Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zabić guza śmiechem

Mateusz ma 10 lat i apetyt na znacznie więcej. Dzielnie walczy z nowotworem. Nauczyciele i rodzice koszalińskiej Osiemnastki pomagają mu, by jak najszybciej wrócił do szkoły. Dla niego zostali aktorami.

Chociaż żadne z nich nie ma scenicznego doświadczenia, zwarli szeregi i bajką ruszyli na odsiecz w chorobie.

Słoneczna środa

Nie problem do szpitala przyjechać. Sztuką jest z niego wyjść. To złota myśl Mata, który uważa, że nie ma w życiu farta. A przynajmniej nie ma go od 17 lipca 2013 r., kiedy usłyszał lekarska diagnozę: nowotwór mózgu. – To była cudowna, słoneczna środa, kiedy po raz pierwszy dźwięk karetki zaczął dotyczyć naszej rodziny. Mateusz miał być w szpitalu tylko trzy dni na trzech badaniach, które miały nam odpowiedzieć na pytanie, dlaczego od półtora roku Mateusz utyka na lewą nogę i dlaczego, pomimo rehabilitacji, nie ma poprawy. Czy na pewno jest to płaskostopie koślawe? A potem, co oznacza lakoniczne stwierdzenie „problem neurologiczny”? – wspomina Monika Madej, mama Mata.

Potem były wędrówki po szpitalach i oddziałach. Biopsja, która niczego nie wykazała, spowodowała za to wzrost guza, lewostronne porażenie kończyn i aktywne wodogłowie. Ostra chemio- i radioterapia dały rezultaty: guz znacznie się zmniejszył, a Mateusz mógł zacząć na nowo chodzić. Miało to jednak swoje skutki: zmniejszona odporność, spadek wagi do 24 kg, dwudniowa śpiączka. Od lipca ubiegłego roku Mat ma przerwę w leczeniu. Dzięki temu może spotykać się z rówieśnikami. Uczy się w domu, ale – kiedy tylko ma na to siłę – uczęszcza na pojedyncze lekcje do szkoły. – Prawdopodobnie jest jedynym uczniem na świecie, który tak kocha chodzić do szkoły – przyznaje z uśmiechem pani Monika.

Z bajką na ratunek

Mat kocha piłkę nożną. Jest fanem Arsenalu i Realu Madryt. Przed chorobą był również pływakiem oraz studentem uniwersytetu dziecięcego. Teraz też się nie poddaje: uczy się grać na keyboardzie i „Odę do radości” gra już na dwie ręce. Ale to szkoła dodaje Matowi skrzydeł i pomaga walczyć. – W tej chwili guz ma 2 cm. I na razie nie rośnie. Stan na tyle się poprawił, że Mat jest sprawny fizycznie, choć nadal utyka. Ale jest dzielny i potrzebuje też trochę swobody. Oraz towarzystwa rówieśników, bo choroba sprawia, że czuje się bardzo samotny. Na szczęście ma mnóstwo przyjaciół, a kumple ze szkoły są rewelacyjni. Mateusz bardzo często w szpitalu dostawał od nich listy – opowiada pani Monika. – Najważniejszy był moment, kiedy Mateusz był leczony sterydami. Bardzo spuchł, przytył 40 kg, zupełnie się zmienił. I strasznie się bał, że nie zostanie zaakceptowany. Tymczasem dzieciaki rzuciły się na niego, przybijały piątki. To zasługa wychowawczyni klasy i rodziców uczniów – dodaje wzruszona. – Mateusz jest uczniem naszej szkoły, ale tak naprawdę do niej nie chodzi, bo nie może. Postanowiliśmy, że musimy coś zrobić, żeby mu pomóc – opowiada o pomyśle przygotowania gali charytatywnej Karina Gajda, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 18 w Koszalinie. Ale co? Wtedy rodzice uczniów Osiemnastki wpadli na pomysł: wystawimy przedstawienie. Od marca intensywnie przygotowywali premierę „Kopciuszka”. Pomysłem zarazili Bałtycki Teatr Dramatyczny i Pałac Młodzieży, które wpuściły aktorów do swoich garderób, Centrum Szkolenia Sił Powietrznych, które udostępniło prawdziwą teatralną salę, i Restaurację Jamneńska, która zadbała o przygotowanie uczty weselnej dla Kopciuszka i Księcia. Zaprosili też gości, których poprosili o otarcie serc i portfeli, żeby wesprzeć leczenie Mateusza. Ci nie zawiedli. Na widowni Klubu Podoficera miejsca zajęte były do ostatniego. Aktorzy także stanęli na wysokości zadania. Zwłaszcza brawurowo odegrały swoje role siostry Kopciuszka i zła macocha, podbijając serca widzów. Jeszcze uskrzydlone owacjami na stojąco, którymi nagrodzili spektakl widzowie, aktorki dzielą się wrażeniami z premiery: – Włożyliśmy w to całe serce. Cel nas napędzał, dodawał energii do pracy. A przy okazji nasze dzieci są z nas takie dumne – przyznaje ze śmiechem Dagmara Podraza-Olech, reżyser przedstawienia, a zarazem zła macocha Kopciuszka. Zgodnie przyznają, że choć cotygodniowe próby kosztowały ich wiele wysiłku, nie żałują ani chwili poświęconej przedsięwzięciu. – A teraz jest pytanie, co my ze sobą zrobimy w następny piątek – śmieje się Małgorzata Adamczyk. – Pani reżyser ma rozpisany repertuar na najbliższe dwa lata – uspokaja obsadę pani Dagmara.

Realizując plan B

– Mat, popatrz na mnie... jakieś takie lewe oko masz mniejsze... albo mi się wydaje... – Boszsz... mama, ty zrobisz wszystko, żeby mnie zhospitalizować... To jeden z „cytatów z Mata”, które mama Matusza – mistrza ciętej riposty skrzętnie zapisuje. – To nasza rodzinna dewiza: do terapii wszelkich, jak chemio- i radioterapia, włączamy plan B: zabić guza śmiechem – zdradza pani Monika. „Kopciuszek” doskonale się w ten plan wpisał. Od lipca ubiegłego roku Mat jest między kolejnymi terapiami. Jeśli guz nie będzie rosnąć, w grudniu być może uda się poddać chłopca leczeniu protonowemu. – Nawet nie wiem, jak mam wyrazić tym wszystkim ludziom moją wdzięczność. Powiedzenie „dziękuję” to zdecydowanie za mało. To paradoks, ale od chwili, kiedy Mateusz zachorował, pojawiło się wokół nas mnóstwo aniołów, a na ziemi jest jak w niebie – dodaje wzruszona pani Monika.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama