Nowy numer 42/2020 Archiwum

Misjonarz bez habitu

Światowy Dzień Misyjny. Choć świeckich misjonarzy jest w Polsce coraz więcej, w naszej diecezji o nich cicho. Stąd spotkania z misjami. „Jak się daje, to też się otrzymuje” – mówi s. Krzysztofa z Góry Chełmskiej. Ziarno przyszłego misjonarza trzeba najpierw zasiać.

Jedno w peruwiańskiej czapce, drugie w hawajskim naszyjniku z kwiatów, trzecie z indiańskim pióropuszem na głowie. Dzieciaki ziarnami zbóż napełniają marakasy. Nieważne, że puszka rezonansowa to nie wydrążony orzech, lecz plastikowa butelka, ważne, żeby instrument grzechotał. Aby oddać serce misjom, trzeba je najpierw dotknąć, poczuć, usłyszeć. Na przykład na warsztacie misyjnym na Górze Chełmskiej. – To miejsce nie jest bez znaczenia, ponieważ na Górę Chełmską przybywali pierwsi misjonarze tych ziem – wyjaśnia s. Krzysztofa. – Dlatego i my musimy włączyć się w Światowy Dzień Misyjny. Zaprosiłyśmy misjonarkę i przygotowałyśmy spotkanie z misjami.

Z Pawonkowa do Peru

Zofia Sokołowska jechała ze Śląska na Górę Chełmską całą noc. Niby daleko, ale jest zaprawiona – przez pięć lat była świecką misjonarką w Peru. – Zaczęło się od tego, że kiedyś do mojego Pawonkowa zajechał ksiądz, który pracował w Peru. Po tym spotkaniu zaczęła we mnie kiełkować myśl: a może i ja kiedyś… Rosła i rosła, więc zaczęłam uczyć się języka hiszpańskiego, którym porozumiewają się Peruwiańczycy. Po studiach zgłosiłam się na kurs formacji misyjnej. I w końcu wyjechałam – mówi z uśmiechem pani Zofia.

Pracowała w domu dziecka jako nauczycielka religii, przygotowywała dzieci i dorosłych do Komunii i chrztu św., odwiedzała rodziny, które były w trudnej sytuacji socjalnej, więzienia, szpitale. – Chciałabym tam wrócić. Z misjami jest podobnie jak z małżeństwem: kiedy kobieta spotka właściwego mężczyznę, nie chce szukać dalej. Ja tak właśnie czułam się na misji w Peru, czułam, że to jest moje miejsce – powiedziała misjonarka.

Worki i rycerze

Przed kościołem św. Wojciecha w Koszalinie stoi sznur ogromnych worków, a przy nich rycerze Kolumba: Krzysztof Skurzyński, Waldemar Stępniak, Miłosz Janczewski, Jakub Florek. Przez całą Niedzielę Misyjną zbierają makulaturę przynoszoną przez parafian. Rycerz Bartosz Ilecki kontroluje, czy jego 9-letni Wojtek i 6-letni Piotrek odpowiednio składają kartony przed wrzuceniem ich do wora. Ściemnia się, dzwoni żona pana Bartosza. – Nie martw się o chłopaków, jest ciepło. Zresztą za pół godziny kończymy – uspokaja ją mąż. Rycerze Kolumba zbierają na misje, a konkretnie na studnię w Sudanie. Kiedy dowiedzieli się, że ludzie z tamtych terenów muszą kilometrami wędrować po wodę, zakasali rękawy i wzięli się do roboty. Ale zamiast kopać Sudańczykom studnię, zaczęli zbierać na nią pieniądze, gromadząc makulaturę. Wciągnęli w to parafian i widzą, jak ta odległa studnia jednoczy wszystkich. – To jest zaczyn. Zrobić coś z niczego, bo przecież taki papier każdy zazwyczaj wyrzuca, to daje poczucie, że razem możemy wiele – mówi B. Ilecki.

Akademik w Kongo

Barbara i Marcin Łapińscy ze Wspólnoty Emmanuel nigdy nie szykowali się do wyjazdu na misje. Jednak dwa lata temu zostali zaproszeni do udziału w misji przyjaciółki ze wspólnoty, Julii Wieczorek. – Julka została posłana do Konga przez Fidesco, fundację naszej wspólnoty. Poprosiła o modlitwę i wsparcie finansowe na cały czas jej pobytu w Afryce. W ten sposób zaprosiła nas do udziału w swojej misji. Przedyskutowaliśmy to i zdecydowaliśmy, że damy radę wygospodarować w naszym miesięcznym budżecie sumę, którą będziemy regularnie wpłacać na jej misyjne konto – mówi B. Łapińska. Julia pracuje w akademiku, który Fidesco udostępnia młodym studentkom. Jest to ważna pomoc, dlatego że młode kobiety w Kongu narażone są na wiele niebezpieczeństw ze strony mężczyzn, z prostytucją włącznie. Julia i inni wolontariusze zapewniają mieszkankom bezpieczeństwo oraz formację chrześcijańską. – Trzy razy w roku otrzymujemy szczegółowe raporty misyjne od Julii, co aktualnie wydarzyło się na jej misji. Wiemy, że niedawno doprowadzono prąd do całego budynku oraz że Julia zajmuje się biblioteką i pracownią informatyczną – mówi B. Łapińska.

Jeden na jednego

Zofia Sokołowska, choć niekiedy pracuje w pojedynkę, uważa, że najskuteczniej działa się w grupie. – Kiedy pracują razem: ksiądz, siostra zakonna i świecki, wtedy łatwiej jest pomagać. Nie ze wszystkimi sprawami ludzie chcą pójść do księdza. Młodym łatwiej było przyjść do mnie na rozmowę np. o zakochaniu. Przy takiej okazji mogłam wpleść parę słów o Bogu, pokazać inną perspektywę. Zauważyłam, że najskuteczniejszą ewangelizacją jest spotkanie osobiste: spacer, przypadkowa rozmowa, choćby i w sklepie. Jeden na jednego. Nie od razu udaje się łatwo nawiązać dobry kontakt. – Misje uczą pokory – mówi misjonarka. – Już w pierwszych tygodniach w Peru musiałam nauczyć się nie gorszyć zachowaniem tubylców, patrzeć na nich przez pryzmat ich kultury, tego, co ich ukształtowało. W Limie spotykałam na ulicy młodego bezdomnego, który siedział zawsze w tym samym miejscu. Był brudny, niechlujny, miał długie posklejane włosy. Ludzie przynosili mu jedzenie, ale nie od wszystkich brał, niektóre pakunki zostawiał. Chciałam mu jakoś pomóc i także zaczęłam mu przynosić żywność. Dziwne, bo nigdy mi nie odmówił. Pewnego razu zobaczyłam go idącego ulicą. Nagle spojrzałam na niego w inny sposób. „To przecież Pan Jezus!”, przeleciało mi przez myśl. Przed Wielkanocą chciałam mu sprawić prezent i zaniosłam mu czyste ubranie. Trudno opisać radość, jaką przeżyłam, gdy zobaczyłam że „mój Jezus” siedzi tam, gdzie zwykle, ale przebrany w te nowe, czyste rzeczy.

Misjonarz pod własnym dachem

Wsparciem nie mniej ważnym od finansowego jest to duchowe. Barbara i Marcin razem z całą Wspólnotą Emmanuel modlą się za Julię i innych misjonarzy Fidesco. Wspólnota propaguje ideę misjonarstwa świeckiego poprzez spotkania, weekendy oraz wakacyjne warsztaty. Ale wysłać na misje swoją modlitwę i pieniądze to za mało. Państwo Łapińscy są przekonani, że i oni sami powinni głosić Chrystusa – w pracy, na ulicy, a nawet we własnym domu. – Niedawno nawet usłyszeliśmy, że misją dla męża jest jego żona, a dla żony jej mąż – mówi z uśmiechem pani Barbara. Rycerze Kolumba również przekonują, że nie trzeba koniecznie wyjeżdżać daleko ani nawet tworzyć wielkiego zaplecza misyjnego, żeby pomóc misjom. – Nasza akcja makulaturowa ma ten plus, że jest bardzo prosta – mówi B. Ilecki. – Trzeba nawiązać kontakt z firmą zajmującą się skupem makulatury. Firma przywozi kontenery lub wielkie worki na wskazane miejsce, a po akcji je zabiera i waży. Naszym zadaniem jest zebranie tej makulatury. Musimy stanąć w niedzielę pod kościołem, gdy ludzie przychodzą na Mszę. No i poprosić proboszcza, żeby ogłosił to tydzień wcześniej. To jest ich czwarta zbiórka, więc parafianie chętnie przynoszą makulaturę, nawet ją specjalnie zbierają. Rycerze chcieliby rozciągnąć akcję na inne parafie w Koszalinie, bo studnia jest droga, jej koszt to ok. 20 tys., a jedna zbiórka to zarobek kilkuset złotych. Ale są cierpliwi. Zanim coś wzrośnie, trzeba siać. Siostry szensztackie sieją wysoko na Górze. Zaczynają od dzieci, bo czym skorupka za młodu… Spotkanie z misjonarką, ubraną w kushmę, strój Indian Yanesha, wystawa o misjach, film, warsztaty plastyczne. A do tego ciasto i kiełbaska z grilla. Jest ciepła październikowa niedziela. Dzieciaki łapią s. Krzysztofę za habit. – Możemy nazbierać dla siostry buczynę? – podpytują. – Pewnie, że możecie. To też będzie na misje.

Jak zostać misjonarzem

Osoba świecka może wyjechać na misje po formacji w różnych ośrodkach w Polsce. Są to m.in.: • Centrum Formacji Misyjnej – kandydat powinien mieć 24–40 lat, rekomendację proboszcza i co najmniej kilkumiesięczny wolontariat w kraju misyjnym lub na Wschodzie, ewentualnie roczne przygotowanie we własnej diecezji. Następnie odbywa kilkumiesięczny kurs w CFM, po którym biskup diecezjalny posyła go na ustaloną misję. Więcej: www.cmf1.home.pl. • Salezjański Ośrodek Misyjny – wolontariusze po rocznej formacji wyjeżdżają na misje, na których pracują salezjanie. Mogą to być misje trzymiesięczne (dla osób w wieku 18–35 lat) lub roczne (21–35 lat). Pracują głównie z dziećmi i młodzieżą, są nauczycielami, pedagogami, wychowawcami, budują szkoły, przedszkola i internaty. Więcej na www.misje.salezjanie.pl. • Fidesco – wolontariuszami mogą być osoby samotne, małżeństwa i całe rodziny. Kandydaci muszą mieć ukończoną edukację akademicką lub zawodową i co najmniej 21 lat. Po 9-miesięcznej formacji (dwa spotkania weekendowe i dwie sesje) wyjeżdżają na dwuletnie projekty misyjne, zawsze w kilkuosobowych zespołach. Pracują w następujących dziedzinach: służba zdrowia, edukacja, zarządzanie, rolnictwo, praca socjalna, zawody techniczne i rzemiosło. Więcej na: www.fidesco.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama