Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Dzięki Ci, Boże, za fuj i ała?

Przyroda. Latają, brzęczą, zapylają, ale, niestety, także gryzą, żądlą i przenoszą choroby. Owady – czy ta część stworzenia na pewno dobrze działa?

Po cholerę toto żyje? – pytał Konstanty Ildefons Gałczyński w słynnej „Satyrze na bożą krówkę”. W sumie taka biedronka, czyli niewielki kropkowany chrząszcz żywiący się mszycami, nikomu nie przeszkadza. Gałczyński zresztą pisze dalej, że latem każdy owad „może ten tego i w ogóle”. Ciekawe jednak, czy myślał tak samo np. o wrednych komarach, zainfekowanych kleszczach czy obrzydliwych muchach? W Piśmie Świętym czytamy: „Z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13,5), a także: „Jego potęga oraz bóstwo stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1, 20). Łatwo przyjąć tę prawdę, patrząc na malownicze góry, bezkresne morze czy rozgwieżdżone niebo. Znaczenie trudniej, kiedy w naszą stronę pełznie, leci lub skacze jakieś paskudztwo, które sprawia, że z ust zamiast: „Chwała Panu!”, wydobywa się: „Fuj!” lub „Ała!”.

Zachwaszczony ogród

To, że nawet najbardziej nieprzyjazne człowiekowi owady są ważnym elementem ekosystemu, jest dosyć łatwe do zrozumienia. – Stanowią ważne ogniwo w łańcuchu pokarmowym. Są obfitym źródłem białka dla ptaków, które chętnie zjadają muchy, gzy i inne brzęczące stworzenia. Także dla ryb ważnym składnikiem diety są np. larwy komarów – tłumaczy Stefan Perz, kierownik Zespołu Ochrony Lasów w Szczecinku. Kto wie, jak katastrofalne skutki w przyrodzie mogłoby spowodować choćby tylko wybicie wszystkich komarów. Już by nas nie kłuły, ale wiele ryb zginęłoby z głodu, co w końcu odbiłoby się i na nas. Działa tu swego rodzaju „paradoks wędkarski”. Taki wędkarz stoi z kijem nad wodą, pomstując na atakujące go komary, jednocześnie nabijając na haczyk ochotkę, czyli takiego samego komara w stadium larwalnym. Niestety, coś za coś. Gorzej, gdy ukąszenie wiąże się z poważnym zachorowaniem. Wtedy już trudniej przyjąć argument „z ekosystemu”. Dr Jacek Wróblewski, ordynator oddziału zakaźnego w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie, podaje, że w przyszpitalnej poradni jest 1,5 tys. kart pacjentów z boreliozą. – To podstępna choroba, którą przenoszą kleszcze. Dziennie trafia do nas kilkanaście osób pogryzionych przez te pajęczaki – mówi lekarz. Nic dziwnego: województwo zachodniopomorskie to jeden z regionów, w których jest najwięcej zainfekowanych kleszczy w skali kraju. Biblia mówi, że wszystko, co Bóg stworzył, było dobre. Jednak obserwacja rzeczywistości każe się domyślać, że coś tutaj jednak musi być nie tak. I jest. – Po grzechu pierworodnym świat przestał być ogrodem, w którym jest dobrze i przyjemnie. Stał się polem walki. Dopóki pierwsi ludzie żyli w harmonii ze Bogiem, żyli też w harmonii między sobą, a także ze stworzeniem – wyjaśnia ks. prof. Janusz Bujak, specjalista z teologii dogmatycznej, której częścią jest protologia, czyli teologia stworzenia. – W raju nie było problemu oganiania się przed stworzeniami, ani lęku przed nimi. Niestety, dziś żyjemy w świecie zaburzonym przez grzech. Dotyczy to całego stworzenia – dodaje ks. profesor. Skoro czekamy jeszcze na ostateczne przypieczętowanie zwycięstwa Chrystusa nad grzechem, którym będzie Jego powtórne przyjście i nadejście „nowego nieba i nowej ziemi”, wciąż znosimy skutki grzechu, którym m.in. jest „zepsucie” świata. Innymi słowy, nie wszystko w nim działa tak, jak chciałby tego Pan Bóg.

Mea culpa

Protologia przekłada się bardzo konkretnie np. na spotkania przy grillu czy wędrówki po lesie. Kiedy użądli nas osa, ukłuje komar czy giez, albo ugryzie mrówka, zamiast swoje niezadowolenie wyrażać za pomocą łaciny brukowej, można użyć łaciny klasycznej, mówiąc w duchu: „mea culpa”. – Każde ukąszenie przypomina nam o tym, że było kiedyś nieposłuszeństwo Adama i Ewy, i że to nieposłuszeństwo pociąga za sobą konkretne skutki, i że wciąż czekamy na pełnię zbawienia – wyjaśnia ks. Bujak. Po prostu, stworzenia Boże z gatunków wrednych napominają nas, że wciąż jesteśmy grzesznikami, którzy potrzebują nawrócenia. W świecie i w naszym życiu nie wszystko jeszcze jest ponaprawiane. Z takiego podejścia wynika też właściwe rozumienie ekologii. Przywracanie harmonii w środowisku trzeba rozpoczynać od powrotu do jedności z Bogiem. – Ekologia duchowa, czyli likwidacja grzechu w sobie, będzie skutkować właściwym podejściem do środowiska. Człowiek kochający Boga, kocha też Jego stworzenie, począwszy od człowieka aż po najmniejszego owada – mówi ks. Bujak.

Pac go kapciem?

Miłość miłością, ale czasami trzeba jakoś zmierzyć się choćby z culex pipiens, czyli właśnie z komarem brzęczącym. O tak, doskonale znamy ten dźwięk, który trudno porównać do czegokolwiek innego. Jest tak niesamowicie denerwujący, że w głowie człowieka pojawia się tylko jedna myśl: zabić. To nic, że wystarczyłoby tylko jedno uderzenie kapciem. Czasami pada ich pięć albo i więcej. A masz, a masz... Trzeba mieć pewność, że culex pipiens już więcej nie odleci, że nie wyda już głosu. A walka bywa nierówna. Dzięki zdolności widzenia w podczerwieni, on po ciemku znajduje bezbłędnie drogę do najmniejszych nawet nieokrytych kołdrą kawałków ciała. Wabi go zapach potu i wydychany przez człowieka dwutlenek węgla. Jest bezwzględny. On wie, że wyczerpany nierówną walką człowiek w końcu uśnie, a wtedy on, a w zasadzie ona, bo komarze samce są w tej sprawie zupełnie niewinne, znajdzie drogę do niewielkich naczynek włosowatych pod naszą skórą i zacznie ucztę. Czy można więc tak bezceremonialnie, np. kapciem, pozbawić życia głodne stworzenie Boże? Ks. prof. Janusz Bujak wskazuje na dwie skrajności w podejściu do stworzenia, których trzeba by unikać: ubóstwianie go lub traktowanie jako swojej własności. – Nie jesteśmy naiwni i wiemy, że skoro żyjemy w „rzeczywistości po grzechu”, świat jest piękny, ale i niebezpieczny. Mamy prawo reagować, jeśli coś nam zagraża lub przeszkadza. Życie ludzkie jest ważniejsze niż życie nawet najbardziej pożytecznych stworzeń. Chodzi tylko o to, żeby nie niszczyć bez sensu – mówi ks. Bujak. Wszystkie stworzenia są potrzebne, co nie znaczy, że tu i teraz i w takiej ilości. Stefan Perz z Zespołu Ochrony Lasów w Szczecinku, który zajmuje się właśnie szkodnikami, mówi wyraźnie: – Nie chodzi o to, że dany gatunek trzeba zniszczyć. My regulujemy jego liczebność, obniżając poziom jego szkodliwości.

Jaki piękny robal?

Rzeczywiście, niektóre owady są piękne, wręcz efektowne. Inne jednak urodą nie grzeszą. Wzbudzają obrzydzenie, a nawet i lęk. Szczególnie, kiedy zobaczy się je w powiększeniu. W rodzinnym parku rozrywki „Owadogigant” w Lubnicy k. Lotynia można zobaczyć dokładnie wykonane modele owadów. 8-metrowa mrówka czy też włochaty pająk ptasznik wielkości samochodu robią wrażenie nie tylko na dzieciach. Kiedy mikroświat staje się makro, dopiero widać, że ludzkie oko wiele przegapia. – Są, oczywiście, wśród owadów różnego rodzaju pokraki, ale w każdym jest jakieś piękno. Trzeba tylko być na nie wyczulonym. W przyrodzie brzydkie też jest piękne, bo stworzone przez naturę – mówi Stefan Perz. Na pewno można powiedzieć jedno: dzięki niektórym owadom przekonujemy się, że piękno to coś więcej niż estetyka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama