Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie możemy siedzieć cicho!

Ludzie. Zlinczowany przez niektóre media i zwolniony z pracy tylko dlatego, że nie zabił chorego dziecka. Podważa się jego kompetencje, bo podpisał deklarację wiary. Z prof. Bogdanem Chazanem, „antyaborcyjnym recydywistą”, rozmawiają Alicja Górska z Radia Plus i ks. Wojciech Parfianowicz z „Gościa Niedzielnego”.

Alicja Górska: W roku 2001 został Pan odwołany z funkcji krajowego konsultanta w dziedzinie położnictwa i ginekologii. Rok później zawieszony w pełnieniu funkcji kierownika Kliniki Położnictwa i Ginekologii Instytutu Matki i Dziecka. Kilka miesięcy temu, został Pan zwolniony z funkcji dyrektora Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie. Za każdym razem chodziło o brak zgody na aborcję. „Antyaborcyjny recydywista”, męczennik czy po prostu przyzwoity lekarz?

Prof. Bogdan Chazan: Zabijanie dzieci nie jest obowiązkiem lekarza ani istotą jego zawodu. W Polsce umiera w ciągu roku ok. 20 kobiet w związku z ciążą i porodem. Umieralność dzieci wynosi ok. 6 promili. Nie znam przypadku, żeby dyrektor szpitala został zwolniony z powodu takiego zdarzenia. Natomiast wystarczyło, aby lekarz odmówił aborcji, żeby został pozbawiony funkcji bardzo szybko. Wydaje się więc, że aborcję uważa się za najważniejszą rzecz, którą lekarz ginekolog powinien wykonywać: szybko i bez protestu. Moim zdaniem nie powinien i nie musi. To, co wydarzyło się w moim przypadku, jest dla lekarzy źródłem lęku i spowodowało, że w roku 2014 liczba legalnych aborcji w Polsce wzrosła dwukrotnie. Niektórzy uważają, że jest to efekt decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz w mojej sprawie.

Ks. Wojciech Parfianowicz: Uważa Pan swoje zwolnienie za niesłuszne. Zresztą prokuratura umorzyła jak na razie Pańską sprawę. Wystąpił Pan więc do sądu pracy. Chce Pan wrócić na stanowisko dyrektora?

Nie, nie chodzi mi o posadę, ale o zasadę. Chciałbym, aby w przyszłości lekarze, którzy myślą podobnie jak ja, mogli być dyrektorami szpitali. Jeżeli ma być tak, że mogą być nimi tylko ateiści czy ludzie, których system wartości nie jest chrześcijański, to czekają nas ciężkie czasy. Może za parę lat nie spotkają państwo w gabinecie ginekologa czy na sali operacyjnej lekarza, który podziela Wasz światopogląd.

A.G.: Jeśli chodzi o nagłośnioną ostatnio sprawę, Pan nie był pierwszym lekarzem, który odmówił aborcji skarżącej Pana pacjentce. Jednak tylko Pana spotkały konsekwencje. Czy tylko dlatego, że jako jedyny zrobił to Pan na piśmie?

Byłem już namierzony w poprzednich sprawach. Po drugie podpisałem „deklarację wiary”, co wywołało groźne pomruki ze strony Biura Polityki Zdrowotnej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Komuś przeszkadzało to, że lekarz zadeklarował publicznie, że wierzy w Boga. Czy jeżeli lekarz potwierdza, że w praktyce będzie kierował się zasadą miłości bliźniego, to znaczy, że będzie gorszym lekarzem? Jednak okazało się, że tak nie można w wolnym kraju, w jakim podobno żyjemy. O lekarzach takich mówi się, drwiąc z nauczania Kościoła, że będą teraz leczyć wodą święconą.

A.G.: Nie czuje się Pan wolny w naszym kraju?

Niestety nie. Lekarzy zmusza się, żeby szli na kompromis z sumieniem. Obserwowałem to, co się działo następnego dnia po moim zwolnieniu. Przyszła kobieta, która była w ciąży z dzieckiem z zespołem Downa. Poprosiła o aborcję, którą wykonano. W moim szpitalu przez wiele lat nie było aborcji. Widziałem niepokój personelu, płacz położnych. Niestety czasami stosuje się „zarządzaniem lękiem”. Mówi się: „Co, wody nie podasz?”, „Nie podłączysz kroplówki?”. Dzisiaj w ogóle w społeczeństwie charakteryzuje nas lęk. Boimy się mieć własną opinię, zabierać głos, nie zapisujemy się do organizacji. Wolimy być na wszelki wypadek z boku. Niech ktoś inny podejmuje decyzje. Ale nikt za nas nie urządzi tego kraju. Musimy o swoje sprawy zadbać. Nie możemy ciągle siedzieć cicho.

W.P.: To dziecko, na którego zabicie Pan się nie zgodził, żyło 10 dni. Było tak zdeformowane, że umierało w wielkim cierpieniu. Niektórzy właśnie dlatego nie rozumieją Pana decyzji o odmowie aborcji.

Krytycy mojego postępowania zupełnie nie biorą pod uwagę cierpień, które byłyby udziałem tego dziecka w momencie aborcji, kiedy wywołuje się skurcze macicy, kiedy wyciąga się dziecko przez kanał rodny, czasami po kawałku. Stwierdzono też, że odmawiając aborcji, przyczyniłem się do cierpień matki. Matka na pewno cierpiała, ale może świadomość, że dziecko zostało zabite w wyniku jej decyzji, będzie dla niej w przyszłości źródłem jeszcze większych cierpień. Niestety przemilcza się kwestię syndromu postaborcyjnego.

W.P.: Mówił Pan kiedyś, że żyjemy w świecie schizofrenicznym. Z jednej strony potencjalnie niepełnosprawne dzieci, np. z zespołem Downa, próbuje się wytropić i zabić jeszcze przed urodzeniem, uważając, że ich życie nie ma sensu. Z drugiej strony dla niepełnosprawnych organizuje się paraolimpiady czy choćby nasz koszaliński festiwal filmowy „Integracja Ty i Ja”. Wtedy niepełnosprawni stają się nagle „fajni”.

Wiadomo, że urodzenie się dziecka z wadami to dla rodziców niełatwa wiadomość. Ale to nie jest powód, żeby dziecko zabić. Zbliża się konkurs Eurowizji [wywiad przeprowadzono kilka dni wcześniej – przyp. red.]. Finlandię będzie reprezentować grupa, której członkowie mają zespół Downa. Moja koleżanka z zespołem Turnera kończy studia medyczne i chce być ginekologiem. Takie osoby zgodnie z prawem mogłyby być zabite. I są zabijane. Dlaczego tak jest? Bo nie ma tolerancji dla niepełnosprawności. Dzieci ma być niewiele, ale każde z nich ma być piękne, grać na fortepianie, znać języki i w pełni odpowiadać pragnieniom rodziców. Dziwię się, dlaczego organizacje dla niepełnosprawnych nie występują z rabanem przeciwko masowej eksterminacji takich osób.

A.G.: Kiedy kobieta prosi o aborcję, co Pan jej mówi? Jak widzi Pan rolę ojca dziecka?

To są trudne rozmowy. Nie straszę ogniem piekielnym. Mówię takim rodzicom, że jak już dojdą do kresu swoich dni i spojrzą wstecz, dobrze, żeby mieli czystą kartę. Ten argument często działa. Wiele razy widziałem, jak ludziom, którzy wchodzili do gabinetu zdenerwowani i agresywni, gdy decydowali o zaniechaniu aborcji, ciężar spadał z serca, a wyraz twarzy się zmieniał. Jeśli chodzi o ojców, kobiety, które poddały się aborcji, często mówią, że gdyby ktoś się nimi zaopiekował, otoczył wsparciem, nie zrobiłyby tego.

W.P.: Pan nie zawsze był antyaborcyjny. Wielu wyrzuca to Panu w formie drwin. Pan jednak nie ukrywa, że sam dokonywał kiedyś aborcji. Dlaczego Pan to robił?

Byłem lekkomyślny i głupi, niby wierzący, ale nie do końca. Miłosierdziu Bożemu zawdzięczam to, że uwierzyłem, że Bóg mi to wybaczył. Przecież św. Paweł, zanim został świętym, był winny wielu zabójstw. U mnie nawrócenie nie przyszło tak nagle jak u niego. To był raczej proces, w wyniku którego w końcu przestałem to robić. Kiedy sobie o tym przypomnę, jest mi bardzo przykro.

W.P.: Co by Pan powiedział lekarzom, którzy nadal to robią?

Lekarz nie jest sędzią, a jeszcze mniej katem. W każdej chwili możecie z tego zrezygnować. Pan Jezus czeka z otwartymi ramionami i z miłosierdziem. To właściwie jest dość proste. Trzeba tylko podjąć decyzję.

W.P.: Do mediów słabo przebiła się informacja o tym, że dziecko kobiety, która Pana oskarżyła, było poczęte metodą in vitro. Dlaczego Pan o tym wspominał?

Pierwsza wspomniała o tym sama matka. Niestety nadal o tym się nie mówi. Nie wiem, czy pary, które decydują się na in vitro, są informowane o ryzyku nieprawidłowego rozwoju takich dzieci, które jest większe o 40 proc. w porównaniu z dziećmi poczętymi naturalnie. Placówki in vitro trudnią się tym procederem, ale już nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za  efekt swojej działalności.

A.G.: Sprzeciw Kościoła wobec in vitro odbierany jest jako niezrozumienie pragnień rodziców, a argumenty traktowane są jako światopogląd. Co na to medycyna?

Gdy mówi się o in vitro, wtedy jako ilustrację pokazuje się dziecko w objęciach szczęśliwych rodziców. To jest argument, który chwyta za serce. Jednak trzeba powiedzieć wyraźnie, że w procedurze tej dochodzi do śmierci. Poza tym jest możliwość selekcji zarodków ze względu na różne cechy. Być może będziemy mogli sobie „wyprodukować” człowieka wedle życzenia. To wynaturzenie. Grozi nam też zmiana genomu ludzkiego. Co z tego w przyszłości wyniknie dla naszego gatunku? Nie wiadomo.

W.P.: Niejako drugim biegunem in vitro (dziecko za wszelką cenę) jest antykoncepcja (dziecko za żadne skarby). Dość łatwo kobieta może otrzymać tabletki antykoncepcyjne. Pigułkę „dzień po” nawet bez recepty.

Żyjemy w mentalności antykoncepcyjnej. Warto przypomnieć, że jednym z mechanizmów działania tabletki hormonalnej, nie tylko tzw. dzień po, jest, oprócz zahamowania owulacji, doprowadzenie do tego, że błona śluzowa macicy staje się nieprzyjazna dla zarodka. W momencie kiedy kobieta bierze takie środki, działa mechanizm antyzagnieżdżeniowy, który jest postkoncepcyjny.

W.P.: Czyli takie środki tak naprawdę nie zawsze są antykoncepcyjne. Mimo wszystko do poczęcia dochodzi, tylko że zarodek się nie zagnieżdża i ginie. Można tutaj właściwie mówić o działaniu poronnym. Czyli kobieta, która bierze takie tabletki, nie tylko te „dzień po”, może nieświadomie doprowadzać do śmierci swoich dzieci?

Tak. Dlatego obowiązkiem lekarza jest powiedzieć o tym kobiecie. Niestety w instrukcji do preparatu antykoncepcyjnego najczęściej jest napisane tylko, że ma on wpływ na endometrium. Kobieta bez wykształcenia medycznego nie jest w stanie tego zrozumieć. Producent niby informuje o tym mechanizmie, ale w sumie tego nie robi.

W.P.: Dużo Pan jeździ po Polsce i nie tylko, opowiadając o swoim przypadku, broniąc podstawowych wartości, w tym ludzkiego życia. Skąd bierze Pan siły, żeby znieść to wszystko, co się wokół Pana dzieje?

Ktoś mi ostatnio powiedział, że chyba czas przyhamować i napełnić trochę swój własny dzban, bo jak on nie będzie pełny, to będzie nam trudno przekazywać prawdę innym.

A.G.: W jaki sposób chce Pan ten dzban napełnić?

Pewna siostra namawia mnie do częstszego uczestniczenia we Mszy św. i w adoracji Najświętszego Sakramentu. To są te dwie rzeczy, na które teraz chcę poświęcić więcej czasu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama