to wejście w ciszę, w studium, w pracę nad sobą. Ale od IV roku następuje stopniowe wyjście do świata. Każdy alumn uczestniczy też przynajmniej dwa razy w praktykach związanych z nową ewangelizacją, czyli jedzie na Przystanek Jezus, ewangelizację nadmorską, wioskową czy na Przystań z Jezusem.

Jacy więc ludzie wychodzą z naszego seminarium?

Neoprezbiter to ktoś, kto wychodzi z pełnią władzy kapłańskiej, ale święcenia są ponownym otwarciem, a nie zakończeniem formacji. Wiele zależy od tego, kogo młody ksiądz spotka w parafii. Ważne, żeby w kapłanach i wiernych znalazł oparcie, życzliwość, a jeśli będzie trzeba, także podpowiedź, że robi źle. Wobec księdza też trzeba nieraz zastosować zasadę upomnienia braterskiego. Każdy ksiądz musi być gotowy do przyjęcia tego w pokorze. Z jednej strony jestem pasterzem, ale też chrześcijaninem, który musi wzrastać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama