Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Niedźwiedź Morski zaatakował

Darłowianie wyszli na ulicę, by prosić Boga o pomyślność dla miasta i opiekę nad jego mieszkańcami. Tak jak 518 lat temu, gdy wielka fala spustoszyła gród nad Wieprzą.

Nad tym, czy było to tsunami, naukowcy dyskutują do dzisiaj. Bez wątpienia jednak była to najpoważniejsza powódź w historii królewskiego miasta Darłowa, o której pamięć trwa nieustannie od ponad pół tysiąca lat.

Śluby proboszcza i burmistrza

Kataklizm wywołać miały trzęsienie ziemi i wybuch złóż ropy i gazu na dnie Bałtyku. 16 września 1497 r. szalejący żywioł spustoszył port, wyrzucając statki na odległość 4 km od brzegu, zaś fale były wysokie jak domy. Opis powodzi i jej skutków jako nadzwyczajne wydarzenie opisał mnich z darłowskiego klasztoru kartuzów „Domus coronae Mariae” – Marienkron (Korona Maryi). Ich kościół i klasztor znajdowały się na terenie przylegającym do Darłowskiej Strugi. Fale powodzi wdarły się w głąb miasta, a wody morskie sięgały aż do stóp ołtarza w klasztornej kaplicy i do wzgórza, na którym dzisiaj znajduje się cmentarz. Tu właśnie zostały wyrzucone statki, a mieszkańcy ówczesnego Darłowa znaleźli schronienie.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Odśwież stronę i czytaj nawet 10 tekstów za darmo.
Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama