Nowy numer 39/2020 Archiwum

Przeszczep się przyjął

Były jak martwe, kiedy Andrzej Kowalewski pochylił się nad nimi. Długo trwało, zanim nabrały powietrza. Cud? Nie, transplantacja organów. Piszczałkowych.

Mieszkańcy któregoś z niemieckich kościołów nie chcieli już słuchać 19-głosowych organów. Ks. Krzysztof Kowal, misjonarz pracujący na Kamczatce, chciał je mieć u siebie, więc na początek przewiózł je z Niemiec do Garnków pod Częstochową. Ostatecznie nie udało się ich zainstalować w Rosji, ale podobnego „przeszczepu” potrzebował kościół pw. NSPJ w Białogardzie. – Nie sądziłem, że będzie nas na nie stać. Ale ks. Kowal powiedział: „Są twoje, za darmo”. Było mnóstwo logistyki, papierkowej roboty, ale w końcu dotarły do nas – mówi proboszcz ks. Jan Gardulski.

Tir zamiast karetki

Któregoś czerwcowego dnia przyjechał tir. 10 mężczyzn wzięło się do wyładunku skrzyń o długości kościelnych ławek. Cały instrument, prócz stołu gry, rozłożony był na części. Niestety, podczas transportu wiele piszczałek spłaszczyło się.

– Są wykonane z miękkiego metalu i kiedy to zobaczyłem, miałem łzy w oczach. Zastanawiałem się, jak organmistrz zdoła to naprawić. Ale pan Andrzej ma złote ręce, udało się. Grają pięknie, są widoczne z dołu kościoła w całym prospekcie i nie widać, w jakim stanie do nas dotarły – opowiada organista Paweł Mielcarek. Z początkiem lipca przyjechał „chirurg” – organmistrz z Braniewa Andrzej Kowalewski. Nie miał instrukcji, nie wiedział, jak instrument wyglądał pierwotnie. – Trzeba było wszystkie skrzynie wyciągnąć, rozpakować, poselekcjonować i na tej podstawie złożyć w całość – wylicza P. Mielcarek, który, mimo że grał na wielu organach na świecie, dopiero w Białogardzie miał okazję zobaczyć, jak organy piszczałkowe otrzymują nowe życie.

Kłopoty z narządem

Całe wakacje organmistrz instalował, naprawiał uszkodzenia, projektował organy na nowo. – Jest to instrument średniej wielkości, na 19 głosów, a każdy głos to jakby osobny muzyk w orkiestrze. Są flety, obój, puzon, mikstura. Są 3 głosy językowe, które dodają potęgi. Są głosy mieszane, gdzie na 1 klawisz grają 4 piszczałki, tak jakby pod ręką organisty odezwała się naraz grupa muzyków – tłumaczy A. Kowalewski. Chwali organy za brzmienie. – Można na nich zagrać muzykę począwszy od renesansowej, poprzez barokową, aż do współczesnej – zapewnia. W sierpniu wystąpiły problemy z przeszczepem. Zaginął istotny narząd, czyli wentylator. Po wielu poszukiwaniach zamówiono nowy u niemieckiego producenta. – Czekaliśmy niecierpliwie. Cała parafia żyła budową organów. Z tygodnia na tydzień ubywało skrzyń wciąganych na chór, toteż parafianie widzieli na bieżąco postępy prac. Dopytywali, kiedy będą skończone, kiedy będą mogli je usłyszeć, wspierali na duchu i finansowo. Ale prace trwały do samego końca, jeszcze w dniu koncertu odbyło się ostatnie strojenie. I nie ukrywam: strzegliśmy brzmienia organów przed uszami parafian. Chcieliśmy, żeby to wszystko z całą mocą wybrzmiało na samą inaugurację – opowiada proboszcz Gardulski.

Pierwsze oznaki życia

Kiedy tylko bp Krzysztof Zadarko poświęcił nowe organy, za klawiaturą zasiadł kompozytor, organista i dyrygent Mirosław Gałęski z Akademii Muzycznej w Poznaniu. Towarzyszyła mu trójka muzyków – organista Marcin Gałęski i oboiści Michał i Renata Gałęscy. – Chcę rozpocząć koncert utworem, który pokaże sprawność i możliwości brzmieniowe tego instrumentu. Gdy więc zabrzmiała „Toccata d-moll” Jana Sebastiana Bacha – z całą potęgą dolnego brzmienia, z całą delikatnością mikstur, trąb i obojów – nad głowami słuchaczy przesuwał się niczym hologram obraz niespotykanych tutaj emocji, tak charakterystyczny dla kompozytora. Repertuar sięgał od muzyki barokowej po współczesną. Był fragment „Obrazków z wystawy” Modesta Musorgskiego, był temat muzyczny z filmu „Misja” Ennia Morricone, były „Ave Maria” w kilku wersjach, włącznie z autorską. Parafianie zastygli w bezruchu. Ze zdumieniem i niemal obawą łowili uchem te puzony, oboje, fleciki, jakby ten jeszcze nie dość przyjęty przeszczep miano znowu wyrwać z chóru i przewieźć w kolejne miejsce.

Będą żyć 100 lat

– Organy elektronowe w liturgii to kiepskie zastępstwo. Natomiast piszczałkowe mają ten niezwykły przywilej pociągania wiernych ku górze, ku niebu. To żywy instrument, całkiem inne brzmienie. Magia głosów labialnych i językowych – zachwyca się muzyk. Ma świadomość, że wygrał los na loterii. – Będę miał teraz pole do popisu na 19-głosowym instrumencie. Jaki tu jest przepiękny ośmiostopowy obój...! Ludzie już zaczynają lepiej śpiewać – zachwyca się organista. Takiego skarbu nie zamyka się przed światem. Parafia ma zamiar już w przyszłym roku uczestniczyć w festiwalu organowym, zaprosić na specjalne koncerty chóry polonijne. – Organy piszczałkowe dostały drugie życie. Zostały dokładnie przejrzane, wyczyszczone. Jeśli nie będą narażone na kataklizm w formie przeciekającego dachu lub wielkiej suszy, to posłużą parafii... – organmistrz Kowalewski pozornie liczy w myślach, a tak naprawdę jest pewien – posłużą 100 lat. A nawet więcej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama