Nowy numer 43/2020 Archiwum

Głosić życie i nadzieję

Dziesięć ekip ewangelizacyjnych wyruszyło do wiejskich parafii, żeby mieszkańcom najmniejszych wspólnot głosić Dobrą Nowinę. To praktyczne wprowadzenie do mającego się rozpocząć w czwartek w Skrzatuszu III Kongresu Nowej Ewangelizacji.

- W naszej diecezji od lat prowadzimy systematyczną ewangelizację środowisk wiejskich i udało nam się wypracować metody, które przynoszą widoczne owoce. Chodzi przede wszystkim o docieranie do miejsc, w których ludzie potrzebują obudzenia w wierze, doświadczenia spotkania z Bogiem Żywym, rozmów o wierze, a także dodania odwagi i nadziei – wyjaśnia ks. Radosław Siwiński, który koordynuję akcję.

Grupy ewangelizatorów od 9 lat wyruszają w lecie na tereny wiejskie, głównie popeegerowskie pomagając pracującym tam duszpasterzom. W parafii spędzają tydzień odwiedzając mieszkańców wszystkich miejscowości należących do wspólnoty parafialnej, bawiąc się z dziećmi, rozmawiając z dorosłymi i zapraszając do wspólnej modlitwy w kościele.

W tym roku akcja ewangelizowania środowisk wiejskich odbywa się w maju, poprzedza bowiem mający się rozpocząć w czwartek w sakrzatuskim sanktuarium III Kongres Nowej Ewangelizacji.

Ekipy ewangelizatorów dotarły dzisiaj do 10 parafii na południu diecezji. Dla parafian z podwałeckich Rudek to pierwsze zetknięcie z taką formą ewangelizowania.

- Wśród części parafian taki pomysł wzbudził lekkie zaniepokojenie i nieufność. Nigdy wcześniej się z taką formą głoszenia nie spotkali więc dopytywali się, na czym ma to polegać: jak to chodzić po domach? I to w dodatku świeccy? – przyznaje ks. Edward Strojek, proboszcz parafii pw. św. Wawrzyńca w Rudkach.

- Takie chodzenie od drzwi do drzwi kojarzyło im się raczej ze Świadkami Jehowy, a nie z ewangelizatorami Kościoła katolickiego. Tłumaczyłem cierpliwie, że Apostołowie też chodzili do ludzi do domów i głosili im Jezusa, więc niech oni nie chowają się po domach wyglądając zza firanek tylko otworzą drzwi ewangelizatorom – dodaje ze śmiechem duszpasterz.

Ks. Edward nie ukrywa, że dla proboszcza niewielkiej wspólnoty wizyta ewangelizatorów jest nieocenioną pomocą duszpasterską.

– Kiedy jeden tylko jeden ksiądz w parafii, który musi dotrzeć do pięciu miejscowości, zadbać o życie sakramentalne mieszkańców, do tego dochodzą jeszcze sprawy związane z remontami kościołów, to czasu na ewangelizowanie, a nawet na rozmowę o sprawach wiary czy podtrzymanie na duchu zostaje niewiele. Taka pomoc z zewnątrz z pewnością wyda dobre owoce – zauważa.

- Będziemy odwiedzać ludzi w domach, chodzić od drzwi do drzwi i rozmawiać z nimi nie tylko o Panu Bogu, ale też o tym, co ich boli, co im doskwiera i zapraszać do wspólnej modlitwy. Będziemy odwiedzać też szkoły i dzielić się z najmłodszymi radością spotkania Jezusa, radością wiary, która nie jest ciężarem do dźwigania, ale czymś najpiękniejszym w życiu. To dla nas także okazja, żeby ewangelizować siebie i uczyć się, jak współpracować z Bożym Duchem – mówi ks. Robert Stwora.

- Wieś jest wdzięcznym terenem do ewangelizowania. Ludzie tutaj są bardziej otwarci niż w mieście, łatwiej złapać z nimi kontakt, oczywiście wtedy, kiedy są wcześniej przygotowani na to spotkanie, wiedzą, że są posłani przez swojego proboszcza. W mieście ludzie są bardziej anonimowi, zamknięci w czterech ścianach i mniej chętnie otwierają drzwi przed ewangelizatorami – zauważa duszpasterz.

W Rudkach posługiwać będą członkowie Szkoły Nowej Ewangelizacji ze Słupska. Na razie z duszpasterzem przyjechało ich dwoje.

- Św. Paweł mówi, że każdy jest powołany do ewangelizowania i każdy ma ten dar. Trzeba go w sobie odkrywać. Pewnie znalazłoby się kilka pomysłów na spędzenie tego czasu, ale zdecydowanie warto go poświęcić na ewangelizowanie i pokazanie, że Pan Bóg jest tak samo w mieście jak i na wsi. To dla nas wyzwanie, ale warto je podjąć –  zapewnia Przemek Żurek.

- Chcemy iść do ludzi i opowiadać im, co Pan Bóg zrobił w naszym życiu – dodaje Karolina Alchimionek.

To właśnie na świadectwie i bezpośrednim spotkaniu z drugim człowiekiem polega akcja ewangelizowania wsi.

- Miasta są rozpieszczone różnymi akcjami, ofertami duszpasterskimi, propozycjami kolejnych wspólnot i grup, a na wsiach mało się dzieje. Wiele wsi, zwłaszcza popegeerowskich jest zniszczonych na przykład alkoholizmem i brakiem nadziei – mówi ks. Radosław Siwiński.

- Pytanie o owoce naszej pracy jest trudne, bo nie da się wymiernie zmierzyć czyjejś wiary, czy udało się ją obudzić, sprawić, by była żywa. Sam pamiętam jednak takie miejsca, w których na początku naszej wizyty pojawiało się w kościele 30 osób, w kolejne dni było ich 100. My jedziemy do tych parafii jak z zastrzykiem, który ma utrzymać w ludziach żywą wiarę – dodaje duszpasterz.

Ewangelizatorzy zostaną w parafiach do czwartku, skąd pojadą do Skrzatusza. Wrócą na wieś jeszcze w sobotę przywożąc ze sobą uczestników Kongresu, którzy będą mieli okazje w praktyce spróbować głosić Dobrą Nowinę mieszkańcom wsi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama