Nowy numer 43/2020 Archiwum

Rodzina jest ok!

Maszerującym dopisały nie tylko humory, ale także pogoda. Słońce zaświeciło nad wszystkimi, którzy chcieli powiedzieć swoje „tak” dla życia i rodziny.


Mówili je przede wszystkim swoimi nogami, przemierzając ulice Piły, ale nie zabrakło także świadectw o tym, co najcenniejsze.

To jest siła

W V pilskim Marszu dla Życia i Rodziny wzięły udział setki mieszkańców miasta. W rozśpiewanym i kolorowym korowodzie głównymi ulicami miasta przeszli starsi i młodsi. Wśród maszerujących nie brakowało rodzin – także tych wielodzietnych. – Rodzina to jest siła, chociaż czasami z taką gromadką łatwo nie jest. Pomimo trudności cieszymy się jednak, że jest – przyznaje ze śmiechem Judyta Małachowska. Razem z mężem Markiem prowadzili w marszu pięcioosobową gromadkę pociech. Tosia nie ma wątpliwości, że posiadanie rodzeństwa to fajna sprawa. – To jest Faustynka, to Franio, Ignaś i Eliasz – przedstawia braci i siostrę.

Z nieba towarzyszy im też Tereska. Tosia, chociaż mama i tato proszą ją o pomoc, bo jest najstarsza i wieloma rzeczami musi dzielić się z rodzeństwem, dostrzega pozytywy i wcale nie żałuje, że jest ich w domu tak dużo. – Przynajmniej mam się z kim bawić i nigdy się nie nudzę – zapewnia rezolutnie. – Dzisiaj rodziny wielodzietne bardzo często kojarzą się z patologią. Także urzędnikom. Jeśli jest w rodzinie dużo dzieci, to od razu znaczy, że stoi za tym alkohol, nieodpowiedzialność i bieda. A to nieprawda. My z mężem chcieliśmy mieć dużą rodzinę, sama – jestem ósmym dzieckiem z kolei i wiemy, jaka to duża wartość. Jak Pan Bóg pobłogosławi, to będzie nas jeszcze więcej – uśmiecha się pani Judyta. – To ważne, żeby promować rodzinę – mówią Monika i Maciej Juszczakowie. Sami promują ją nie tylko idąc „w pierwszej parze” marszu, ale także na co dzień. – Mamy pięć córek i syna w niebie. I wiemy, że on też idzie dzisiaj z nami – mówi z dumą tata. Przyszli na marsz, żeby dawać świadectwo mieszkańcom Piły. – Dzisiejszy świat potrzebuje ewangelizacji. Mało kto przejmuje się już tym, co mówi Pan Bóg, przykazania, Kościół, więc wychodzimy na ulice, żeby o tym przypominać – dodaje pan Maciej.

Karta świętej rodziny

O tym, jak ważne jest świadectwo, które dają swoim sąsiadom uczestnicy marszu, przypominał bp Edward Dajczak podczas Mszy św. otwierającej pilskie świętowanie. – Rodzina jest świętem świętych. Każdy, kto miał szczęście wzrastać w miłości rodzinnej, wie, że bezpieczniejszego miejsca nie ma na całym świecie. Trzeba nam pochylić się nad rodziną, która bez wątpienia przeżywa dzisiaj kryzys. To dzisiejsze wyjście na ulice jest bardzo mocnym opowiedzeniem się Kościoła i wspólnoty uczniów Jezusa po stronie rodziny i życia – podkreślał. – Myślę, że wszyscy ochrzczeni powinni być tutaj dzisiaj. Musimy dawać świadectwo, a gdzie to robić, jeśli nie na ulicy – w domu przed telewizorem? – pyta Beata Kupczyk, która maszerowała z mężem i trójką dzieci. Brakowało tylko starszego syna studenta. – Jesteśmy jak najbardziej za życiem, za tym, że rodzina powinna być zawsze na pierwszym miejscu. Trudno się dzisiaj żyje rodzinom i ciężko zdecydować się na trud macierzyństwa i tacierzyństwa, ale chcemy pokazać, że nie boimy się wielodzietności – przekonuje pani Beata. Są parafianami ze Świętej Rodziny i o tym, że rodzina jest święta, wie nawet najmłodszy, trzyletni Maciuś. – Wyrobiliśmy sobie Kartę Dużej Rodziny i Maciuś, kiedy chcemy z niej skorzystać, szuka w portfelu „karty świętej rodziny”. Daleko nam jeszcze do świętości, ale mamy nadzieję, że jesteśmy na dobrej drodze – śmieje się pani Beata.

Zacny marsz, milordzie!

– Zdecydowanie zacny – przyznaje pani Izabela, która dziarsko maszerowała, dzierżąc w dłoni tabliczkę z zabawnym rysunkiem. – Siła tego marszu polega na tym, że on nie jest przeciwko czemuś, ale mocno opowiada się „za”: za rodziną, za życiem, za najważniejszymi wartościami – wyjaśnia. Pani Izabela wie, jak dużo siły daje bycie we wspólnocie. – To moi bracia i siostry ze wspólnoty neokatechumenalnej, no i ich dzieci, dla których jestem ciocią. To dla nich dzisiaj idziemy i cieszę się, że coraz więcej pilan bierze udział w tym przedsięwzięciu – śmieje się, wskazując liczne grono towarzyszy marszu. Patryk ma 23 lata i nie maszerował, ale jechał. – Dla rodzica niepełnosprawnego dziecka najtrudniejszy jest lęk o jego przyszłość. To często nie pozwala zasnąć w nocy. Taki marsz to też nasz apel, żeby zwrócić uwagę na rodziny, które dotknęła niepełnosprawność dziecka – przyznaje pani Danka, pchając wózek z synem. – Za postępem medycyny, który daje szansę na przeżycie coraz większej ilości chorych dzieci, powinna iść też troska o to, żeby stworzyć ich rodzinom możliwości opieki nad nimi i zapewnienia godnego życia – dodaje kobieta. Pod pomnikiem św. Jana Pawła II, gdzie radosny happening miał swój finał, na maszerujących czekały przedszkolaki. Najmłodsi mieszkańcy Piły zaśpiewali i zatańczyli dla uczestników Marszu, opowiadając im, jak ważną sprawą jest rodzina. – Doświadczyliśmy na tym placu czegoś bardzo ważnego. To najmłodsze pokolenie potrafi w sobie właściwym języku wypowiedzieć coś, o czym my dyskutujemy na bardzo wielu forach. Oni mówią krótko: rodzina jest ok. Będziemy się jeszcze musieli nauczyć o tym mówić z taką samą mocą, z jaką różne gremia tego świata mówią, że rodziny może nie być wcale. My musimy powtarzać, że rodzina jest piękna, jest wartością niezwykłą i bez niej ten świat nie może istnieć – mówił bp Edward Dajczak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama